Justyna Kowalczyk podsumowuje sezon: Nie zabrakło durnych biegów

26.03.2013
Srebrny medal mistrzostw świata, Kryształowa Kula, tryumf w Tour de Ski - to tylko najważniejsze sukcesy, jakie osiągnęła w zakończonym sezonie Justyna Kowalczyk. Teraz czas na zasłużony odpoczynek.
Zaczęło się... nieciekawie. Od 27. miejsca w Gaellivare. Później było już zdecydowanie lepiej. Najlepsza forma przyszła tuż przed mistrzostwami świata. - Już po tourze właściwie okazało się, że Kryształowa Kula będzie moja. W tym sezonie było kilka naprawdę niesamowitych biegów w moim wykonaniu. Ale nie zabrakło także spektakularnych i durnych - przyznaje Kowalczyk. Polce całkowicie nie wyszedł występ w Soczi, gdzie odbędą się najbliższe zimowe igrzyska olimpijskie.

Kowalczyk dostrzega pozytywy, ale też zdaje sobie sprawę z tego, co poszło nie tak. - To był rozhuśtany sezon, ale na pewno mogę ocenić go na plus. Czasami zawodziły narty, a czasami ja. Słabsza była w moim wykonaniu "łyżwa", choć wydaje mi się, że i tak się obroniłam - twierdzi zawodniczka AZS-u AWF Katowice.

Wszyscy liczyli, że podczas mistrzostw świata w Val di Fiemme nasza zawodniczka zdobędzie kilka medali. Skończyło się na jednym krążku. - Mistrzostwa pozostawiły w nas wielki niedosyt. Justyna powinna wyjechać z nich z minimum trzema medalami. One były w zasięgu - uważa Aleksander Wierietielny. Kowalczyk ma nieco inne zdanie. - Kiedy emocje już opadły, to pomyślałam, że to sreberko kiedyś zostanie docenione. To będzie wtedy, kiedy żaden polski zawodnik nie będzie w stanie walczyć nawet o piąte czy dziesiąte miejsce - mówi "Królowa nart".
źródło: SPORT

Przeczytaj również