Górnik Zabrze - Górnik Łęczna 2-0. Lider zrobił swoje

23.08.2014
W Zabrzu bez zmian - Górnik zanotował trzecie zwycięstwo z rzędu, kolejne bez straty gola. Jedyną nowością było przełamanie Łukasza Madeja, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Wydarzenie
Przełamał się Łukasz Madej, który wpisał się na listę strzelców po raz pierwszy od października poprzedniego roku. Pierwszy gol padł po wrzucie z autu do Mateusza Zachary, który zagrał do pomocnik Górnika, a ten uderzeniem z kilkunastu metrów pokonał po raz pierwszy bramkarza gości.

Bohater
Dla Zachary być może był to ostatni mecz w barwach Górnika. Występu nie okrasił golem, miał za to dwie asysty - przy golu na 2-0 ograł Tomislava Bożicia i wyłożył piłkę niepilnowanemu Madejowi, który po raz drugi pokonał Silvio Rodicia. Napastnik miał też swoje sytuacje. Najgroźniej było po idealnym podaniu po ziemi Romana Gergela. Zachara miał na plecach obrońcę, a mimo to zdołał oddać strzał, dobrą interwencją popisał się jednak bramkarz gości.

Rozczarowanie
Przy pierwszym golu Madeja zawinił bramkarz Silvio Rodić, który przy próbie piąstkowania nie trafił w piłkę. Wcześniej bohatera spotkania nie pokrył były piłkarz Górnika - Maciej Szmatiuk, który - do spółki z Bożiciem - też zawinił przy drugim golu.

Co ciekawego:
- Problemy z mięśniem czworogłowym ma Błażej Augustyn, przez co do obrony został cofnięty Adam Danch. Jego miejsce w pomocy zajął Dzikamai Gwaze.

- Na mecz przyjechał były piłkarz Górnika Zabrze, Zygfryd Szołtysik.

- Górnik Zabrze powinien objąć prowadzenie na początku spotkania. Ładną akcję prawym skrzydłem przeprowadził Łukasz Madej. Dośrodkował idealnie na głowę Roberta Jeża, który z kilku metrów nie trafił w bramkę.

- Trener Jurij Szatałow zabrania swoim zawodnikom wykonywać wślizgi. Po dzisiejszym meczu być może zmieni zdanie bowiem gdyby nie wślizg Adama Dancha w polu karnym, Grzegorz Bonin miałby idealną sytuację do strzelenia gola. Kapitan Górnika w ostatniej chwili wybił mu piłkę spod nóg.

- Na kwadrans przed końcem pierwszej połowy, goście zdołali wybić piłkę przed pole karne. Dopadł do niej Jeż, który oddał mocny strzał, minimalnie nad bramką.

- Podobną sytuację mieli chwilę później łęcznianie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego piłka trafiła przed pole karne, a na bramkę zabrzan uderzał Tomasz Nowak. Strzelił jednak wyżej niż Jeż.

- Bonin z łatwością ograł Gwaze i pobiegł w stronę bramki. Oddał strzał z dystansu, a problemy z interwencją miał Pavels Steinbors, który odbił piłkę klatką piersiową. W drugiej połowie bramkarz w podobny sposób zablokował uderzenie... Bonina, który był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny.

- W drugiej połowie gospodarze domagali się odgwizdania ręki Łukasza Mierzejewskiego. Sędzia jednak nie dopatrzył się przewinienia, przez co zespół z Łęcznej dalej prowadził akcję, po której zakotłowało się pod bramką Steinborsa. Sytuację wyjaśnił Danch, wybijając futbolówkę poza pole gry.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również