Górnik Zabrze - Łęczna 1-0. Zwycięstwo ze stanem przedzawałowym

30.09.2009
- Michał Pazdan wsadził głowę tam, gdzie powinien i cieszymy się z trzech punktów - uśmiechał się golkiper Górnika, Sebastian Nowak, po zwycięstwie nad drużyną z Łęcznej.
Zabrzanie po raz kolejny byli dużo lepsi od swojego przeciwnika i ponownie niesamowicie trudno przyszło im zdobycie zwycięskiego gola. Dopiero po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Gorawskiego do siatki - z najbliższej odległości - futbolówkę wpakował środkowy obrońca, Pazdan. - Mieliśmy w tym meczu kilka znacznie lepszych okazji. Na szczęście Michał wsadził głowę tam, gdzie powinien i cieszymy się z trzech punktów - powiedział zadowolony bramkarz "Trójkolorowych", Sebastian Nowak.

- W pierwszej połowie miałem jeszcze dogodniejszą sytuację. Paweł Strąk miał podobną. Wreszcie jednak wpadło coś po stałym fragmencie gry. Dążyliśmy do celu, tak jak w ostatnim starciu z Motorem i się udało - radował się Pazdan.

Podopieczni Ryszarda Komornickiego powinni byli rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść już przed przerwą. Poza pudłami w świetnych okazjach Pazdana, Strąka i Besty, najbardziej pomylił się Bonin, który nie wykorzystał rzutu karnego. Wcześniej, po znakomitym podaniu Madejskiego, Pitry w sytuacji sam na sam ograł Wierzchowskiego i miał przed sobą pustą bramkę. Został jednak sfaulowany przez golkipera gości. Decyzja arbitra mogła być tylko jedna. "Jedenastka" oraz czerwona kartka. - Faul był ewidentny. Odnośnie koloru kartonika się nie wypowiadam, bo trudno mi ocenić - skomentował Jakub Wierzchowski.

Świetne wejście miał jego następca. Giertl wygrał pojedynek z Boninem, a Besta nie potrafił dobić futbolówki do pustej bramki. Po przerwie kapitan Górnika próbował się zrehabilitować, ale bramkarz gości ani myślał skapitulować, aż do wspomnianego rzutu rożnego.

W drugiej połowie fani na Roosevelta wywiesili transparent następującej treści: "Mecz podwyższonego ryzyka - przedzawałowego". Było to bardzo adekwatne do tego, co w ostatnich sekundach meczu zrobił Pazdan. Defensor Górnika dość niespodziewanie przepuścił piłkę, do której mógł dojść jeden z piłkarzy gości. Wtedy wszyscy na stadionie złapali się za głowy. - Ktoś mi krzyknął, żebym puścił futbolówkę. Niepotrzebnie to zrobiłem. Było trochę daleko do bramki, ale na szczęście Sebastian dobrze wyszedł i zażegnał niebezpieczeństwo - odetchnął Pazdan.

O przyjezdnych można napisać tyle pozytywnego, że przez większość meczu skutecznie się bronili. W żaden sposób nie potrafili stworzyć sobie dobrej sytuacji pod bramką Nowaka. - Górnik wygrał w pełni zasłużenie. Remis byłby niesprawiedliwy - przyznał obrońca Łęcznej, Krzysztof Kazimierczak.

Konferencja prasowa

Tadeusz Łapa (trener Łęcznej):  Mecz ułożył się po myśli Górnika. Mieliśmy dziś zbyt wiele przeciwności. Przed spotkaniem straciliśmy trzech zawodników, a w jego trakcie wypadli kolejni. Bronowicki w drugiej połowie grał na własne życzenie, bo niezbyt dobrze się czuł. Czerwona kartka zadecydowała o przebiegu pojedynku. Został żal, bo dosyć przyzwoicie się broniliśmy. Przy straconej bramce zabrakło nam jednego zawodnika do krycia. Podejrzewam, że inaczej dowieźlibyśmy cenny remis, bo w przerwie to było naszym jedynym celem.

Ryszard Komornicki
(trener Górnika): Wygraliśmy jak najbardziej zasłużenie i był to najniższy wymiar kary. Można powiedzieć, że karny popsuł nam koncepcję gry. Wcześniej stworzyliśmy sobie kilka stuprocentowych sytuacji i byliśmy zespołem lepszym. Mocno umotywowała nas wypowiedź trenera Łapy, który powiedział, że w naszej szatni nie wszystko dobrze się układa. Wydrukowałem to i powiesiłem chłopakom w szatni.
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również