Justyna Kowalczyk: Ładnie tu, ale czy możemy już wracać?

26.01.2011
- Tak się składa, że całą moją cierpliwość i systematyczność wkładam w sport i treningi. W innych aspektach życia jestem niecierpliwą bałaganiarą - uśmiecha się nasza mistrzyni olimpijska.
Justyna Kowalczyk ponad 300 dni w roku spędza na zgrupowaniach poza granicami Polski. Nasza biegaczka trenuje w różnych miejscach świata. Na letnie zgrupowania wybiera: Hiszpanię, Austrię, Białoruś, Estonię. W zimie często można ją spotkać, na przykład, we włoskich Alpach, tak jak ma to miejsce w tej chwili. Czy ma czas, by zwiedzać te wszystkie zakątki świata? Okazuje się, że choć od czasu do czasu wolna chwila się znajduje, to siły po ciężkich treningach są ograniczone.

- Kilka lat temu, a po sześciu latach odkąd zaczęliśmy jeździć do Hiszpanii na zgrupowanie, wybraliśmy się w końcu pozwiedzać. Wybraliśmy się wówczas do Grenady, gdzie znajduje się słynna Alhambra, gdzie by w ogóle wejść trzeba zapisać się dwa tygodnie wcześniej, choć jest otwarta od rana do wieczora. Tam są zawsze ogromne ilości zwiedzających, więc trzy razy przejeżdżaliśmy i nie udawało nam się dostać do środka. Dopiero Polka, która tam pracuje, jakoś nas wprowadziła. Oczywiście skończyło się jak zawsze w moim wypadku, czyli po piętnastu minutach stwierdziłam, że rzeczywiście jest bardzo ładnie, ale czy możemy już wracać?

- Zawsze już tak jest ze mną, że kiedy jestem zmęczona, a w dodatku wiem, że przede mną jest jeszcze ciężki trening, szybko kończy się zwiedzanie. Na przykład Wenecję zwiedzałam kiedyś w 45 minut. Zwykle nie mam bowiem sił, by rozkoszować się widokami, a poza tym jestem zbyt niecierpliwa, by zagłębiać się we wszystkie niuanse zwiedzanych miejsc - tłumaczy Justyna.

- Tak się składa, że całą moją cierpliwość i systematyczność wkładam w sport i treningi. W innych aspektach życia jestem niecierpliwą bałaganiarą - z uśmiechem wyjaśnia mistrzyni olimpijska.
źródło: justyna-kowalczyk.pl

Przeczytaj również