"Ja już się natrenowałam w samotności całe lato i jesień"
08.02.2011
W poprzednich sezonach kalendarz pucharowy ułożony był tak, że zawodniczki dłuższą przerwę w startach Pucharu Świata miały dopiero przed najważniejszą imprezą sezonu, czyli mistrzostwami świata lub igrzyskami olimpijskimi. Teraz natomiast przez styczeń i luty startują w cyklach dwutygodniowych. Oczywiście część biegaczek decyduje się zrezygnować z występów i poświęcić cały czas na treningi i przygotowania, ale tego nie chce robić Justyna Kowalczyk, która mówi, że wolałaby teraz mieć możliwość startu w zawodach.
- Pod względem fizycznym nie ma to wielkiego znaczenia, czy obecnie mamy dwa tygodnie przerwy w startach, czy mielibyśmy zaplanowane zawody. Realizujemy bowiem plan i tu nie ma problemów. Jednak dla mnie pod względem psychicznym dużo lepiej byłoby, gdybym mogła startować. Jak o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że wolałabym, by było teraz Tour de Ski - mówi mistrzyni olimpijska.
Dlaczego bardziej odpowiadałyby jej w tym momencie starty niż przebywanie na zgrupowaniach? - Podczas startów czas szybko płynie. Trzeba się skoncentrować, ustalić taktykę, przeprowadzić trening, później start, rozbieganie i dzień mija. A w czasie zgrupowania dłuży się zdecydowanie bardziej. Poza tym ja już się natrenowałam w samotności przez całe lato i jesień i teraz chciałabym startować i rywalizować - podkreśla Justyna.
We Włoszech wraz z trenerem Aleksandrem Wierietielnym pozostaną jeszcze przez ponad tydzień. - Wyjeżdżamy do Norwegii praktycznie tuż przed samymi zawodami w Drammen. Nie wiem jednak, jak to tam będzie wyglądało, bo do tej pory rozgrywano tam tylko sprinty. Nie mam pojęcia, jak będzie wyglądała trasa biegu długiego. Potrzebuję jednak startów, więc jedziemy. Później bezpośrednio z Drammen jedziemy do Oslo, na miejscu powinniśmy być 21 lutego - zdradza Kowalczyk.
Przypomnijmy, że pierwszy start na mistrzostwach świata w Oslo zaplanowany jest na 24 lutego i będzie to sprint techniką dowolną.
- Pod względem fizycznym nie ma to wielkiego znaczenia, czy obecnie mamy dwa tygodnie przerwy w startach, czy mielibyśmy zaplanowane zawody. Realizujemy bowiem plan i tu nie ma problemów. Jednak dla mnie pod względem psychicznym dużo lepiej byłoby, gdybym mogła startować. Jak o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że wolałabym, by było teraz Tour de Ski - mówi mistrzyni olimpijska.
Dlaczego bardziej odpowiadałyby jej w tym momencie starty niż przebywanie na zgrupowaniach? - Podczas startów czas szybko płynie. Trzeba się skoncentrować, ustalić taktykę, przeprowadzić trening, później start, rozbieganie i dzień mija. A w czasie zgrupowania dłuży się zdecydowanie bardziej. Poza tym ja już się natrenowałam w samotności przez całe lato i jesień i teraz chciałabym startować i rywalizować - podkreśla Justyna.
We Włoszech wraz z trenerem Aleksandrem Wierietielnym pozostaną jeszcze przez ponad tydzień. - Wyjeżdżamy do Norwegii praktycznie tuż przed samymi zawodami w Drammen. Nie wiem jednak, jak to tam będzie wyglądało, bo do tej pory rozgrywano tam tylko sprinty. Nie mam pojęcia, jak będzie wyglądała trasa biegu długiego. Potrzebuję jednak startów, więc jedziemy. Później bezpośrednio z Drammen jedziemy do Oslo, na miejscu powinniśmy być 21 lutego - zdradza Kowalczyk.
Przypomnijmy, że pierwszy start na mistrzostwach świata w Oslo zaplanowany jest na 24 lutego i będzie to sprint techniką dowolną.
Polecane
Sporty zimowe