Górnik - Motor 2-1. Pokazali wreszcie, że mają charakter
26.09.2009
Sytuacjami, które stworzyli sobie zabrzanie, można by śmiało obdzielić trzy ostatnie ich spotkania. Hat tricka spokojnie skompletować powinien Besta, a na liście strzelców mogli zapisać się Madejski, Magiera, Szczot i Bonin. Unieśli ręce w górę w geście triumfu jedynie... pierwszy i ostatni z wymienionych.
Po trzech kwadransach można było zastanawiać się, czy oficjalnym napojem Górnika nie powinna stać się... melisa. Gospodarzom na drodze stawała albo konstrukcja bramki, albo golkiper lublinian, czy też obrońca, który z linii wybił futbolówkę po lobie Szczota. Tymczasem to goście niespodziewanie objęli prowadzenie! Gol padł po strzale z rzutu wolnego Maciejewskiego. Nie bez winy był w tej sytuacji Sebastian Nowak. - Zawodnik gości nie powinien zdobyć gola. Zrobiłem ruch do środka, a piłka poleciała w drugą stronę. To był ewidentnie mój błąd - przyznał bramkarza gospodarzy.
Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Miejscowi niesieni fantastycznym dopingiem swoich fanów dopięli wreszcie swego. Piłkę do siatki w zamieszaniu podbramkowym wepchnął Alesz Besta. - Pierwszy strzał jeszcze udało mi się odbić. Później ktoś na mnie wpadł... Dlatego nie mogłem skutecznie interweniować. Arbiter powinien odgwizdać rzut wolny! - twierdził Robert Mioduszewski, bramkarz Motoru.
Ostatnie słowo ponownie należało do zabrzan. Na uderzenie zza pola karnego zdecydował się Bonin i na sekundy przed końcem meczu stadion przy Roosevelta eksplodował. - Chwała, że udało nam się zwyciężyć. Sądzę, że był to pojedynek na przełamanie - cieszył się kapitan miejscowych, Grzegorz Bonin, który w nagrodę za "piłkę meczową" odebrał okazałego indora. - Wymieniliśmy po spotkaniu kilka zdań i Grzesiek przyznał, że nie do końca chciał uderzyć tam, gdzie wpadła piłka - dodał Mioduszewski.
Pod szatniami
Alesz Besta (napastnik Górnika): Bramkarz gości odbił mi piłkę wprost pod nogi. Musiałem wepchnąć ją do siatki. Żałuję wykorzystanych okazji, ale tę najważniejszą bramkę udało się zdobyć.
Damian Falisiewicz (obrońca Motoru): Pierwsza połowa była bardziej wyrównana. Mimo że publiczność była od przeciwnika, świetnie nam się występowało przed tak żywo reagującymi kibicami.
Sebastian Nowak (bramkarz Górnika): Dzisiaj nasze akcje się zazębiały. Szkoda tylko, że była do końca taka nerwówka. Za tydzień już nikt o tych niewykorzystanych sytuacjach nie będzie pamiętał. Najważniejsze są punkty.
Konferencja prasowa
Mirosław Kosowski (trener Motoru): Zagraliśmy naprawdę dobre spotkanie. Górnik zaprezentował się dziś bardzo dobrze. Ze wszystkich dotychczasowych spotkań była to najmocniejsza drużyna. Tym bardziej jestem dumny ze swoich zawodników, że dotrzymywaliśmy kroku rywalowi. Zagraliśmy zgodnie z naszymi oczekiwaniami, ale tego dnia zabrzanie byli za mocni.
Ryszard Komornicki (trener Górnika): Nie był to łatwy pojedynek. Jeśli się nie wykorzystuje tylu sytuacji podbramkowych, to ciężko o wyższy wynik. Chciałbym pochwalić moich piłkarzy za zaangażowanie i ambicje. Zespół pokazał charakter, szkoda, że nie udało się zdobyć kilku bramek więcej. Chciałem podziękować kibicom. Jeśli dalej będą nas tak wspierać, to na pewno sobie poradzimy.
Po trzech kwadransach można było zastanawiać się, czy oficjalnym napojem Górnika nie powinna stać się... melisa. Gospodarzom na drodze stawała albo konstrukcja bramki, albo golkiper lublinian, czy też obrońca, który z linii wybił futbolówkę po lobie Szczota. Tymczasem to goście niespodziewanie objęli prowadzenie! Gol padł po strzale z rzutu wolnego Maciejewskiego. Nie bez winy był w tej sytuacji Sebastian Nowak. - Zawodnik gości nie powinien zdobyć gola. Zrobiłem ruch do środka, a piłka poleciała w drugą stronę. To był ewidentnie mój błąd - przyznał bramkarza gospodarzy.
Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Miejscowi niesieni fantastycznym dopingiem swoich fanów dopięli wreszcie swego. Piłkę do siatki w zamieszaniu podbramkowym wepchnął Alesz Besta. - Pierwszy strzał jeszcze udało mi się odbić. Później ktoś na mnie wpadł... Dlatego nie mogłem skutecznie interweniować. Arbiter powinien odgwizdać rzut wolny! - twierdził Robert Mioduszewski, bramkarz Motoru.
Ostatnie słowo ponownie należało do zabrzan. Na uderzenie zza pola karnego zdecydował się Bonin i na sekundy przed końcem meczu stadion przy Roosevelta eksplodował. - Chwała, że udało nam się zwyciężyć. Sądzę, że był to pojedynek na przełamanie - cieszył się kapitan miejscowych, Grzegorz Bonin, który w nagrodę za "piłkę meczową" odebrał okazałego indora. - Wymieniliśmy po spotkaniu kilka zdań i Grzesiek przyznał, że nie do końca chciał uderzyć tam, gdzie wpadła piłka - dodał Mioduszewski.
Pod szatniami
Alesz Besta (napastnik Górnika): Bramkarz gości odbił mi piłkę wprost pod nogi. Musiałem wepchnąć ją do siatki. Żałuję wykorzystanych okazji, ale tę najważniejszą bramkę udało się zdobyć.
Damian Falisiewicz (obrońca Motoru): Pierwsza połowa była bardziej wyrównana. Mimo że publiczność była od przeciwnika, świetnie nam się występowało przed tak żywo reagującymi kibicami.
Sebastian Nowak (bramkarz Górnika): Dzisiaj nasze akcje się zazębiały. Szkoda tylko, że była do końca taka nerwówka. Za tydzień już nikt o tych niewykorzystanych sytuacjach nie będzie pamiętał. Najważniejsze są punkty.
Konferencja prasowa
Mirosław Kosowski (trener Motoru): Zagraliśmy naprawdę dobre spotkanie. Górnik zaprezentował się dziś bardzo dobrze. Ze wszystkich dotychczasowych spotkań była to najmocniejsza drużyna. Tym bardziej jestem dumny ze swoich zawodników, że dotrzymywaliśmy kroku rywalowi. Zagraliśmy zgodnie z naszymi oczekiwaniami, ale tego dnia zabrzanie byli za mocni.
Ryszard Komornicki (trener Górnika): Nie był to łatwy pojedynek. Jeśli się nie wykorzystuje tylu sytuacji podbramkowych, to ciężko o wyższy wynik. Chciałbym pochwalić moich piłkarzy za zaangażowanie i ambicje. Zespół pokazał charakter, szkoda, że nie udało się zdobyć kilku bramek więcej. Chciałem podziękować kibicom. Jeśli dalej będą nas tak wspierać, to na pewno sobie poradzimy.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów