#GrająDoKońca
30.04.2016
- Piłka była rzucona do Olka Kwieka. Udało mu się przytomnie zgrać w moim kierunku. Potem już tylko popchnąłem ją do przodu. Tak się złożyło, że obrońca zabiegł sobie drogę, była okazja, żeby oddać strzał. Trochę szczęścia, piłka wpadła do siatki i są trzy punkty - to przepis Sebastiana Stebleckiego na doprowadzenie do euforii kilkunastu tysięcy widzów na stadionie. Po jego trafieniu Górnik Zabrze w ostatniej chwili zdołał wyszarpać zwycięstwo, co idealnie wpasowało się w zabrzańskie hasło, promujące najważniejsze pojedynki tego sezonu. - Walczyliśmy do końca. Była wiara w zespole, że możemy wygrać ten mecz. To był ostatni moment. W takich sytuacjach działa się instynktownie - powiedział.
Dzięki jego bramce Górnik wyszedł - przynajmniej na jeden dzień - ze strefy spadkowej. Kto wie, może się okazać, że będzie to najważniejszy gol zabrzan w decydującej fazie rozgrywek. - Jest to miły i sympatyczny moment dla każdego zawodnika. Można powiedzieć - taka wisienka na torcie. Gdy strzeli się w środku spotkania, to nie ma to takiego wydźwięku jak trafienie w ostatniej minucie, które daje trzy punkty i to jeszcze w takiej sytuacji jak nasza. Zwycięstwa są nam bardzo potrzebne. Zaraz jednak emocje opadną i będzie trzeba skupić się na następnym tygodniu treningów i kolejnym meczu. To jest najważniejsze - podkreślił strzelec gola, który zaczął pojedynek ze Śląskiem na ławce rezerwowych.
Steblecki wszedł na boisko w 67. minucie, zmieniając Jose Kante, który zanotował 13. mecz bez strzelonej bramki. Sprowadzony zimą zawodnik już przed pierwszym gwizdkiem sędziego został poinformowany, że dostanie swoją szansę. - Ostatnio zrobił bardzo dobrą zmianę w Białymstoku. Od jakiegoś czasu bardzo dobrze pracuje. Wiedział, że dzisiaj będzie pierwszym wchodzącym. O to chodzi, żeby ławka była mocna, by wejść i pomóc drużynie - cieszył się po spotkaniu trener Jan Żurek.
Jego drużyna od samego początku nastawiała się na grę z kontry. Długimi fragmentami zabrzanie nie potrafili jednak przygotować zabójczego ataku, co w końcu wykorzystali wrocławianie - efektowną bramkę zdobył Kamil Biliński. - Broniliśmy się dosyć szczelnie, staraliśmy się wyprowadzać kontry. Był moment lekkiej przewagi Śląska, co skończyło się golem dla wrocławian. Trzeba powiedzieć, że to był "strzał życia" tego zawodnika, bo rzadko spotyka się takie trafienia w Ekstraklasie - przyznał Steblecki.
- Cieszymy się z tego, że udało się, to dla nas pozytywny bodziec, ale trzeba zachować chłodną głowę. Mamy przed sobą trzy mecze, a rywale jeszcze w tej kolejce grają. Musimy po prostu robić swoje i walczyć o utrzymanie do samego końca - zaznaczył jeden z bohaterów wczorajszego spotkania.
Dzięki jego bramce Górnik wyszedł - przynajmniej na jeden dzień - ze strefy spadkowej. Kto wie, może się okazać, że będzie to najważniejszy gol zabrzan w decydującej fazie rozgrywek. - Jest to miły i sympatyczny moment dla każdego zawodnika. Można powiedzieć - taka wisienka na torcie. Gdy strzeli się w środku spotkania, to nie ma to takiego wydźwięku jak trafienie w ostatniej minucie, które daje trzy punkty i to jeszcze w takiej sytuacji jak nasza. Zwycięstwa są nam bardzo potrzebne. Zaraz jednak emocje opadną i będzie trzeba skupić się na następnym tygodniu treningów i kolejnym meczu. To jest najważniejsze - podkreślił strzelec gola, który zaczął pojedynek ze Śląskiem na ławce rezerwowych.
Steblecki wszedł na boisko w 67. minucie, zmieniając Jose Kante, który zanotował 13. mecz bez strzelonej bramki. Sprowadzony zimą zawodnik już przed pierwszym gwizdkiem sędziego został poinformowany, że dostanie swoją szansę. - Ostatnio zrobił bardzo dobrą zmianę w Białymstoku. Od jakiegoś czasu bardzo dobrze pracuje. Wiedział, że dzisiaj będzie pierwszym wchodzącym. O to chodzi, żeby ławka była mocna, by wejść i pomóc drużynie - cieszył się po spotkaniu trener Jan Żurek.
Jego drużyna od samego początku nastawiała się na grę z kontry. Długimi fragmentami zabrzanie nie potrafili jednak przygotować zabójczego ataku, co w końcu wykorzystali wrocławianie - efektowną bramkę zdobył Kamil Biliński. - Broniliśmy się dosyć szczelnie, staraliśmy się wyprowadzać kontry. Był moment lekkiej przewagi Śląska, co skończyło się golem dla wrocławian. Trzeba powiedzieć, że to był "strzał życia" tego zawodnika, bo rzadko spotyka się takie trafienia w Ekstraklasie - przyznał Steblecki.
- Cieszymy się z tego, że udało się, to dla nas pozytywny bodziec, ale trzeba zachować chłodną głowę. Mamy przed sobą trzy mecze, a rywale jeszcze w tej kolejce grają. Musimy po prostu robić swoje i walczyć o utrzymanie do samego końca - zaznaczył jeden z bohaterów wczorajszego spotkania.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów