Justyna Kowalczyk: Byłam zającem i tak się będę nazywać

11.01.2011
- Stawiano mnie w roli głównej, jedynej i niepodważalnej faworytki Tour de Ski i jakbym nie wygrała, to byłoby coś strasznego - nie kryje Justyna Kowalczyk.
Co Kowalczyk najbardziej zapamięta z zakończonej właśnie rywalizacji w Tour de Ski? - Różne były moje emocje w czasie tej imprezy. Przede wszystkim zapamiętam to, że byłam zającem i tak się będę nazywać. To było trudne uciekać cały czas czy podczas długich biegów przewodzić stawce. To nie jest coś, w czym czuję się dobrze - przyznaje.

Jej zdaniem, tegoroczne zwycięstwo było zupełnie inne niż to poprzednie. - Wtedy byłam dużą faworytką, ale gdybym nie wygrała, to nic strasznego by się nie stało. Teraz stawiano mnie w roli głównej, jedynej i niepodważalnej faworytki i jakbym nie wygrała, to byłoby coś strasznego. Nie jest łatwo biegać z taką presją, szczególnie gdy nie jest to jeden bieg, a cały cykl - zaznacza.
źródło: justyna-kowalczyk.pl

Przeczytaj również