Jan Żurek: Widocznie nie są drużyną, skoro potrzebują psychologa (wywiad)

28.09.2013
- Kiedyś piłkarze spotykali się przy ognisku albo przy piwie i sobie rozmawiali o bolączkach - mówi nowy trener GKS-u Tychy, który przejął zespół znajdujący się w olbrzymim dołku, prawie na samym dnie.
Mało kto spodziewał się, że to Pan przejmie po Tomaszu Fornaliku GKS Tychy...

Jan Żurek, nowy szkoleniowiec tyszan: - W czwartek zostałem zaproszony na rozmowę, a wczoraj dowiedziałem się, że zostałem wybrany z grona kandydatów. Nie wiem, ilu ich było. Biorąc pod uwagę to, że jest naprawdę wielu trenerów, a mało klubów, nie ukrywam swojej radości z tego, że dano mi szansę pracy w GKS-ie Tychy.

Czym przekonał Pan do siebie działaczy? Jaką wizję poprawy aktualnej sytuacji przedstawił?

- Rozmawiałem z zarządem klubu na temat wizji mojej pracy, ale mamy jeszcze wiele kwestii do omówienia. Widocznie mój pomysł się spodobał. Mam pewne przemyślenia i wiem, w jakim kierunku iść, aby zmienić obecny stan rzeczy. Nie chcę składać żadnych deklaracji, bo pozycja drużyny w tabeli nie jest dziełem przypadku. Wierzę jednak, że będzie lepiej, że będziemy grać skuteczniej. Chcę wpoić moim chłopcom to, aby w każdym meczu dawali z siebie wszystko, bo - nie ukrywajmy - jesteśmy w bardzo złej sytuacji.

Wrócił Pan na szczebel centralny po pięciu latach przerwy.

- Cieszę się, że mi zaufano. Chciałbym wykonać jak najlepszą pracę  i pokazać się z jak najlepszej strony. Mam już swoje doświadczenie, jestem w najlepszym wieku dla trenera i chciałbym pomóc tej drużynie i klubowi.

GKS ma najgorszą defensywę w lidze. Pana priorytetem będzie zatem poprawa gry w obronie?

Brawo! Zgadzam się. Wystarczy popatrzeć, ile mamy punktów, ile bramek straciliśmy. Podstawą gry każdego zespołu są działania obronne. Nie tylko bramkarza i obrońców, ale całego zespołu. Od tego się zaczyna, to są fundamenty, na których można zbudować "dom".

Widział Pan któreś ze spotkań swoich zawodników za kadencji trenera Fornalika, czy dokładna analiza ich formy i gry dopiero Pana czeka?

- Nie, nie widziałem ani jednego meczu. Zdarzyło się tak, że byłem na wielu spotkaniach, ale akurat nie na tych, w których brał udział GKS Tychy. To nie znaczy, że nie znam piłkarzy, których będę miał do dyspozycji. Uważam, że dobre dla drużyny jest to, że przychodzi nowy trener, u którego wszyscy mają czystą kartę. Tak też będzie - czysta karta dla każdego.



Piotr Mandrysz zajął w poprzednim sezonie - ze średnimi piłkarzami - bardzo dobre, szóste miejsce. W lecie odeszło kilku znaczących postaci. Nie boi się Pan, że nie wyciśnie więcej z tego zespołu? Może miejsce, które aktualnie zajmuje, jest odzwierciedleniem jego możliwości?

- Nie ma między innymi Babiarza, Bąka, Rockiego. Zawodników podstawowych, którzy najczęściej pojawiali się na boisku... Ale to już historia! Ja muszę sobie dać radę - przynajmniej do końca rundy jesiennej - z tą grupą, która jest. Muszę wyciągnąć z nich wszystko to, co najlepsze. Ustawić zespół taktycznie, mentalnie. Zdaję dobie sprawę, że ciężka praca przede mną i przed drużyną. Jeśli chcemy wyjść z tego dołka, to musimy poprawić wiele elementów. Ten zespół musi funkcjonować, w obronie i w ataku. Szybko przechodzić z defensywy do ofensywy i odwrotnie.

Mówi Pan o ustawieniu mentalnym. Po tymczasowym przejęciu drużyny przez Piotra Mrozka, gracze rozmawiali z psychologiem. To dobre posunięcie, jest Pan zwolennikiem takich spotkań?

- No tak... (śmiech). Kiedyś piłkarze spotykali się przy ognisku albo przy piwie i tam sobie rozmawiali o bolączkach. Widocznie oni nie są drużyną, skoro potrzebują psychologa. Chociaż, takie są dziś czasy, że nikt się niczego nie wstydzi i nie mówię, że to jest złe. Komuś wystarczy placebo, a innemu trzeba dać prawdziwą tabletkę. Jeżeli to pomogło - chłopcy się wygadali, to nie mówię "nie". My, trenerzy, musimy być każdym po trochu. Też szukamy wsparcia w nauce, bo taki jest dzisiejszy świat sportu wyczynowego, a GKS to profesjonalny klub.

Nowy stadion dopiero się buduje i praktycznie wszystkie spotkania grane są na wyjeździe, bo w Jaworznie - gdzie odbywają się mecze domowe - nie pojawia się dużo kibiców. To też nie pomaga zespołowi w trudnych chwilach.

- To jest ciężka sytuacja, ale inne kluby to już przeżyły. My, Polacy, lubimy się kłócić, ale też płakać i narzekać. Jest taka sytuacja i musimy to po prostu zrozumieć. Obojętnie gdzie gramy, musimy walczyć o zwycięstwo. Gdybyśmy grali u siebie, tych kibiców byłoby na pewno więcej.

Skompletował Pan już sztab szkoleniowy? Razem z Fornalikiem zwolniono jego asystenta i trenera bramkarzy.

- Poruszaliśmy tę kwestię z osobami decyzyjnymi. Na razie postanowiłem, że będę się przyglądał, szukał, rozmawiał. Umówiłem się tak z Panią prezes. Myślę, że do końca przyszłego tygodnia wyjaśni się, kto będzie ze mną współpracował.

Pan poprowadzi dziś drużynę przeciwko Stomilowi Olsztyn?

- Tak, zasiądę na ławce, jestem trenerem od wczoraj i będę to firmował swoją osobą, choć w tym tygodniu zajęcia prowadził trener Mrozek. Chce dziś być z piłkarzami. Od początku. Piotrek prowadził zajęcia w tygodniu i będę się temu wszystkiemu przyglądał i go wspierał. Moja prawdziwa praca zacznie się w poniedziałek.

Rozmawiał Michał Knura

Stomil Olsztyn - GKS Tychy
sobota, 16:00
Sędzia Paweł Dreschel (Gdańsk)

autor: Michał Knura

Przeczytaj również