Górnik - Sandecja 1-0. "Mamy lidera, którego już nie oddamy!"
06.09.2009
Był ostatnim - no, może poza Nowakiem - piłkarzem Górnika, od którego kibice oczekiwali dziś bramki. A jednak to właśnie Michał Pazdan dał zabrzanom cenne trzy punkty. Kluczowym dla całej sytuacji było podanie wzdłuż bramki Pitrego, ale również... stały fragment gry, jaki poprzedził bramkową akcję. - Dobrze, że zaraz po wcześniejszej akcji nie wróciłem na własną połowę - uśmiechnął się bohater gospodarzy. Takiego instynktu brakowało już jego kolegom.
Może dlatego, że cały mecz stał pod znakiem szans graczy, którzy swoją robotę mają do wykonania przede wszystkim w destrukcji. I Strąk, i Magiera - będąc oko w oko z Różalskim - udowodnili... dlaczego nie zostali napastnikami. Na większą liczbę wypadów pod pole karne gości obaj nie mieli czasu, bo Sandecja wcale nie przyjechała po najniższy wymiar kary.
- Kto by nie przyjechał na Roosevelta, taka publiczność wyjątkowo go zmobilizuje. Trudno będzie zabrzanom wygrywać tu - przykładowo - czterema golami - wskazał obecny na trybunach Michał Probierz, trener Jagiellonii Białystok. A niewiele brakowało, by do zwycięstwa Górnika w ogóle nie doszło. W samej końcówce piłka po "główce" Ciosa trafiła w poprzeczkę!
- Źle rozegraliśmy tę końcówkę - przyznał Mariusz Przybylski. Ale mankamentów w postawie piłkarzy z Zabrza było więcej. - Zwłaszcza w pierwszej połowie koledzy z przednich formacji nie pomagali nam w tyłach. Przez to byliśmy za bardzo rozrzuceni - tłumaczył Sebastian Nowak. Tymczasem Sandecja nie jest chyba jeszcze zespołem, który takie braki potrafi wykorzystywać.
Dariusz Wójtowicz, trener przyjezdnych, przekonywał jednak, że jego podopieczni rywala się nie przestraszyli. - Taka po prostu była nasza taktyka. Z premedytacją oddaliśmy inicjatywę. Liczyliśmy na kontry - wyjaśniał. - Po stracie gola musieliśmy się już otworzyć. Widowisko sporo na tym zyskało - rzucił wracający na zabrzański obiekt Arkadiusz Aleksander.
Pod szatniami
Dariusz Gawęcki (pomocnik Sandecji): Zabrakło nam trochę szczęścia. Nie możemy tracić takich głupich bramek. Górnik nas niczym nie zaskoczył. Byliśmy równorzędnym przeciwnikiem. Remis byłby bardziej sprawiedliwym wynikiem.
Przemysław Kulig (obrońca Górnika): Najważniejsze są trzy punkty. Oczywiście można pomarudzić nad stylem, ale to my mieliśmy więcej klarownych sytuacji do zdobycia gola. Uważam, że w pełni zasłużyliśmy na zwycięstwo.
Arkadiusz Aleksander (napastnik Sandecji): Cieszę się, że kibice przyjęli mnie pozytywnie i pamiętali, że tutaj grałem. Byliśmy najbliżej zdobycia punktów na wyjeździe.
Michał Pazdan (obrońca Górnika): Przemek Pitry zagrał idealną piłkę i nie pozostało mi nic innego, jak wpakować ją do siatki. Radość jest podwójna, bo okazało się, że był to gol zwycięski. Mamy lidera, którego na pewno nie oddamy do końca rozgrywek.
Sebastian Nowak (bramkarz Górnika): Przy okazji, jaką Sandecja miała w końcówce, szczęście wyraźnie było przy nas. Do końca drżeliśmy o wynik.
Konferencja prasowa
Dariusz Wójtowicz (trener Sandecji): Dla nas sam przyjazd na teren klubu z tak wielkimi tradycjami był już wielkim wydarzeniem. Wolałbym mieć punkt, a być niezadowolonym z gry. A jest odwrotnie. Dziękuję moim zawodnikom za ich postawę. Jak na beniaminka, zaprezentowaliśmy się godnie. Górnik wygrał zasłużenie, ale my nie byliśmy zdecydowanie słabsi.
Ryszard Komornicki (trener Górnika): Moja drużyna musi się nauczyć grać pod ciśnieniem. Chłopcy się boją. To dla mnie przykre, ale zarazem i niezrozumiałe. Wszyscy nam mówią, że musimy awansować. Powtórzę raz jeszcze - my nie musimy, a chcemy to zrobić. Jeśli wygramy jeszcze 30 spotkań po 1-0, to wystarczy. Z punktów jestem zadowolony, z gry - nie. Z chęcią zobaczyłbym raz jeszcze sytuację, kiedy to sędzia podyktował rzut rożny, po którym goście trafili w poprzeczkę. Nie chcę nikogo obrażać, ale praca tego arbitra z gwizdaniem nie ma nic wspólnego.
Może dlatego, że cały mecz stał pod znakiem szans graczy, którzy swoją robotę mają do wykonania przede wszystkim w destrukcji. I Strąk, i Magiera - będąc oko w oko z Różalskim - udowodnili... dlaczego nie zostali napastnikami. Na większą liczbę wypadów pod pole karne gości obaj nie mieli czasu, bo Sandecja wcale nie przyjechała po najniższy wymiar kary.
- Kto by nie przyjechał na Roosevelta, taka publiczność wyjątkowo go zmobilizuje. Trudno będzie zabrzanom wygrywać tu - przykładowo - czterema golami - wskazał obecny na trybunach Michał Probierz, trener Jagiellonii Białystok. A niewiele brakowało, by do zwycięstwa Górnika w ogóle nie doszło. W samej końcówce piłka po "główce" Ciosa trafiła w poprzeczkę!
- Źle rozegraliśmy tę końcówkę - przyznał Mariusz Przybylski. Ale mankamentów w postawie piłkarzy z Zabrza było więcej. - Zwłaszcza w pierwszej połowie koledzy z przednich formacji nie pomagali nam w tyłach. Przez to byliśmy za bardzo rozrzuceni - tłumaczył Sebastian Nowak. Tymczasem Sandecja nie jest chyba jeszcze zespołem, który takie braki potrafi wykorzystywać.
Dariusz Wójtowicz, trener przyjezdnych, przekonywał jednak, że jego podopieczni rywala się nie przestraszyli. - Taka po prostu była nasza taktyka. Z premedytacją oddaliśmy inicjatywę. Liczyliśmy na kontry - wyjaśniał. - Po stracie gola musieliśmy się już otworzyć. Widowisko sporo na tym zyskało - rzucił wracający na zabrzański obiekt Arkadiusz Aleksander.
Pod szatniami
Dariusz Gawęcki (pomocnik Sandecji): Zabrakło nam trochę szczęścia. Nie możemy tracić takich głupich bramek. Górnik nas niczym nie zaskoczył. Byliśmy równorzędnym przeciwnikiem. Remis byłby bardziej sprawiedliwym wynikiem.
Przemysław Kulig (obrońca Górnika): Najważniejsze są trzy punkty. Oczywiście można pomarudzić nad stylem, ale to my mieliśmy więcej klarownych sytuacji do zdobycia gola. Uważam, że w pełni zasłużyliśmy na zwycięstwo.
Arkadiusz Aleksander (napastnik Sandecji): Cieszę się, że kibice przyjęli mnie pozytywnie i pamiętali, że tutaj grałem. Byliśmy najbliżej zdobycia punktów na wyjeździe.
Michał Pazdan (obrońca Górnika): Przemek Pitry zagrał idealną piłkę i nie pozostało mi nic innego, jak wpakować ją do siatki. Radość jest podwójna, bo okazało się, że był to gol zwycięski. Mamy lidera, którego na pewno nie oddamy do końca rozgrywek.
Sebastian Nowak (bramkarz Górnika): Przy okazji, jaką Sandecja miała w końcówce, szczęście wyraźnie było przy nas. Do końca drżeliśmy o wynik.
Konferencja prasowa
Dariusz Wójtowicz (trener Sandecji): Dla nas sam przyjazd na teren klubu z tak wielkimi tradycjami był już wielkim wydarzeniem. Wolałbym mieć punkt, a być niezadowolonym z gry. A jest odwrotnie. Dziękuję moim zawodnikom za ich postawę. Jak na beniaminka, zaprezentowaliśmy się godnie. Górnik wygrał zasłużenie, ale my nie byliśmy zdecydowanie słabsi.
Ryszard Komornicki (trener Górnika): Moja drużyna musi się nauczyć grać pod ciśnieniem. Chłopcy się boją. To dla mnie przykre, ale zarazem i niezrozumiałe. Wszyscy nam mówią, że musimy awansować. Powtórzę raz jeszcze - my nie musimy, a chcemy to zrobić. Jeśli wygramy jeszcze 30 spotkań po 1-0, to wystarczy. Z punktów jestem zadowolony, z gry - nie. Z chęcią zobaczyłbym raz jeszcze sytuację, kiedy to sędzia podyktował rzut rożny, po którym goście trafili w poprzeczkę. Nie chcę nikogo obrażać, ale praca tego arbitra z gwizdaniem nie ma nic wspólnego.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów