Jarka tracił w Łodzi przytomność. Założono mu cztery szwy

12.05.2009
- Dostałem z łokcia od Marcina Adamskiego, a sędzia tego przewinienia nie odgwizdał! Po przerwie nie nadawałem się już do gry - tłumaczy napastnik Górnika, Dawid Jarka.
Gdy na drugą połowę meczu w Łodzi trener Henryk Kasperczak wpuścił na boisko Przemysława Pitrego, który zastąpił Dawida Jarkę, wszyscy kibice Górnika zastanawiali się, dlaczego przy wyniku 0-1 szkoleniowiec ściąga z placu boju jedynego snajpera. Ten jednak nie był w stanie kontynuować gry. - W przerwie zszyto mi łuk brwiowy nad lewym okiem. Chciałem grać dalej, ale traciłem przytomność. Trenerzy nie pozwolili mi na dalszy udział w spotkaniu - opowiada Jarka.

Napastnik zabrzan urazu nabawił się już na początku potyczki. - Łokciem uderzył mnie Marcin Adamski, a sędzia - nie wiedzieć dlaczego - przewinienia nie dostrzegł. Nie było rzutu wolnego, a o kartce nie wspomnę - piekli się Jarka. - Mogłem znaleźć się w dogodnej sytuacji po ładnym prostopadłym podaniu. Zostałem jednak brutalnie sfaulowany. Piłkarz ŁKS-u chyba się wystraszył, że mogę strzelić bramkę - zastanawia się strzelec "Trójkolorowych".

Jarka po ostatnim spotkaniu nie kryje ogromnej złości. - To, co zagraliśmy, to była jedna wielka żenada. Wyszło na to, że nie potrafimy grać w piłkę, a tak nie jest. Jesteśmy wściekli, że nasi kibice musieli to oglądać. Przepraszamy i obiecujemy, że taki mecz w tym sezonie, ani w kolejnych już się nie powtórzy - zapewnia. - W szatni dość długo porozmawialiśmy sobie o naszej postawie i wyciągnęliśmy wnioski. Z Odrą zagra zupełnie inny Górnik - zapowiada snajper z Roosevelta.

Czy będzie w pełni gotowy do gry z wodzisławianami? - To dla nas ostatnia deska ratunku, dlatego za wszelką cenę będę chciał w tym pojedynku wystąpić. Trenuję na pełnych obrotach, ale nie mogę główkować, bo rana może się jeszcze otworzyć - tłumaczy.
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również