Grzegorz Bonin: Gdybyśmy strzelili drugą bramkę, Śląsk by się nie podniósł
06.04.2013
- Mogliśmy w pierwszej połowie zdobyć drugiego gola i pewnie wtedy już Śląsk by się nie podniósł - powiedział Bonin. Nie najlepiej spisywał się Ireneusz Jeleń, do którego można mieć największe pretensje o brak drugiej bramki przed przerwą. Napastnik źle zagrał w pole karne, gdzie niepilnowani stali Nakoulma i Aleksander Kwiek. W drugiej części gry nieskutecznością brylował już Bonin...
- W drugiej połowie też mieliśmy okazje do strzelenia, sam miałem dwie, ale zabrakło skuteczności. Dobrze zareagowaliśmy na stratę gola, zaatakowaliśmy, mieliśmy okazje, ale nie potrafiliśmy trafić w bramkę - analizował Bonin. A jako że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, trzy punkty zostały we Wrocławiu. - Śląsk nas niczym nie zaskoczył, bo wiedzieliśmy, że zacznie pressingiem. Na boisku jednak nie zawsze ta wiedza się przekłada na grę. Szkoda przegranej, ale nie ma co rozpaczać - zakończył Bonin.
- Po stracie gola pomyślałem: będzie teraz bardzo trudno. Ale wiedzieliśmy, że wystarczy jakiś pozytywny bodziec, aby odwrócić losy spotkania. Dobrze się dzisiaj czuliśmy. Druga połowa w naszym wykonaniu była już bardzo przyzwoita, ale w pierwszej też nie było źle. Pierwszy kwadrans mieliśmy mocny i szkoda, że wtedy nie strzeliliśmy gola. To był bezpośredni pojedynek o europejskie puchary i dlatego cieszymy się jeszcze bardziej - powiedział strzelec pierwszej bramki dla gospodarzy, Sebastian Mila.
- W drugiej połowie też mieliśmy okazje do strzelenia, sam miałem dwie, ale zabrakło skuteczności. Dobrze zareagowaliśmy na stratę gola, zaatakowaliśmy, mieliśmy okazje, ale nie potrafiliśmy trafić w bramkę - analizował Bonin. A jako że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, trzy punkty zostały we Wrocławiu. - Śląsk nas niczym nie zaskoczył, bo wiedzieliśmy, że zacznie pressingiem. Na boisku jednak nie zawsze ta wiedza się przekłada na grę. Szkoda przegranej, ale nie ma co rozpaczać - zakończył Bonin.
- Po stracie gola pomyślałem: będzie teraz bardzo trudno. Ale wiedzieliśmy, że wystarczy jakiś pozytywny bodziec, aby odwrócić losy spotkania. Dobrze się dzisiaj czuliśmy. Druga połowa w naszym wykonaniu była już bardzo przyzwoita, ale w pierwszej też nie było źle. Pierwszy kwadrans mieliśmy mocny i szkoda, że wtedy nie strzeliliśmy gola. To był bezpośredni pojedynek o europejskie puchary i dlatego cieszymy się jeszcze bardziej - powiedział strzelec pierwszej bramki dla gospodarzy, Sebastian Mila.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów