"Górnikowi brakuje chrztu bojowego. Życzę mu jak najlepiej"
08.03.2009
Trener gdynian przyznaje, że remis w starciu z Górnikiem w pełni go zadowala. Arka, która już niejednokrotnie w tym sezonie pokazywała wysokie umiejętności, w piątek miała momentami spore kłopoty. Dlaczego? - Bo Górnik z rundy jesiennej i obecny to dwa zupełnie różne zespoły - uważa opiekun ekipy z północy kraju.
Michniewicz przekonuje, że największym atutem jedenastki z Zabrza jest organizacja gry. - Zasługa w tym pary Mariusz Przybylski - Paweł Strąk, która robi w środku pola świetną robotę. Bardzo obawiałem się też Damiana Gorawskiego. To piłkarz o ogromnym potencjale. Swoją grą daje kolegom dużą pewność siebie. Gdy coś nie idzie, zawsze można podać do Damiana, który na pewno będzie miał pomysł na rozegranie akcji - przekonuje Michniewicz i podkreśla, że świetne uzupełnienie wyżej wymienionej trójki stanowi Robert Szczot.
- Niezwykle trudno go upilnować. Zdecydowałem się przesunąć Andersona do środka pola, bo moi dwaj stoperzy - Michał Łabędzki i Darek Żuraw - nie byliby w stanie Roberta dogonić. Nie radzę żadnemu z trenerów wystawiać na Szczota mało ruchliwych obrońców - dodaje "polski Mourinho". Jego zdaniem, Górnik, by w pełni rozwinąć skrzydła, potrzebuje jeszcze... chrztu bojowego. - Sparingi to nie to samo, co liga. Zabrzanie muszą zahartować się w bojach o stawkę. W meczu z nami pokazali już charakter, dwa razy skutecznie goniąc wynik. To ważne, bo w poprzednim sezonie gol strzelony Górnikowi praktycznie oznaczał wygraną - podkreśla Michniewicz, wskazując zarazem, że również dzięki temu gracze z Zabrza w lidze się utrzymają.
Jedynym, co mogłoby przeszkodzić zawodnikom Henryka Kasperczaka w osiągnięciu celu, jest ogromna presja. - Jeśli nie będą regularnie zwyciężali, zacznie się wypominanie milionów, jakie klub wydał na transfery. Będą czuli się zaszczuci. Mam jednak nadzieję, że tak się nie stanie. Życzę im jak najlepiej. Ekstraklasa potrzebuje Górnika - kończy trener Arki.
Po zakończeniu meczu w szeregach gdynian żartowano, że zespołu z Zabrza potrzebuje nie tyle ekstraklasa, co... Michniewicz. Szkoleniowiec przyjeżdżał na Roosevelta już z trzema drużynami i jeszcze nigdy nie przegrał.
Michniewicz przekonuje, że największym atutem jedenastki z Zabrza jest organizacja gry. - Zasługa w tym pary Mariusz Przybylski - Paweł Strąk, która robi w środku pola świetną robotę. Bardzo obawiałem się też Damiana Gorawskiego. To piłkarz o ogromnym potencjale. Swoją grą daje kolegom dużą pewność siebie. Gdy coś nie idzie, zawsze można podać do Damiana, który na pewno będzie miał pomysł na rozegranie akcji - przekonuje Michniewicz i podkreśla, że świetne uzupełnienie wyżej wymienionej trójki stanowi Robert Szczot.
- Niezwykle trudno go upilnować. Zdecydowałem się przesunąć Andersona do środka pola, bo moi dwaj stoperzy - Michał Łabędzki i Darek Żuraw - nie byliby w stanie Roberta dogonić. Nie radzę żadnemu z trenerów wystawiać na Szczota mało ruchliwych obrońców - dodaje "polski Mourinho". Jego zdaniem, Górnik, by w pełni rozwinąć skrzydła, potrzebuje jeszcze... chrztu bojowego. - Sparingi to nie to samo, co liga. Zabrzanie muszą zahartować się w bojach o stawkę. W meczu z nami pokazali już charakter, dwa razy skutecznie goniąc wynik. To ważne, bo w poprzednim sezonie gol strzelony Górnikowi praktycznie oznaczał wygraną - podkreśla Michniewicz, wskazując zarazem, że również dzięki temu gracze z Zabrza w lidze się utrzymają.
Jedynym, co mogłoby przeszkodzić zawodnikom Henryka Kasperczaka w osiągnięciu celu, jest ogromna presja. - Jeśli nie będą regularnie zwyciężali, zacznie się wypominanie milionów, jakie klub wydał na transfery. Będą czuli się zaszczuci. Mam jednak nadzieję, że tak się nie stanie. Życzę im jak najlepiej. Ekstraklasa potrzebuje Górnika - kończy trener Arki.
Po zakończeniu meczu w szeregach gdynian żartowano, że zespołu z Zabrza potrzebuje nie tyle ekstraklasa, co... Michniewicz. Szkoleniowiec przyjeżdżał na Roosevelta już z trzema drużynami i jeszcze nigdy nie przegrał.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów