"Kibice Górnika Zabrze chcą już, teraz... To mi się nie podoba"

09.03.2010
- Nic się nie stało. Mają za sobą mecz na wyjeździe, Pogoń też straciła punkty. Jedyne, co może martwić, to brak spokoju - komentuje grę zabrzan Mirosław Smyła, trener GKS-u Tychy.
Szkoleniowiec II-ligowca z ciekawością przyglądał się Śląskiemu Klasykowi. Głównie za sprawą Górnika, który w okresie przygotowawczym pokonał jego GKS Tychy 5-1. - Kiedy po tym meczu poproszono mnie, żebym wypowiedział się na temat zabrzan, nie pozostało mi nic innego, jak pokornie podwinąć ogon i przyznać: zlali nas. Na głos jednak nie mówiłem jednej rzeczy. To było zastanawiające, ale graliśmy jak równy z równym. Mieliśmy poprzeczkę, słupek, trzy sytuacje sam na sam. Oni byli jednak super skuteczni i myślałem, że tak samo będzie w meczu z GKS-em Katowice - zdradza Smyła, którego postawa zabrzan w sparingu zaskoczyła.

- Okazuje się, że w potyczce z GieKSą nawet skuteczności zabrakło - dodaje. Katowiczanie skazywani byli na sromotną porażkę, więc bezbramkowy remis ucieszył ich bardziej. A kibiców z Zabrza wystawił na próbę cierpliwości. - Trudno o optymizm po takim meczu - pojawiają się komentarze fanów "Trójkolorowych".

Tymczasem trener tyszan właśnie niejako w takim podejściu do sprawy doszukuje się problemu. - Wierzę, że Górnik sięgnie po te miejsce, które mieć powinien. Widzew jest poza zasięgiem, ale już taka Pogoń Szczecin też straciła punkty w meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Boję się natomiast innej rzeczy. Ten nadmuchany balon, ta atmosfera, która tam panuje, powoduje związanie nóg. W Zabrzu wszyscy mówią: musicie, musicie awansować. Każde jedno kopnięcie piłki jest komentowane. Kibice chcą już, teraz... To mi się nie podoba. Powinna być cisza, spokój, żeby trener miał komfort pracy - wskazuje.
autor: Stanisław Hajda

Przeczytaj również