Jak Jan Żurek przywita się z tyskimi kibicami? Ma piekielnie trudne zadanie
06.10.2013
Niepostrzeżenie, nawet trudno do końca uchwycić kiedy, GKS Tychy przekształcił się z rewelacyjnego beniaminka w czerwoną latarnię ligi. Jeszcze parę miesięcy temu przyjazd GKS-u Bełchatów, z wieloma zawodnikami, których jeszcze niedawno oglądaliśmy na boiskach ekstraklasy, ogłaszalibyśmy jako znakomitą okazję dla tyszan, by zebrać kolejny skalp. GKS był postrachem faworytów, generalnie grać z nim było bardzo nieprzyjemnie.
Te czasy już minęły. GKS ostatni - i jedyny - raz w lidze wygrał jeszcze w lipcu. Od tego czasu na tyskich kibiców spadają same hiobowe wieści. Pewną nadzieją na krótkotrwałą poprawę nastroju był efekt "nowej miotły", jaki miał nastąpić po zastąpieniu Tomasza Fornalika Janem Żurkiem, ale i to nie nastąpiło. Tyska ekipa zremisowała w Olsztynie ze Stomilem, a to na pewno za mało, by poprawić notowania.
Problem w tym, że dziś zadanie będzie jeszcze zdecydowanie cięższe. Do Jaworzna przyjeżdża Bełchatów, w którym w znakomitej formie są bracia Michał i Mateusz Mak, do samego końca okienka transferowego chciani w Gliwicach. "Brunatni" są liderem I ligi i znajdują się na najlepszej drodze do powrotu do ekstraklasy. Nawet jeśli czasem zdarzają im się wpadki, jak ostatnia porażka z Arką Gdynia.
Ma tego świadomość trener Żurek. - Jesteśmy na ostatnim miejscu w tabeli, a to oznacza, że nie mamy już nic do stracenia. Teraz możemy tylko zyskać, więc chłopcy muszą walczyć do upadłego. Ze swojej strony mogę zagwarantować, że nastawię drużynę tak, że nie będzie miała żadnych kompleksów przed rywalem, który jest liderem. Myślę, że Bełchatów zdaję sobie doskonale sprawę, że nie będzie miał z nami łatwej przeprawy. W niedzielę na pewno GKS Tychy będzie miał atuty, aby zapunktować - przekonuje w rozmowie z oficjalną stroną klubową.
W tyskiej ekipie zabraknie Tomasza Balula, Daniela Mąki, Pawła Lisowskiego i Michała Kołodziejskiego.
GKS Tychy - GKS Bełchatów
sobota, 12:15
Sędzia Sebastian Krasny (Kraków)
Te czasy już minęły. GKS ostatni - i jedyny - raz w lidze wygrał jeszcze w lipcu. Od tego czasu na tyskich kibiców spadają same hiobowe wieści. Pewną nadzieją na krótkotrwałą poprawę nastroju był efekt "nowej miotły", jaki miał nastąpić po zastąpieniu Tomasza Fornalika Janem Żurkiem, ale i to nie nastąpiło. Tyska ekipa zremisowała w Olsztynie ze Stomilem, a to na pewno za mało, by poprawić notowania.
Problem w tym, że dziś zadanie będzie jeszcze zdecydowanie cięższe. Do Jaworzna przyjeżdża Bełchatów, w którym w znakomitej formie są bracia Michał i Mateusz Mak, do samego końca okienka transferowego chciani w Gliwicach. "Brunatni" są liderem I ligi i znajdują się na najlepszej drodze do powrotu do ekstraklasy. Nawet jeśli czasem zdarzają im się wpadki, jak ostatnia porażka z Arką Gdynia.
Ma tego świadomość trener Żurek. - Jesteśmy na ostatnim miejscu w tabeli, a to oznacza, że nie mamy już nic do stracenia. Teraz możemy tylko zyskać, więc chłopcy muszą walczyć do upadłego. Ze swojej strony mogę zagwarantować, że nastawię drużynę tak, że nie będzie miała żadnych kompleksów przed rywalem, który jest liderem. Myślę, że Bełchatów zdaję sobie doskonale sprawę, że nie będzie miał z nami łatwej przeprawy. W niedzielę na pewno GKS Tychy będzie miał atuty, aby zapunktować - przekonuje w rozmowie z oficjalną stroną klubową.
W tyskiej ekipie zabraknie Tomasza Balula, Daniela Mąki, Pawła Lisowskiego i Michała Kołodziejskiego.
GKS Tychy - GKS Bełchatów
sobota, 12:15
Sędzia Sebastian Krasny (Kraków)
Polecane
I liga