Justyna Kowalczyk: Nie jestem od wierzenia, tyko od biegania (wywiad)

29.10.2012
- Jeżeli rywalki będą tak szalone, jak na początku poprzedniego sezonu, to trudno będzie cokolwiek zrobić. Będę się starać, żeby to wszystko lepiej wyglądało - mówi u progu sezonu nasza biegaczka.
Jaki to był dla Pani październik?

Justyna Kowalczyk: - Szybko minął (śmiech). Wbrew oczekiwaniom szybko minął, była naprawdę piękna, słoneczna pogoda. Treningowo było ciężko, ale jest OK.

Jest Pani zadowolona z całego okresu przygotowawczego?

- Tak, zważając na to, jak się zaczął i jak się skończył, było naprawdę bardzo dobrze.

A jak jest z Pani zdrowiem? To przecież jest w sporcie najważniejsze...

- Bardzo dziękuję, wszystko jest w porządku. Muszę zrobić coś bardzo mocnego, żeby odczuwać jakiekolwiek lekkie dolegliwości.

Czy operacja kolana miała jakiś wpływ na harmonogram całych przygotowań do zbliżającego się sezonu?

- Musiał mieć, bo zaczynałam kompletnie od zera. I wydolnościowo i fizycznie. Było boleśnie, ale zaczęłam szybciej, żeby móc się potem rozkręcić i wszystko się poukładało.

Wyjątkowo dużo czasu spędziliście w Polsce.

- Bardzo się cieszymy, że udało nam się być tyle czasu w Polsce, ale jakie to przyniesie rezultaty, to się dopiero okaże. Nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca. Jeżeli będzie dobry sezon, to będziemy chcieli to powtórzyć. Jeżeli nie, to trzeba będzie wrócić do utartych już, wieloletnich planów.

Kibice w Zakopanem nie przeszkadzali podczas treningów?

- Nie, było bardzo miło. Aż tak, że byłam bardzo zdziwiona. Kibice nigdy nie przeszkadzają, tylko ludzie, którzy coś chcą, jacyś interesanci. Na szczęście, ich też za dużo nie było.

Przygotowywała się Pani  też w Nowej Zelandii. Tam jeździcie co roku, to bardzo sprawdzone miejsce.

- Tak, było troszkę mniej śniegu niż przed rokiem. Ogólnie było dobrze. Były starty, treningi na śniegu, których mi brakuje. Mam więc nadzieję, że przyniesie to dobry rezultat.

Maciej Kreczmer jest Pani sparingpartnerem. To był pomysł jego, czy może Pani?

- To mój pomysł. Staram się kierować moją ekipą, aby było jak najlepiej. Pomysł ten zrodził się pewnego wieczoru, gdy zastanawialiśmy się z trenerem, by jeszcze poprawić trening. Tak sobie pomyśleliśmy, że trzeba z kimś trenować, a najlepszą osobą do tego jest Maciek.

Jak sobie Pani wyobraża nowy sezon? Co ma być w nim lepszego od poprzedniego?

- Chciałabym być po prostu lepszą biegaczką. Od parunastu lat udaje mi się to z roku na rok, co jest w ogóle jakimś ewenementem. To tylko świadczy o tym, jak dobrze jestem prowadzona. Może to być rok przystopowania, może cofnięcia się... Oby nie. Chciałabym też nie doprowadzić do żadnych chorób, kontuzji, nie popełniać głupich błędów.

Jest Pani bardziej spokojna, porównując ten czas rok, czy dwa lata temu?

- Trudno wyczuć, bo zawsze jest jakiś stres. Parę osób ciężko pracowało przez kilka dobrych miesięcy. Teraz to trzeba będzie dobrze przedstawić i jak najszybciej biegać. A czy spokój...? Jestem coraz starsza, więc wydaje się, że co roku odrobina rutyny się wkrada.

Podobno więcej czasu poświęca Pani na regenerację. To prawda?

- Ze względu na kontuzje musiałam trochę bardziej odpuszczać niektóre elementy treningu. Jak bolała ręka, to trzeba było odpuścić, ale to nie znaczyło, że nie trenowałam na nogach. Więcej trzeba odpoczywać, niż jak się miało 23 lata.

Przed poprzednimi sezonami dużo zakładaliście na początku sezonu, ale pierwsze starty nie wychodziły. Teraz już inaczej podchodzicie do inauguracyjnych biegów?

- Przez 15 lat nic nie zrobiłam na pierwszym Pucharze Świata, więc nie sądzę, aby teraz nagle gwiazdka z nieba spadła. A jeżeliby spadła, to można by było się obawiać, co jest grane.

Puchar Świata, mistrzostwa świata, Tour de Ski. Co jest dla Pani najważniejsze?

- Mistrzostwa świata są dla mnie najważniejsze. Tour de Ski jest na trzecim miejscu, za Pucharem Świata.

Pani największa rywalka, Marit Bjoergen stwierdziła, że odpuszcza Puchar Świata. Wierzę w to Pani?

- Ja nie jestem od wierzenia, tylko od biegania. Ja mam swoje cele i nad nim się w tym momencie zastanawiam.

Ma Pani jakiś plan na te pierwsze starty? Na Kuusamo?

- Przede wszystkim nie chciałabym popełnić głupich błędów, zwłaszcza w sprincie. Jak się go zawali, to później już jest bardzo ciężko cokolwiek zmienić. Chciałabym zająć wyższe miejsce niż w tamtym roku, choć nie wiadomo, na co będzie stać moje rywalki. Jeżeli będą tak szalone, jak na początku poprzedniego sezonu, to trudno będzie cokolwiek zrobić. Zobaczymy, na pewno będę się starać, żeby to wszystko lepiej wyglądało.

Jakaś nowa rywalka może się pojawić w nowym sezonie?

- Musiałabym się przyjrzeć. Moim "czarnym koniem" cały czas jest Krista Lahteenmaki i myślę, że to będzie dziewczyna, która będzie bardzo mocno walczyła.

Najlepsza sprinterka otrzyma nowe BMW. To kusi?

- Jeżdżę świetnym Mercedesem i nie potrzebuję BMW (śmiech).

Wysłuchał Michał Knura.





autor: Michał Knura

Przeczytaj również