Kamil Stoch: Medal będę musiał zdobyć, nikt mi go pocztą nie przyśle
13.11.2012
Ponoć niedawno zostałeś magistrem. Gratuluję!
Kamil Stoch: - Jestem magistrem wychowania fizycznego. Mogę iść pracować do szkoły za 700 złotych (śmiech). Żartuję oczywiście.
Kiedy się broniłeś?
- W tym roku, w październiku. Nie pamiętam już nawet, jaki to był dzień, bo to wszystko bardzo szybko się działo. Jakoś tak na początku października to miało miejsce.
Jak się czujesz? Twoja dyspozycja jest dobra?
- Ostatnie treningi na rozbiegu lodowym były w porządku. Na zgrupowaniu w Lillehammer będę chciał dopracować kilka niuansów technicznych. Fizycznie i mentalnie czuję się bardzo dobrze. Czekam już na pierwsze starty.
Trener Kruczek mówił, że wyszliście wcześniej na tory lodowe, niż miało to miejsce przed rokiem. To dobrze?
- Jak najbardziej. Warunki - jeżeli chodzi o sam rozbieg - są zbliżone do tych, jakie będą zimą. Dojdą oczywiście niższe temperatury i opady. Jeżeli chodzi o "czucie progu" to zbliżyliśmy się do warunków zimowych.
Jak nowe kombinezony odbiły się w praktyce na tym, co robiliście?
- Początkowo było z tym sporo problemów w moim przypadku. U Maćka Kota i Dawida Kubackiego nie było żadnych, bo oni bardzo szybko się przystosowali. Uważam, że moja kiepska dyspozycja na początku lata nie była spowodowana samą zmianą przepisów dotyczącą kombinezonów, tylko pogubiłem się technicznie. Wszystko już wróciło do normy. Nie mam żadnych obaw ani uprzedzeń co do zimy.
Ostatecznie FIS zdecydował, że między ciałem skoczka a kombinezonem będzie mogło być maksymalnie dwa centymetry "luzu", początkowo miało być "zero tolerancji". To dla Ciebie dobra zmiana?
- Dla mnie te dwa centymetry są jak najbardziej na plus. Im większy kombinezon, tym lepiej.
Nie doprowadzi to do tego, że skoczek się pogubi? Najpierw trenowaliście w tych bardziej obcisłych kombinezonach...
- Nie, nie. Im większa powierzchnia nośna, tym my mamy łatwiej. Nie powinno być żadnych problemów.
Jakie stawiasz sobie cele na ten nowy sezon?
- Takie, jak co roku. Aby skończyć na miejscu wyższym, niż to było w sezonie ubiegłym. Byłoby mi bardzo miło, gdybym uplasował się w pierwszej trójce, na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Wiem, że tego nikt mi nie da za darmo. Poziom wzrasta z każdym rokiem. Będzie bardzo trudno, ale będę o to walczył.
Zaczniesz ten sezon z wysokiego "C"? Czy może będziesz potrzebował czasu, by się rozkręcić, jak to bywało w minionych latach?
- Bardzo bym chciał zacząć z dobrym wynikiem. Miejsce w czołowej dziesiątce będzie moim celem.
Co będzie dla Ciebie ważniejsze: Puchar Świata, mistrzostwa świata? Jest jeszcze Turniej Czterech Skoczni.
- Do wszystkiego podchodzę tak samo. Wiadomo, mistrzostwa świata są imprezą docelową. Tam będziemy się starać skakać jak najlepiej. Trudno będzie "wycelować" formę, bo do mistrzostw będzie się dużo działo. Zależy mi na dobrym wyniku w ogólnej klasyfikacji PŚ, jak i na zajęciu jak najwyższego miejsca w mistrzostwach świata w Val di Fiemme.
Minionej zimy wygrałeś zawody na skoczni, na której powalczycie o medale.
- Nie zakładam z góry, że tamto zwycięstwo utoruje mi drogę do zwycięstwa na mistrzostwach świata. Każdy rok jest inny, poziom na pewno będzie wyższy. Każde zawody rządzą się swoimi prawami, także trzeba będzie zdobyć medal. Nikt mi go nie przyśle pocztą (śmiech).
Skocznia w Predazzo nie jest dla Ciebie zła? Lubisz ją, prawda?
- Owszem.
Jak oceniasz szanse na medal w konkursie drużynowym na mistrzostwach?
- Uważam, że jest w naszym zasięgu. W zeszłym sezonie potrafiliśmy stanąć dwa razy na podium. W tym stać nas na osiąganie jeszcze lepszych wyników. Po to trenujemy, żeby się rozwijać. To już jest ten czas, kiedy trzeba nie tylko myśleć i marzyć, ale walczyć i zdobywać.
Jakie miejsce w Twojej hierarchii zajmują konkursy pucharowe w Polsce? Odbędą się konkursy w Wiśle i Zakopanem.
- Dla mnie zawody w Zakopanem to szczególne wydarzenie. Będę chciał skakać jak najlepiej i przed własną publicznością osiągnąć jak najlepszy wynik.
Po raz pierwszy od wielu lat, inauguracja PŚ odbędzie się w Lillehammer, a nie w wietrznym Kuusamo. Cieszysz się? Ma to dla Ciebie jakieś znaczenie?
- Patrząc na historię zawodów rozgrywanych w Kuusamo, to można powiedzieć, że jest to zmiana na plus. Nie wiem, jaka będzie pogoda, bo nie jestem meteorologiem. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i zawody odbędą się w równych warunkach.
Przed rokiem - gdy dziennikarze pytali, czy jesteś liderem polskiej kadry - mówiłeś, że nim nie jesteś, bo taka osoba może się zawsze wykształcić w trakcie sezonu. Jak myślisz, jak to będzie w tym sezonie?
- Jeżeli chodzi o same starty, to latem zdecydowanie najlepsi byli Maciek i Dawid. Uważam, że skakali na tym samym poziomie. Zobaczymy, to jest sport i tutaj wszystko się może zmienić. Cieszę się, że dołączyli inni zawodnicy. Wreszcie mamy swoją wewnętrzną rywalizację, a to podnosi poziom.
Czy przez to, że nie byłeś latem najlepszy, zmieniło się coś w atmosferze panującej w polskiej kadrze?
- Nie, wszystko opiera się na relacjach bardzo koleżeńskich. Wszyscy staramy się być dla siebie przyjaciółmi i pomagać sobie nawzajem. O to chodzi.
Myślisz, że układ sił będzie podobny jak przed rokiem?
- Uważam, że tak. Niemcy zaczynają znów się liczyć. Mam nadzieję, że i u nas ktoś pokaże z dobrej strony.
Mieliście okazję trenować ostatnio ze skoczkami z innych państw i się porównać?
- Na przedostatnim zgrupowaniu w Oberstdorfie jeden dzień skakaliśmy z drużyną niemiecką. Panowały wtedy bardzo kiepskie warunki na skoczni, więc trudno było się porównywać.
Z Wisły - Michał Knura
Kamil Stoch: - Jestem magistrem wychowania fizycznego. Mogę iść pracować do szkoły za 700 złotych (śmiech). Żartuję oczywiście.
Kiedy się broniłeś?
- W tym roku, w październiku. Nie pamiętam już nawet, jaki to był dzień, bo to wszystko bardzo szybko się działo. Jakoś tak na początku października to miało miejsce.
Jak się czujesz? Twoja dyspozycja jest dobra?
- Ostatnie treningi na rozbiegu lodowym były w porządku. Na zgrupowaniu w Lillehammer będę chciał dopracować kilka niuansów technicznych. Fizycznie i mentalnie czuję się bardzo dobrze. Czekam już na pierwsze starty.
Trener Kruczek mówił, że wyszliście wcześniej na tory lodowe, niż miało to miejsce przed rokiem. To dobrze?
- Jak najbardziej. Warunki - jeżeli chodzi o sam rozbieg - są zbliżone do tych, jakie będą zimą. Dojdą oczywiście niższe temperatury i opady. Jeżeli chodzi o "czucie progu" to zbliżyliśmy się do warunków zimowych.
Jak nowe kombinezony odbiły się w praktyce na tym, co robiliście?
- Początkowo było z tym sporo problemów w moim przypadku. U Maćka Kota i Dawida Kubackiego nie było żadnych, bo oni bardzo szybko się przystosowali. Uważam, że moja kiepska dyspozycja na początku lata nie była spowodowana samą zmianą przepisów dotyczącą kombinezonów, tylko pogubiłem się technicznie. Wszystko już wróciło do normy. Nie mam żadnych obaw ani uprzedzeń co do zimy.
Ostatecznie FIS zdecydował, że między ciałem skoczka a kombinezonem będzie mogło być maksymalnie dwa centymetry "luzu", początkowo miało być "zero tolerancji". To dla Ciebie dobra zmiana?
- Dla mnie te dwa centymetry są jak najbardziej na plus. Im większy kombinezon, tym lepiej.
Nie doprowadzi to do tego, że skoczek się pogubi? Najpierw trenowaliście w tych bardziej obcisłych kombinezonach...
- Nie, nie. Im większa powierzchnia nośna, tym my mamy łatwiej. Nie powinno być żadnych problemów.
Jakie stawiasz sobie cele na ten nowy sezon?
- Takie, jak co roku. Aby skończyć na miejscu wyższym, niż to było w sezonie ubiegłym. Byłoby mi bardzo miło, gdybym uplasował się w pierwszej trójce, na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Wiem, że tego nikt mi nie da za darmo. Poziom wzrasta z każdym rokiem. Będzie bardzo trudno, ale będę o to walczył.
Zaczniesz ten sezon z wysokiego "C"? Czy może będziesz potrzebował czasu, by się rozkręcić, jak to bywało w minionych latach?
- Bardzo bym chciał zacząć z dobrym wynikiem. Miejsce w czołowej dziesiątce będzie moim celem.
Co będzie dla Ciebie ważniejsze: Puchar Świata, mistrzostwa świata? Jest jeszcze Turniej Czterech Skoczni.
- Do wszystkiego podchodzę tak samo. Wiadomo, mistrzostwa świata są imprezą docelową. Tam będziemy się starać skakać jak najlepiej. Trudno będzie "wycelować" formę, bo do mistrzostw będzie się dużo działo. Zależy mi na dobrym wyniku w ogólnej klasyfikacji PŚ, jak i na zajęciu jak najwyższego miejsca w mistrzostwach świata w Val di Fiemme.
Minionej zimy wygrałeś zawody na skoczni, na której powalczycie o medale.
- Nie zakładam z góry, że tamto zwycięstwo utoruje mi drogę do zwycięstwa na mistrzostwach świata. Każdy rok jest inny, poziom na pewno będzie wyższy. Każde zawody rządzą się swoimi prawami, także trzeba będzie zdobyć medal. Nikt mi go nie przyśle pocztą (śmiech).
Skocznia w Predazzo nie jest dla Ciebie zła? Lubisz ją, prawda?
- Owszem.
Jak oceniasz szanse na medal w konkursie drużynowym na mistrzostwach?
- Uważam, że jest w naszym zasięgu. W zeszłym sezonie potrafiliśmy stanąć dwa razy na podium. W tym stać nas na osiąganie jeszcze lepszych wyników. Po to trenujemy, żeby się rozwijać. To już jest ten czas, kiedy trzeba nie tylko myśleć i marzyć, ale walczyć i zdobywać.
Jakie miejsce w Twojej hierarchii zajmują konkursy pucharowe w Polsce? Odbędą się konkursy w Wiśle i Zakopanem.
- Dla mnie zawody w Zakopanem to szczególne wydarzenie. Będę chciał skakać jak najlepiej i przed własną publicznością osiągnąć jak najlepszy wynik.
Po raz pierwszy od wielu lat, inauguracja PŚ odbędzie się w Lillehammer, a nie w wietrznym Kuusamo. Cieszysz się? Ma to dla Ciebie jakieś znaczenie?
- Patrząc na historię zawodów rozgrywanych w Kuusamo, to można powiedzieć, że jest to zmiana na plus. Nie wiem, jaka będzie pogoda, bo nie jestem meteorologiem. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i zawody odbędą się w równych warunkach.
Przed rokiem - gdy dziennikarze pytali, czy jesteś liderem polskiej kadry - mówiłeś, że nim nie jesteś, bo taka osoba może się zawsze wykształcić w trakcie sezonu. Jak myślisz, jak to będzie w tym sezonie?
- Jeżeli chodzi o same starty, to latem zdecydowanie najlepsi byli Maciek i Dawid. Uważam, że skakali na tym samym poziomie. Zobaczymy, to jest sport i tutaj wszystko się może zmienić. Cieszę się, że dołączyli inni zawodnicy. Wreszcie mamy swoją wewnętrzną rywalizację, a to podnosi poziom.
Czy przez to, że nie byłeś latem najlepszy, zmieniło się coś w atmosferze panującej w polskiej kadrze?
- Nie, wszystko opiera się na relacjach bardzo koleżeńskich. Wszyscy staramy się być dla siebie przyjaciółmi i pomagać sobie nawzajem. O to chodzi.
Myślisz, że układ sił będzie podobny jak przed rokiem?
- Uważam, że tak. Niemcy zaczynają znów się liczyć. Mam nadzieję, że i u nas ktoś pokaże z dobrej strony.
Mieliście okazję trenować ostatnio ze skoczkami z innych państw i się porównać?
- Na przedostatnim zgrupowaniu w Oberstdorfie jeden dzień skakaliśmy z drużyną niemiecką. Panowały wtedy bardzo kiepskie warunki na skoczni, więc trudno było się porównywać.
Z Wisły - Michał Knura
Polecane
Sporty zimowe