Kaczmarek wiedział gdzie strzeli Plizga! Dostał podpowiedź

01.04.2017
Wojciech Kaczmarek bez wątpienia był bohaterem wczorajszego meczu MKS-u Kluczbork z Górnikiem Zabrze. Bramkarz obronił rzut karny, bo... wiedział gdzie strzelać będzie Dawid Plizga.
Łukasz Sobala/Press Focus
- To nie jest jakiś dowcip, tylko faktycznie zwyciężyliśmy - tryskał humorem po zwycięstwie nad Górnikiem trener Tomasz Asensky. Nic dziwnego bowiem MKS wygrał po raz pierwszy, odkąd 3 listopada objął MKS. - Gratuluję moim piłkarzom, że włożyli mnóstwo serca w ten mecz. Opatrzność i szczęście były po naszej stronie. Cieszymy się, że po straconej bramce udało nam się nie zwiesić głów. W poprzednich spotkaniach często oddawaliśmy prowadzenie, a potem przeciwnik strzelał nam drugiego gola - powiedział szkoleniowiec ekipy z Kluczborka.

Najlepszą sytuację Górnik miał na początku spotkania - rzut karny, podyktowany za zagranie ręką. Strzał Dawida Plizgi obronił jednak Wojciech Kaczmarek. Jak się później okazało, bramkarz wiedział gdzie ma się rzucić. - Wyczucie dzisiejszego dnia. Jak zawodnicy poszli na rozgrzewkę, to jeszcze raz sprawdziłem, jak Plizga strzela karne i przed meczem powiedziałem Wojtkowi, że na 99% będzie uderzał w prawy, górny róg bramkarza i żeby wykorzystał moją podpowiedź. Tak zrobił i wybronił. Szczęśliwie nie straciliśmy szybko bramki - wyjaśnił trener ostatniej drużyny w Nic I lidze.

- Wielkie, piłkarskie święto w Kluczborku. Dużo pracy logistycznej włożyli działacze. Wiedzieliśmy z kim się mierzymy i o jakie cele kto gra. Respirator jeszcze nie jest odłączony, żeby stwierdzić zgon pacjenta. Szalenie ciężko będzie nam przychodziło wygrywanie, bo nie jesteśmy tuzami piłkarskimi. Nie mamy tak znakomitych piłkarzy, by rozdawać karty na boisku. Powiedziałem w szatni, że każdy piłkarz musi zrobić przynajmniej o kilometr więcej od swojego przeciwnika na danej pozycji - przyznał Asensky.

Górnik przegrał w Kluczborku na własne życzenie. Już pomijając niestrzelony rzut karny, to zabrzanie powinni zdobyć więcej niż tylko jedną bramkę. Pudłowali jednak Igor Angulo i Łukasz Wolsztyński. - Skuteczność. To jest to, czego nam zabrakło. Jeśli chcemy mieć jakieś plany, to musimy wykorzystywać sytuacje, które stwarzamy, ale to nas nie tłumaczy. My wiemy, że jest coś, co musimy zdecydowanie poprawić, ale punktów nam już to nie zwróci - podsumował trener Marcin Brosz.
źródło: SportSlaski.pl/Górnik TV

Przeczytaj również