Jak nie idzie to nie idzie. Trzecia porażka rybniczan z rzędu
03.09.2017
Miłe złego początki
Po czterech spotkania ligowych zespół ROW-u miał na swoim koncie tylko jedną ligową porażkę i okupował dość wysokie, szóste miejsce w stawce. Niestety, z meczu z mecz forma rybniczan wygląda coraz słabiej - o ile porażkę z znakomitym w tym sezonie Radomiakiem da się wyjaśnić, to klęska u siebie z Garbarnią Kraków na pewno niemile zaskoczyła każdego kibica z Rybnika. Mecz z Siarką miał służyć jako swoiste przełamanie, bo z kim lepiej wygrać, jak nie z drużyną znajdującą się w podobnym dołku. Choć klub z województwa podkarpackiego wygrał pierwsze spotkanie ligowe, później zdobył zaledwie 1 punkt w 5 następnych spotkaniach i znalazł się pod kreską.
Od początku lepsze wrażenie sprawiała drużyna Siarki, co zostało udokumentowane pięknym golem Mateusza Czyżyckiego w 18. minucie. Pomocnik gospodarzy popisał się uderzeniem z dalszej odległości, przy którym Kacper Rosa nie miał właściwie nic do powiedzenia. Rybniczanie ruszyli do ataku od razu po rozpoczęciu drugiej połowy spotkania i dwie minuty po wznowieniu gry, Sebastian Musiolik wyrównał stan rywalizacji. Napastnik, który latem przeszedł do ROW-u na zasadzie transferu definitywnego, spisuje się w ostatnich meczach naprawdę dobrze i akurat do jego postawy nikt w klubie nie powinien mieć pretensji.
Zamiast pójścia za ciosem, goście dali się zdominować Siarce i w efekcie czego stracili drugą bramkę. Na to trafienie rybniczanie nie zdołali już odpowiedzieć i tym samym ROW przegrał trzecie spotkanie z rzędu. Tak fatalna passa musiała znaleźć odzwierciedlenie w ligowej tabeli - podopieczni trenera Piotra Piekarczyka znajdują się już na 12. miejscu i nad strefą spadkową mają zaledwie 1 punkt przewagi. Ponadto zostali oni wyprzedzeni przez swojego dzisiejszego przeciwnika i dalej utrzymają swój słaby bilans meczów wyjazdowych. 1 punkt w 4 meczach wygląda fatalnie i pozostaje się cieszyć, że w najbliższej kolejce rybniczanie zagrają u siebie. Czy w derbowym meczu z Rozwojem Katowice przyjdzie upragnione przełamanie? Pozostaje poczekać do piątku.
Siarka Tarnobrzeg - ROW 1964 Rybnik 2:1 (1:0)
1:0 - Mateusz Czyżycki - 18'
1:1 - Sebastian Musiolik - 47'
2:1 - Krzysztof Ropski - 81'
Po czterech spotkania ligowych zespół ROW-u miał na swoim koncie tylko jedną ligową porażkę i okupował dość wysokie, szóste miejsce w stawce. Niestety, z meczu z mecz forma rybniczan wygląda coraz słabiej - o ile porażkę z znakomitym w tym sezonie Radomiakiem da się wyjaśnić, to klęska u siebie z Garbarnią Kraków na pewno niemile zaskoczyła każdego kibica z Rybnika. Mecz z Siarką miał służyć jako swoiste przełamanie, bo z kim lepiej wygrać, jak nie z drużyną znajdującą się w podobnym dołku. Choć klub z województwa podkarpackiego wygrał pierwsze spotkanie ligowe, później zdobył zaledwie 1 punkt w 5 następnych spotkaniach i znalazł się pod kreską.
Od początku lepsze wrażenie sprawiała drużyna Siarki, co zostało udokumentowane pięknym golem Mateusza Czyżyckiego w 18. minucie. Pomocnik gospodarzy popisał się uderzeniem z dalszej odległości, przy którym Kacper Rosa nie miał właściwie nic do powiedzenia. Rybniczanie ruszyli do ataku od razu po rozpoczęciu drugiej połowy spotkania i dwie minuty po wznowieniu gry, Sebastian Musiolik wyrównał stan rywalizacji. Napastnik, który latem przeszedł do ROW-u na zasadzie transferu definitywnego, spisuje się w ostatnich meczach naprawdę dobrze i akurat do jego postawy nikt w klubie nie powinien mieć pretensji.
Zamiast pójścia za ciosem, goście dali się zdominować Siarce i w efekcie czego stracili drugą bramkę. Na to trafienie rybniczanie nie zdołali już odpowiedzieć i tym samym ROW przegrał trzecie spotkanie z rzędu. Tak fatalna passa musiała znaleźć odzwierciedlenie w ligowej tabeli - podopieczni trenera Piotra Piekarczyka znajdują się już na 12. miejscu i nad strefą spadkową mają zaledwie 1 punkt przewagi. Ponadto zostali oni wyprzedzeni przez swojego dzisiejszego przeciwnika i dalej utrzymają swój słaby bilans meczów wyjazdowych. 1 punkt w 4 meczach wygląda fatalnie i pozostaje się cieszyć, że w najbliższej kolejce rybniczanie zagrają u siebie. Czy w derbowym meczu z Rozwojem Katowice przyjdzie upragnione przełamanie? Pozostaje poczekać do piątku.
Siarka Tarnobrzeg - ROW 1964 Rybnik 2:1 (1:0)
1:0 - Mateusz Czyżycki - 18'
1:1 - Sebastian Musiolik - 47'
2:1 - Krzysztof Ropski - 81'
Siarka: Karol Dybowski - Mateusz Janeczko, Dawid Kubowicz, Konrad Stępień, Piotr Witasik, Michał Dawidowicz (69' Dawid Witkowski) - Kamil Radulj (69' Konrad Zaradny), Mateusz Czyżycki, Grzegorz Płatek, Patryk Mikita (69' Krzysztof Ropski) - Mateusz Broź.
ROW 1964: Kacper Rosa - Marek Krotofil (88' Damian Gorzawski), Szymon Jary, Dawid Bober, Dawid Gojny - Damian Koleczko (46' Dawid Kalisz), Robert Tkocz, Mariusz Muszalik, Sebastian Siwek (68' Przemysław Brychlik), Krzysztof Koch (88' Kamil Spratek) - Sebastian Musiolik.
Spodziewane emocje, spodziewany remis
Faworyta ciężko było za to wskazać w Łodzi, gdzie mierzyły się ze sobą dwie największe pozytywne niespodzianki tego sezonu w 2. Lidze. Dwóch beniaminków do tej kolejki posiadało status niepokonanych i wielu się spodziewało, że sytuacja ta nie ulegnie zmianie po sobotnim meczu. Za remisem przemawiały ostatnie wyniki obu drużyn oraz historia bezpośrednich starć - dwa mecze pomiędzy ŁKS-em i GKS-em, które odbyły się w sezonie 1988/1989 na poziomie Ekstraklasy, zakończyły się wynikami 0:0 i 1:1. '
Od początku mecz na stadionie przy Alei Unii mógł cieszyć oko każdego kibica - obydwie drużyny nie zamierzały stawiać zasieków obronnych i każdym możliwym sposobem próbowały zaatakować bramkę przeciwnika. Najlepszą okazję w pierwszej połowie stworzył sobie zawodnik gospodarzy - Paweł Pyciak, jednak piłka po jego mocnym strzale z dystansu zatrzymała się na poprzeczce.
Co gospodarzom nie udało się w 45. minucie, udało się 6 minut po wznowieniu gry przez sędziego - wówczas świetną akcję gospodarzy wykończył Piotr Pyrdoł i tym samym zapewnił swojej ekipie cenne prowadzenie. ŁKS-owi było jednak mało, gdyż w późniejszym fragmencie gry absolutnie zdominowali gości, jednak nie przyniosło to wymiernych korzyści w postaci następnych goli. Podopieczni Jarosława Skrobacza wytrzymali napór gospodarzy i skrzętnie wykorzystali jedyną godną odnotowania sytuacje. Najlepiej przy rzucie rożnym w 82. minucie zachował się Bartosz Semeniuk i tym samym 20-letni pomocnik zdobył swojego pierwszego gola w występach na szczeblu centralnym.
Wynik nie uległ już zmianie, dzięki czemu obie drużyny zachowały swój status sprzed kolejki. GKS dalej pozostaje na trzecim miejscu w ligowej tabeli i udowadnia, że przeskok o ligę wyżej nie przerasta go w żaden sposób. 7 meczów, 5 zwycięstw, bilans bramkowy 14:3 - to musi budzić ogromne wrażenie.
ŁKS Łódź - GKS 1962 Jastrzębie 1:1 (0:0)
Spodziewane emocje, spodziewany remis
Faworyta ciężko było za to wskazać w Łodzi, gdzie mierzyły się ze sobą dwie największe pozytywne niespodzianki tego sezonu w 2. Lidze. Dwóch beniaminków do tej kolejki posiadało status niepokonanych i wielu się spodziewało, że sytuacja ta nie ulegnie zmianie po sobotnim meczu. Za remisem przemawiały ostatnie wyniki obu drużyn oraz historia bezpośrednich starć - dwa mecze pomiędzy ŁKS-em i GKS-em, które odbyły się w sezonie 1988/1989 na poziomie Ekstraklasy, zakończyły się wynikami 0:0 i 1:1. '
Od początku mecz na stadionie przy Alei Unii mógł cieszyć oko każdego kibica - obydwie drużyny nie zamierzały stawiać zasieków obronnych i każdym możliwym sposobem próbowały zaatakować bramkę przeciwnika. Najlepszą okazję w pierwszej połowie stworzył sobie zawodnik gospodarzy - Paweł Pyciak, jednak piłka po jego mocnym strzale z dystansu zatrzymała się na poprzeczce.
Co gospodarzom nie udało się w 45. minucie, udało się 6 minut po wznowieniu gry przez sędziego - wówczas świetną akcję gospodarzy wykończył Piotr Pyrdoł i tym samym zapewnił swojej ekipie cenne prowadzenie. ŁKS-owi było jednak mało, gdyż w późniejszym fragmencie gry absolutnie zdominowali gości, jednak nie przyniosło to wymiernych korzyści w postaci następnych goli. Podopieczni Jarosława Skrobacza wytrzymali napór gospodarzy i skrzętnie wykorzystali jedyną godną odnotowania sytuacje. Najlepiej przy rzucie rożnym w 82. minucie zachował się Bartosz Semeniuk i tym samym 20-letni pomocnik zdobył swojego pierwszego gola w występach na szczeblu centralnym.
Wynik nie uległ już zmianie, dzięki czemu obie drużyny zachowały swój status sprzed kolejki. GKS dalej pozostaje na trzecim miejscu w ligowej tabeli i udowadnia, że przeskok o ligę wyżej nie przerasta go w żaden sposób. 7 meczów, 5 zwycięstw, bilans bramkowy 14:3 - to musi budzić ogromne wrażenie.
ŁKS Łódź - GKS 1962 Jastrzębie 1:1 (0:0)
1:0 - Piotr Pyrdoł - 50'
1:1 - Bartosz Semeniuk - 82'
ŁKS: Michał Kołba - Paweł Pyciak, Maksymilian Rozwandowicz, Kamil Juraszek, Bartosz Widejko, Jakub Kostyrka (86' Mikołaj Maschera), Tomasz Margol (74' Filip Burkhardt), Patryk Bryła (61' Jewhen Radionow), Przemysław Kocot, Damian Guzik (46' Piotr Pyrdoł), Krystian Pieczara.
GKS 1962: Grzegorz Drazik - Oskar Mazurkiewicz, Kamil Szymura, Piotr Pacholski, Dominik Kulawiak (78' Dawid Weis), Bartosz Semeniuk (89' Szymon Stach), Marcin Ruda, Farid Ali, Krzysztof Gancarczyk (63' Wojciech Caniboł), Kamil Jadach, Daniel Szczepan (78' Dominik Szczęch).
Polecane
II liga