"Grając przeciwko kolegom z GKS-u Tychy, czułem się dziwnie"
12.08.2012
W letnich miesiącach trwały ciągnące się jak spaghetti perturbacje związane z powrotem Bartłomieja Babiarza do GKS-u Tychy. Ostatecznie, już po starcie I ligi, udało się sprawę doprowadzić do szczęśliwego końca. - Zdecydowanie odetchnąłem z ulgą. Zresztą nigdy bym się nie spodziewał, że to wszystko potrwa tak długo. Niestety perturbacje między klubami spowodowały, że mój rozbrat z GKS trwał aż półtora miesiąca. Myślę, że teraz mogę to powiedzieć z pełną świadomością - cieszę się, że wróciłem do mojego klubu, do mojego domu. Tutaj nikt i nic nie jest mi obce. Dotychczasowe trzy lata spędzone w Tychach zrobiły jednak swoje - podkreśla.
Po powrocie, Babiarz zagrał jednak tylko w zespole rezerw. - W okresie przygotowawczym wystąpiłem w małej liczbie gier sparingowych, więc trener Mandrysz uznał, że przyda mi się dodatkowa gra. Co ciekawe mecz przeciwko LKS Bełk był moim debiutem w drużynie rezerw GKS Tychy. Nie jest jednak dla mnie i dla nikogo z chłopaków ujmą grać w drugim zespole. Ta drużyna jest w końcu m.in. po to, aby się móc ogrywać i pokazać z jak najlepszej strony trenerowi - przyznaje pomocnik.
Nie wiedząc, jaka będzie jego przyszłość, Babiarz latem trenował z GKS-em Katowice. Zagrał nawet w sparingu katowiczan ze... swoim obecnym klubem. - Nie da się ukryć, że wówczas czułem się dziwnie. Na boisku nie było jednak mowy o jakimkolwiek odpuszczaniu. Walczyłem przecież wtedy o swoje, chociaż i tak nie mógłbym tam występować z powodu zakazu transferowego. Ogólnie rzecz biorąc cieszę się, że za zgodą Ruchu Chorzów mogłem okres przygotowawczy spędzić w katowickim zespole, bo dzięki temu nie wyglądam teraz źle - kończy Bartłomiej Babiarz.
Po powrocie, Babiarz zagrał jednak tylko w zespole rezerw. - W okresie przygotowawczym wystąpiłem w małej liczbie gier sparingowych, więc trener Mandrysz uznał, że przyda mi się dodatkowa gra. Co ciekawe mecz przeciwko LKS Bełk był moim debiutem w drużynie rezerw GKS Tychy. Nie jest jednak dla mnie i dla nikogo z chłopaków ujmą grać w drugim zespole. Ta drużyna jest w końcu m.in. po to, aby się móc ogrywać i pokazać z jak najlepszej strony trenerowi - przyznaje pomocnik.
Nie wiedząc, jaka będzie jego przyszłość, Babiarz latem trenował z GKS-em Katowice. Zagrał nawet w sparingu katowiczan ze... swoim obecnym klubem. - Nie da się ukryć, że wówczas czułem się dziwnie. Na boisku nie było jednak mowy o jakimkolwiek odpuszczaniu. Walczyłem przecież wtedy o swoje, chociaż i tak nie mógłbym tam występować z powodu zakazu transferowego. Ogólnie rzecz biorąc cieszę się, że za zgodą Ruchu Chorzów mogłem okres przygotowawczy spędzić w katowickim zespole, bo dzięki temu nie wyglądam teraz źle - kończy Bartłomiej Babiarz.
Polecane
I liga