"Każdy mecz jest dla nas ważny i w każdym bijemy się o zwycięstwo"
06.11.2014
Nikt od powstania profesjonalnej ligi siatkówki w Polsce w 2000 roku nie miał na swoim koncie zerowego dorobku punktowego po 7 kolejkach. W tym sezonie się to zmieniło. Siatkarze MKS-u Banimexu Będzin osiągnęli taki wynik. Swoją rolę w tym rekordzie odegrał również terminarz. Siatkarze beniaminka z Zagłębia w 7 meczach zagrali z pierwszą czwórką ligi z zeszłorocznych rozgrywek i fenomenalnie spisującym się w tym sezonie Lotosem Treflem Gdańsk.
O sytuacji swojego zespołu i pomyśle na przyszłość porozmawiał z nami opiekun będzinian, Damian Dacewicz.
Sport Śląski: Przegraliście pierwsze 7 meczów. Rywale byli z najwyższej półki, ścisła krajowa czołówka, ale chyba mogliście ugrać jakieś punkty?
Damian Dacewicz: Faktycznie, mecze które graliśmy do tej pory, z tymi najsilniejszymi zespołami, pokazały, że jesteśmy w stanie walczyć, ale tak naprawdę powinniśmy chociaż raz wygrać i udowodnić sobie, że na tym poziomie jesteśmy w stanie nie tylko rywalizować, ale też zbierać punkty i wygrywać mecze. Najlepszą okazję do tego mieliśmy w Rzeszowie, gdzie prowadziliśmy 1-0, potem mieliśmy po swojej stronie piłki, lecz nie wykorzystaliśmy przewagi do tego żeby wywieźć stamtąd zwycięstwo, bo z przebiegu gry tak właśnie powinno być. Przy nowym zespole w tej lidze jest wymagana cierpliwość i pokora, która uczy w każdym meczu. Musimy zachować spokój żeby grać tak jak w Rzeszowie w tych najważniejszych meczach, które nadejdą w drugiej połowie pierwszej rundy. Trzeba zrobić wszystko żeby szukać tak dobrych spotkań jak z Resovią. W końcówkach musimy jednak zachować zimną krew i dowieźć zwycięstwo do końca, ale nie licząc na błędy przeciwnika tylko punktując i w końcu wygrać po raz pierwszy w Plus Lidze.
Nie tylko mecz z Resovią zagraliście na dobrym poziomie. Blisko rywala byliście również w Gdańsku, pomimo porażki 0-3. Czego zabrakło w meczu z Lotosem.
D.D.: Bardzo dobrze weszliśmy w mecz, z tym że końcówki należały do do rywali. Doświadczenie zespołu bardzo pomogło, było widać duże wyrachowanie u podopiecznych Andrei Anastasiego. My w końcówkach popełnialiśmy błędy, a oni to bardzo dobrze wykorzystali. Mam nadzieję, że w końcu w trakcie spotkań się przełamiemy i szala zwycięstwa przeważy się na naszą stronę, a my będziemy się cieszyć nie tylko z punktów, ale też ze zwycięstwa.
Najlepiej wychodziły wam mecze z mającymi obecnie na swoim koncie 20 punktów Lotosem, Skrą i Resovią. Zawodnicy się na nie specjalnie motywowali, czy podeszli do meczów normalnie, a w pozostałych spotkaniach zabrakło "ustawowego" zaangażowania?
D.D.: Wiedzieliśmy kto jest faworytem tych spotkań i chcieliśmy pokazać ze swojej strony jak najlepszą grę i to nam wychodziło. Rywale nie odskakiwali nam zdecydowanie. Nie mieli zdecydowanej przewagi, która pozwalałaby im kontrolować wydarzenia boiskowe tylko musieli się namęczyć i napracować żeby z nami wygrać. W każdym z tych spotkań chcieliśmy udowodnić przede wszystkim sobie, że nie będziemy odstawać grając z tymi potentatami i faktycznie w niektórych meczach się nam to udało. Były jednak też takie spotkania jak w Kędzierzynie czy Jastrzębiu, gdzie rywale byli dużo lepiej od nas dysponowani. Ostatni mecz z ZAKSĄ pokazał, że ten zespół był bez wyników w tym sezonie, ale na spotkanie z beniaminkiem potrafili się tak zmotywować, że praktycznie nie dali nam nawet wejść w mecz. Odskakiwali na kilka punktów i zdecydowanie kontrolowali przebieg spotkania.
Czy ma to dla drużyny jakieś znaczenie z kim gracie? Czy do każdego spotkania podchodzicie tak samo i gracie swoje?
D.D.: Ustaliliśmy to przed sezonem. Nie będzie dla nas meczów ważnych i ważniejszych. Każdy mecz jest dla nas ważny i w każdym bijemy się o zwycięstwo. Robiliśmy wszystko, żeby na inauguracje z Bełchatowem być w takiej dyspozycji, która pozwoli nam rywalizować z najlepszymi drużynami. Mam nadzieję, że te mecze dały nam wiele dobrego jeśli chodzi o doświadczenie. Niekiedy wyglądało to dobrze jeśli chodzi o procenty, ale jednak zbyt duża ilość błędów własnych wyklucza nas z rywalizacji z zespołami topowymi. Jeżeli będziemy w stanie wyeliminować te błędy, które czasami się nam mnożą i popełniamy ich naprawdę dużo, to możemy myśleć o zwycięstwie.
Jaka jest Pana recepta na wyprowadzenie drużyny z dołka?
D.D.: Musimy wyeliminować błędy własne i poprawić grę w końcówkach meczów. Nie wystarczy nam lepsza od rywala gra w ataku czy przyjęciu żeby wygrywać. Cały czas pracujemy nad tym żeby eliminować błędy na treningu. Jak będzie mniejsza ilość błędów na treningu to mamy nadzieję, że przełoży się to na spotkanie. Ponadto gra w kontrataku. To jest na dzień dzisiejszy dla nas prawdziwy priorytet żeby poprawić grę w kontrze. Zawsze jak mamy więcej czasu na treningu to skupiamy się właśnie na poprawie tego elementu. Nie mamy problemu z tym żeby atakować po gorszym przyjęciu, ale piłki które są po obronie musimy zamieniać na punkty. Tutaj mamy największą rezerwę, ale wydaje mi się, że po ciężkiej pracy uda nam się to poprawić.
Zaliczyliście najgorszy start w historii Plus Ligi. Odkąd powstała liga profesjonalna w 2000 roku nie było zespołu, który miałby 0 punktów na swoim koncie po 7 kolejkach.
D.D.: Zgodzę się z Panem. Ale trzeba też zauważyć, że poziom ligi rośnie. Przyzwyczailiśmy się do tego plusligowego poziomu sprzed lat. Były różne głosy, że Plus Liga idzie do przodu, że robi się coraz słabsza, ale najlepszym dowodem na to, w którym kierunku idzie są Mistrzostwa Świata. Przez pryzmat tego, czego dokonała nasza reprezentacja złożona wyłącznie z zawodników krajowych, powinniśmy patrzeć na naszą ligę. To są naprawdę najlepsi zawodnicy na świecie w tym momencie, a ci którzy przychodzą do nas grać z zagranicy są nie tylko gwiazdami zespołu, ale również dużymi wzmocnieniami. Coraz więcej jest takich wartościowych zawodników. BBTS Bielsko-Biała, który w zeszłym roku też zbyt wiele nie ugrał, miał swoją zagraniczną gwiazdę (Jose Luis Gonzalez), na której opierała się gra zespołu. To on był motorem napędowym drużyny i podobnie jest w tym roku. Wokół niego buduje się zespół. Porównując ich do nas, też miałem wrażenie, że zawodnicy jakich się udało do nas ściągnąć plus skład z I ligi wystarczy do tego żeby nie tylko rywalizować, ale również zwyciężać. Widzę jednak, że na niektórych pozycjach wyraźnie odstajemy od rywali. Brakuje nam czasami potencjału fizycznego, który posiadają inne zespoły.
Posiada Pan kolektyw, który będzie zdolny walczyć o zwycięstwa?
D.D.: Tak. To jest sprawa priorytetowa. Elementem każdego treningu jest motywacja. Zostawiamy to co było za nami, odcinamy grubą kreską i skupiamy się na tym żeby walczyć w kolejnych spotkaniach.
Nie rozegraliście do tej pory żadnego meczu stricte w roli gospodarza. Jesteście gospodarzem, ale gracie w Sosnowcu, a nie w Będzinie. Czy to ma jakiś wpływ na wyniki?
D.D.: Tak samo jak liczyliśmy na kibiców w Będzinie, tak liczymy na nich tutaj, w Sosnowcu. To są miasta, które położone są bardzo blisko siebie. Powiedziałbym wręcz, że są to miasta partnerskie. Dla kibiców chyba nie jest to duża różnica przemieścić się do Sosnowca, który położony jest tuż obok Będzina. Mam nadzieję, że kibicowanie się połączy. Wspierać nas będą nie tylko będzinianie, ale również sosnowiczanie, tak jak było to w pierwszym meczu, gdzie kibice mocno nas dopingowali i trzymali za nas kciuki.
Kiedy kibice mogą się spodziewać pierwszego zwycięstwa?
D.D.: O pierwsze zwycięstwo w lidze bijemy się już w najbliższym meczu z Częstochową.
MKS Banimex Będzin w sobotę o 18.00 zagra z AZS-em Częstochowa przed własną publicznością.
O sytuacji swojego zespołu i pomyśle na przyszłość porozmawiał z nami opiekun będzinian, Damian Dacewicz.
Sport Śląski: Przegraliście pierwsze 7 meczów. Rywale byli z najwyższej półki, ścisła krajowa czołówka, ale chyba mogliście ugrać jakieś punkty?
Damian Dacewicz: Faktycznie, mecze które graliśmy do tej pory, z tymi najsilniejszymi zespołami, pokazały, że jesteśmy w stanie walczyć, ale tak naprawdę powinniśmy chociaż raz wygrać i udowodnić sobie, że na tym poziomie jesteśmy w stanie nie tylko rywalizować, ale też zbierać punkty i wygrywać mecze. Najlepszą okazję do tego mieliśmy w Rzeszowie, gdzie prowadziliśmy 1-0, potem mieliśmy po swojej stronie piłki, lecz nie wykorzystaliśmy przewagi do tego żeby wywieźć stamtąd zwycięstwo, bo z przebiegu gry tak właśnie powinno być. Przy nowym zespole w tej lidze jest wymagana cierpliwość i pokora, która uczy w każdym meczu. Musimy zachować spokój żeby grać tak jak w Rzeszowie w tych najważniejszych meczach, które nadejdą w drugiej połowie pierwszej rundy. Trzeba zrobić wszystko żeby szukać tak dobrych spotkań jak z Resovią. W końcówkach musimy jednak zachować zimną krew i dowieźć zwycięstwo do końca, ale nie licząc na błędy przeciwnika tylko punktując i w końcu wygrać po raz pierwszy w Plus Lidze.
Nie tylko mecz z Resovią zagraliście na dobrym poziomie. Blisko rywala byliście również w Gdańsku, pomimo porażki 0-3. Czego zabrakło w meczu z Lotosem.
D.D.: Bardzo dobrze weszliśmy w mecz, z tym że końcówki należały do do rywali. Doświadczenie zespołu bardzo pomogło, było widać duże wyrachowanie u podopiecznych Andrei Anastasiego. My w końcówkach popełnialiśmy błędy, a oni to bardzo dobrze wykorzystali. Mam nadzieję, że w końcu w trakcie spotkań się przełamiemy i szala zwycięstwa przeważy się na naszą stronę, a my będziemy się cieszyć nie tylko z punktów, ale też ze zwycięstwa.
Najlepiej wychodziły wam mecze z mającymi obecnie na swoim koncie 20 punktów Lotosem, Skrą i Resovią. Zawodnicy się na nie specjalnie motywowali, czy podeszli do meczów normalnie, a w pozostałych spotkaniach zabrakło "ustawowego" zaangażowania?
D.D.: Wiedzieliśmy kto jest faworytem tych spotkań i chcieliśmy pokazać ze swojej strony jak najlepszą grę i to nam wychodziło. Rywale nie odskakiwali nam zdecydowanie. Nie mieli zdecydowanej przewagi, która pozwalałaby im kontrolować wydarzenia boiskowe tylko musieli się namęczyć i napracować żeby z nami wygrać. W każdym z tych spotkań chcieliśmy udowodnić przede wszystkim sobie, że nie będziemy odstawać grając z tymi potentatami i faktycznie w niektórych meczach się nam to udało. Były jednak też takie spotkania jak w Kędzierzynie czy Jastrzębiu, gdzie rywale byli dużo lepiej od nas dysponowani. Ostatni mecz z ZAKSĄ pokazał, że ten zespół był bez wyników w tym sezonie, ale na spotkanie z beniaminkiem potrafili się tak zmotywować, że praktycznie nie dali nam nawet wejść w mecz. Odskakiwali na kilka punktów i zdecydowanie kontrolowali przebieg spotkania.
Czy ma to dla drużyny jakieś znaczenie z kim gracie? Czy do każdego spotkania podchodzicie tak samo i gracie swoje?
D.D.: Ustaliliśmy to przed sezonem. Nie będzie dla nas meczów ważnych i ważniejszych. Każdy mecz jest dla nas ważny i w każdym bijemy się o zwycięstwo. Robiliśmy wszystko, żeby na inauguracje z Bełchatowem być w takiej dyspozycji, która pozwoli nam rywalizować z najlepszymi drużynami. Mam nadzieję, że te mecze dały nam wiele dobrego jeśli chodzi o doświadczenie. Niekiedy wyglądało to dobrze jeśli chodzi o procenty, ale jednak zbyt duża ilość błędów własnych wyklucza nas z rywalizacji z zespołami topowymi. Jeżeli będziemy w stanie wyeliminować te błędy, które czasami się nam mnożą i popełniamy ich naprawdę dużo, to możemy myśleć o zwycięstwie.
Jaka jest Pana recepta na wyprowadzenie drużyny z dołka?
D.D.: Musimy wyeliminować błędy własne i poprawić grę w końcówkach meczów. Nie wystarczy nam lepsza od rywala gra w ataku czy przyjęciu żeby wygrywać. Cały czas pracujemy nad tym żeby eliminować błędy na treningu. Jak będzie mniejsza ilość błędów na treningu to mamy nadzieję, że przełoży się to na spotkanie. Ponadto gra w kontrataku. To jest na dzień dzisiejszy dla nas prawdziwy priorytet żeby poprawić grę w kontrze. Zawsze jak mamy więcej czasu na treningu to skupiamy się właśnie na poprawie tego elementu. Nie mamy problemu z tym żeby atakować po gorszym przyjęciu, ale piłki które są po obronie musimy zamieniać na punkty. Tutaj mamy największą rezerwę, ale wydaje mi się, że po ciężkiej pracy uda nam się to poprawić.
Zaliczyliście najgorszy start w historii Plus Ligi. Odkąd powstała liga profesjonalna w 2000 roku nie było zespołu, który miałby 0 punktów na swoim koncie po 7 kolejkach.
D.D.: Zgodzę się z Panem. Ale trzeba też zauważyć, że poziom ligi rośnie. Przyzwyczailiśmy się do tego plusligowego poziomu sprzed lat. Były różne głosy, że Plus Liga idzie do przodu, że robi się coraz słabsza, ale najlepszym dowodem na to, w którym kierunku idzie są Mistrzostwa Świata. Przez pryzmat tego, czego dokonała nasza reprezentacja złożona wyłącznie z zawodników krajowych, powinniśmy patrzeć na naszą ligę. To są naprawdę najlepsi zawodnicy na świecie w tym momencie, a ci którzy przychodzą do nas grać z zagranicy są nie tylko gwiazdami zespołu, ale również dużymi wzmocnieniami. Coraz więcej jest takich wartościowych zawodników. BBTS Bielsko-Biała, który w zeszłym roku też zbyt wiele nie ugrał, miał swoją zagraniczną gwiazdę (Jose Luis Gonzalez), na której opierała się gra zespołu. To on był motorem napędowym drużyny i podobnie jest w tym roku. Wokół niego buduje się zespół. Porównując ich do nas, też miałem wrażenie, że zawodnicy jakich się udało do nas ściągnąć plus skład z I ligi wystarczy do tego żeby nie tylko rywalizować, ale również zwyciężać. Widzę jednak, że na niektórych pozycjach wyraźnie odstajemy od rywali. Brakuje nam czasami potencjału fizycznego, który posiadają inne zespoły.
Posiada Pan kolektyw, który będzie zdolny walczyć o zwycięstwa?
D.D.: Tak. To jest sprawa priorytetowa. Elementem każdego treningu jest motywacja. Zostawiamy to co było za nami, odcinamy grubą kreską i skupiamy się na tym żeby walczyć w kolejnych spotkaniach.
Nie rozegraliście do tej pory żadnego meczu stricte w roli gospodarza. Jesteście gospodarzem, ale gracie w Sosnowcu, a nie w Będzinie. Czy to ma jakiś wpływ na wyniki?
D.D.: Tak samo jak liczyliśmy na kibiców w Będzinie, tak liczymy na nich tutaj, w Sosnowcu. To są miasta, które położone są bardzo blisko siebie. Powiedziałbym wręcz, że są to miasta partnerskie. Dla kibiców chyba nie jest to duża różnica przemieścić się do Sosnowca, który położony jest tuż obok Będzina. Mam nadzieję, że kibicowanie się połączy. Wspierać nas będą nie tylko będzinianie, ale również sosnowiczanie, tak jak było to w pierwszym meczu, gdzie kibice mocno nas dopingowali i trzymali za nas kciuki.
Kiedy kibice mogą się spodziewać pierwszego zwycięstwa?
D.D.: O pierwsze zwycięstwo w lidze bijemy się już w najbliższym meczu z Częstochową.
MKS Banimex Będzin w sobotę o 18.00 zagra z AZS-em Częstochowa przed własną publicznością.
Polecane
Plus Liga
Przeczytaj również
06.12.2017
06.12.2017
Zaczynamy! Liga Mistrzów na Śląsku
03.12.2017
03.12.2017
Siatkarskie derby dla Jastrzębia