Kiedyś dzięki naszym piłkarzom sprzedawano węgiel za granicę

04.12.2009
Dzisiaj wszyscy górnicy mieli swoje święto. Kiedyś "Barbórka" była również takim dniem dla sportowców. - Byliśmy zapraszani całą drużyną - wspomina Włodzimierz Lubański, były napastnik Górnika Zabrze.
- Byłem nie tylko piłkarzem słynnego klubu z Zabrza, ale w jakiejś części górnikiem - wskazuje Lubański. - Grając w drużynie wielokrotnego mistrza Polski byłem jednocześnie pracownikiem dołowym kopalni "Szczygłowice" i także "Knurów". Tak to wtedy wyglądało, że byłem oddelegowanym do klubu. A "Barbórka" to było hucznie obchodzone święto górnicze, na które byliśmy zapraszani całą drużyną. Prawie każda kopalnia za punkt honoru brała sobie to, by nas zaprosić do siebie. Tak więc brałem udział w niejednym święcie i festynie barbórkowym. Prawdziwi górnicy chcieli nas poznać z bliska, zbratać się z nami - wspomina.

Branża utrzymywała wówczas śląski sport. To dzięki przemysłowi ciężkiemu najlepsi zawodnicy nie uciekali do innych klubów, zdobywali sukcesy na arenie krajowej, a potem promowali kraj poza jego granicami. - Gdy jechaliśmy na gościnne występy do Ameryki Południowej, mało kto słyszał tam o Polsce. A myśmy robili krajowi i naszemu górnictwu świetną reklamę, pokazując tam dobry futbol. Teraz taka reklama kosztowałaby miliony złotych. Górnik był rozpoznawalną marką w Europie i obu Amerykach, a przy okazji dobrze reklamowało się górnictwo. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale takie wyjazdy dawały okazję do podpisania umów handlowych. Bez nas, piłkarzy, trudniej byłoby o promocję polskiego węgla - tłumaczy Lubański.
źródło: SportSlaski.pl / gornikzabrze.pl

Przeczytaj również