Górnik - Śląsk 3-2. Nawałka pożegnał się (?) w wielkim stylu!
18.10.2013
Wydarzenie
Pojedynek ze Śląskiem Wrocław był - najprawdopodobniej - pożegnaniem Adama Nawałki z kibicami "Trójkolorowych". Doświadczony szkoleniowiec Górnika był tego dnia bez wątpienia głównym bohaterem wieczoru. Niezliczona liczba kamer i fotograficznych obiektywów zwrócona w stronę trenera, który ma wypełnić wakat po Waldemarze Fornaliku w reprezentacji Polski sprawiła, że przy Roosevelta nie w sposób było nie poczuć atmosfery, że to mecz niezwykły. Choć o trzy punkty, to jednak inny niż wszystkie...
Rozczarowanie
Kto wie czy właśnie nie otoczka i przekonanie piłkarzy z Zabrza, że rozstanie z trenerem jest rychłe nie sprawiło, że w pierwszą połowę Górnik na boisku przebył na stojąco. W piłkę grali jedynie goście z Wrocławia, niejednokrotnie nielitościwie tłamsząc defensywę gospodarzy. Nie pomogły pokrzykiwania Nawałki, który przez ostatni kwadrans pierwszej połowy stał przy linii bocznej z rękami opartymi na biodrach. Zespół był jedynie cieniem i marną karykaturą drużyny, która wywindowała doświadczonego szkoleniowca na stanowisko opiekuna kadry narodowej.
Bohaterowie
Tych tego dnia było wielu. W pierwszej połowie teatr dwóch aktorów kibicom fundował duet Tomasz Hołota i Marco Paixao. Ten pierwszy zagrał na lewym skrzydle i okazało się to być strzałem w "10" Stanislava Levy'ego. Hołota mądrze się ustawiał i świetnie dogrywał. W ten właśnie sposób zaliczył przed przerwą dwie asysty przy trafieniach Portugalczyka. Jednak to nie piłkarze Śląska byli po końcowym gwizdku na piedestale...
Co ciekawego
...bo Górnik po przerwie przeszedł prawdziwą metamorfozę. Jeśli w piłce nożnej zdarzają się cuda, to właśnie tego dokonał Nawałka. Od pierwszego gwizdka w drugiej części gry zabrzanie rzucili się do odrabiania strat i już po kilkudziesięciu sekundach "złapali" kontakt po bramce Radosława Sobolewskiego. Potem jeszcze kilka razy zmuszali oni wrocławian do rozpaczliwej defensywy. Kiedy na kwadrans przed końcem meczu Prejuce Nakoulma w bliźniaczych niemal sytuacjach z kilku metrów dwukrotnie trafił w bramkarza - wydawało się, że zabrzanom już nic nie pomoże.
A jednak pomógł nos Nawałki. Zmiany dokonane przez szkoleniowca sprawiły, że w doliczonym czasie gry najpierw na listę strzelców po sytuacji sam na sam wpisał się wprowadzony na boisko po przerwie Bartosz Iwan, któremu dogrywał - a jakże - wprowadzony na boisko po przerwie Wojciech Łuczak, a na kilkanaście sekund przed końcowym gwizdkiem odblokował się "Prezes" wprowadzając w euforię kibiców "Trójkolorowych". Jeśli tak ma grać kadra selekcjonera Nawałki - winien on dostać kontrakt na miarę Mortena Olsena w Danii. Bo motywować trener z Krakowa potrafi jak żaden inny fachowiec w Polsce.
Górnik Zabrze - Śląsk Wrocław 3-2 (0-2)
0-1 - Paixao, 20 min
0-2 - Paixao, 34 min
1-2 - Sobolewski, 49 min
2-2 - Iwan, 90 min
3-2 - Nakoulma, 90 min
Górnik: Steinbors - Olkowski, Szeweluchin (46. Gancarczyk), Pandża, Kosznik, Madej, Sobolewski, Mączyński (78. Iwan), Nakoulma, Przybylski, Zachara.
Trener Adam Nawałka.
Śląsk: Gikiewicz - Socha (79. Plaku), Pawelec, Kokoszka, Dudu, Ostrowski, Hołota (86. Patejuk), Kaźmierczak, Stevanović, Mila, Paixao.
Trener Stanislav Levy.
Żółte kartki: Kokoszka, Ostrowski, Stevanović.
Widzów: 3000.
Sędziował: Krzysztof Słupik (Siedlce).
Pojedynek ze Śląskiem Wrocław był - najprawdopodobniej - pożegnaniem Adama Nawałki z kibicami "Trójkolorowych". Doświadczony szkoleniowiec Górnika był tego dnia bez wątpienia głównym bohaterem wieczoru. Niezliczona liczba kamer i fotograficznych obiektywów zwrócona w stronę trenera, który ma wypełnić wakat po Waldemarze Fornaliku w reprezentacji Polski sprawiła, że przy Roosevelta nie w sposób było nie poczuć atmosfery, że to mecz niezwykły. Choć o trzy punkty, to jednak inny niż wszystkie...
Rozczarowanie
Kto wie czy właśnie nie otoczka i przekonanie piłkarzy z Zabrza, że rozstanie z trenerem jest rychłe nie sprawiło, że w pierwszą połowę Górnik na boisku przebył na stojąco. W piłkę grali jedynie goście z Wrocławia, niejednokrotnie nielitościwie tłamsząc defensywę gospodarzy. Nie pomogły pokrzykiwania Nawałki, który przez ostatni kwadrans pierwszej połowy stał przy linii bocznej z rękami opartymi na biodrach. Zespół był jedynie cieniem i marną karykaturą drużyny, która wywindowała doświadczonego szkoleniowca na stanowisko opiekuna kadry narodowej.
Bohaterowie
Tych tego dnia było wielu. W pierwszej połowie teatr dwóch aktorów kibicom fundował duet Tomasz Hołota i Marco Paixao. Ten pierwszy zagrał na lewym skrzydle i okazało się to być strzałem w "10" Stanislava Levy'ego. Hołota mądrze się ustawiał i świetnie dogrywał. W ten właśnie sposób zaliczył przed przerwą dwie asysty przy trafieniach Portugalczyka. Jednak to nie piłkarze Śląska byli po końcowym gwizdku na piedestale...
Co ciekawego
...bo Górnik po przerwie przeszedł prawdziwą metamorfozę. Jeśli w piłce nożnej zdarzają się cuda, to właśnie tego dokonał Nawałka. Od pierwszego gwizdka w drugiej części gry zabrzanie rzucili się do odrabiania strat i już po kilkudziesięciu sekundach "złapali" kontakt po bramce Radosława Sobolewskiego. Potem jeszcze kilka razy zmuszali oni wrocławian do rozpaczliwej defensywy. Kiedy na kwadrans przed końcem meczu Prejuce Nakoulma w bliźniaczych niemal sytuacjach z kilku metrów dwukrotnie trafił w bramkarza - wydawało się, że zabrzanom już nic nie pomoże.
A jednak pomógł nos Nawałki. Zmiany dokonane przez szkoleniowca sprawiły, że w doliczonym czasie gry najpierw na listę strzelców po sytuacji sam na sam wpisał się wprowadzony na boisko po przerwie Bartosz Iwan, któremu dogrywał - a jakże - wprowadzony na boisko po przerwie Wojciech Łuczak, a na kilkanaście sekund przed końcowym gwizdkiem odblokował się "Prezes" wprowadzając w euforię kibiców "Trójkolorowych". Jeśli tak ma grać kadra selekcjonera Nawałki - winien on dostać kontrakt na miarę Mortena Olsena w Danii. Bo motywować trener z Krakowa potrafi jak żaden inny fachowiec w Polsce.
Górnik Zabrze - Śląsk Wrocław 3-2 (0-2)
0-1 - Paixao, 20 min
0-2 - Paixao, 34 min
1-2 - Sobolewski, 49 min
2-2 - Iwan, 90 min
3-2 - Nakoulma, 90 min
Górnik: Steinbors - Olkowski, Szeweluchin (46. Gancarczyk), Pandża, Kosznik, Madej, Sobolewski, Mączyński (78. Iwan), Nakoulma, Przybylski, Zachara.
Trener Adam Nawałka.
Śląsk: Gikiewicz - Socha (79. Plaku), Pawelec, Kokoszka, Dudu, Ostrowski, Hołota (86. Patejuk), Kaźmierczak, Stevanović, Mila, Paixao.
Trener Stanislav Levy.
Żółte kartki: Kokoszka, Ostrowski, Stevanović.
Widzów: 3000.
Sędziował: Krzysztof Słupik (Siedlce).
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów