Jacek Wiśniewski o piłkarzu Górnika: On ma do tego łeb zryty idealnie

08.09.2012
Już za tydzień "Wiśnia" stoczy swoją pierwszą walkę w MMA w ramach 20. Konfrontacji Sztuk Walki. Były piłkarz wskazał zawodnika naszego klubu, który także mógłby powalczyć na ringu lub w klatce!
Premierowa walka Jacka Wiśniewskiego z Kamilem Walusiem już w przyszłą sobotę. To dla niego ostatnie dni na doszlifowanie formy. Nie oszczędza siebie, ani swoich sparingpartnerów. - Czasem obijamy się dosyć mocno. Zdarzyło się, że ktoś dostał w nos i poszła krew. To normalna sprawa, jak się uprawia taki sport. Ja też kilka dni temu dostałem z nogi, poleciała krew z prawej dziurki, ale… Spo - koj – nie, tak to ma wyglądać - zapewnia były piłkarz m.in. Górnika Zabrze w rozmowie z portalem weszlo.com

Wiśniewskiemu nie raz za młodu przyszło się bić. Na boisku słynął z ogromnej waleczności. Kiedyś grał nawet za złamaną ręką... - Byłem wtedy w Jastrzębiu. Graliśmy na Odrze Opole. Szedłem do piłki, wywróciłem się, gościu mnie przygniótł całym sobą i kość pękła w nadgarstku, aż ją było trochę widać. Zaraz przyleciał maser, pokazuje, żeby robić zmianę, a ja mu mówię – nie, nie, żadna zmiana. Trochę mi tę rękę naprostował, można powiedzieć, że wsunął kość do środka, owinął całość bandażem i jakoś dograłem do końca - wspomina futbolowy wojownik.

"Wiśnia" nie kryje, że jest kilku piłkarzy, którym chętnie by przyłożył. - To są takie boiskowe pizdeczki, jak ja to mówię, których nienawidzę - mówi bez ogródek. Czy zna jakiegoś piłkarza, który podobnie jak on, mógłby wystąpić w KSW? - Jasne, takich też jest paru. "Skorup” (Łukasz Skorupski - przyp. red.) z Górnika, na przykład. On ma do tego łeb zryty idealnie. Tylko, że ja ważę teraz 106 kilo. Musiałem pójść trochę w mięśnie i chyba nie łapie się w mojej kategorii - śmieje się.

Życie Jacka Wiśniewskiego było pełne nie do końca pozytywnych "akcji". Przyznaje, że dzięki trenerowi Marcinowi Bochynkowi, dziś żyje i nie siedzi w więzieniu. - Kiedy skończyłem osiemnastkę, miałem trzy latka takiego mocnego szaleństwa. Wszedłem w konflikt z prawem, odrobinę z alkoholem. Dużo rzeczy się działo. Cały czas trenowałem, ale różne bójki też odchodziły. Ogólnie, trochę głupiałem, byłem takim małym bandziorkiem. Dopiero trener Bochynek wziął się za mnie, trzasnął ręką, zaczął po mnie przyjeżdżać przed każdym treningiem, później odstawiał do domu i jakoś mnie w miarę wyprowadził na ludzi - mówi Wiśniewski.
źródło: weszlo.com/SportSlaski.pl

Przeczytaj również