- Górnik ma tydzień czasu. Potem idziemy do sądu - mówią w Bytomiu
03.08.2010
Pat - tak najdelikatniej można określić sytuację w trójkącie Mateusz Kamiński - Polonia Bytom - Górnik Zabrze. Jak już pisaliśmy, zawodnik od kilku tygodni trenuje indywidualnie i póki co nie widać szans, by bieganie po parku i jazdę na rowerze zamienił na profesjonalne treningi z którymś z klubów. Nie pomogły nawet jego dzisiejsze rozmowy z działaczami Polonii. - W Bytomiu mówią, że jestem piłkarzem Górnika. Usłyszałem, że jeśli chcę z kimś trenować, to mam skontaktować się z ludźmi z Zabrza - relacjonuje Kamiński. - Problem w tym, że nie porozumiałem się z zabrzanami w sprawie swojego kontraktu. Tak na chłopski rozum, nie jestem więc ich zawodnikiem, a dalej pozostaję graczem Polonii - zauważa 22-latek.
Do władz klubu z Olimpijskiej taka argumentacja zupełnie jednak nie trafia. - To, że Mateusz na Roosevelta się nie dogadał, nie ma żadnego znaczenia. Ważne, że spełnione zostały warunki, które zobowiązują drugą stronę do wykupienia zawodnika - przekonuje Wojciech Rudnicki, wiceprezes bytomian. - W zimie ustaliliśmy z Górnikiem, że dojdzie do transferu definitywnego, jeśli awansują do ekstraklasy, a potem otrzymają licencję na występy w niej - dodaje.
Tyle że Górnik już jakiś czas temu zapowiedział, że "Kamyka" u siebie nie widzi. I nic nie wskazuje na to, by zdanie zmienił. A skoro tak, to Polonia już przygotowuje się do skierowania sprawy do Piłkarskiego Sądu Polubownego. - Zabrzanie mają jeszcze tydzień czasu - oznajmia Rudnicki, który jest wręcz pewny, że umówiona wcześniej kwota prędzej czy później na Olimpijską wpłynie. - Górnik stosuje dziwne metody. Tymczasem przepisy są jasne i nie można ich interpretować pod siebie. Wyrok może być tylko jeden - korzystny dla nas - stwierdza.
Ale to nie koniec. Możliwość skierowania sprawy do PZPN-u rozważa również Kamiński. - Muszę dokładnie przeanalizować całą tę sytuację od strony prawnej, by przekonać się, czy mam podstawy, aby wnioskować o rozwiązanie umowy z Polonią. Klub po prostu uniemożliwia mi wykonywanie zawodu - zaznacza młody obrońca.
Do władz klubu z Olimpijskiej taka argumentacja zupełnie jednak nie trafia. - To, że Mateusz na Roosevelta się nie dogadał, nie ma żadnego znaczenia. Ważne, że spełnione zostały warunki, które zobowiązują drugą stronę do wykupienia zawodnika - przekonuje Wojciech Rudnicki, wiceprezes bytomian. - W zimie ustaliliśmy z Górnikiem, że dojdzie do transferu definitywnego, jeśli awansują do ekstraklasy, a potem otrzymają licencję na występy w niej - dodaje.
Tyle że Górnik już jakiś czas temu zapowiedział, że "Kamyka" u siebie nie widzi. I nic nie wskazuje na to, by zdanie zmienił. A skoro tak, to Polonia już przygotowuje się do skierowania sprawy do Piłkarskiego Sądu Polubownego. - Zabrzanie mają jeszcze tydzień czasu - oznajmia Rudnicki, który jest wręcz pewny, że umówiona wcześniej kwota prędzej czy później na Olimpijską wpłynie. - Górnik stosuje dziwne metody. Tymczasem przepisy są jasne i nie można ich interpretować pod siebie. Wyrok może być tylko jeden - korzystny dla nas - stwierdza.
Ale to nie koniec. Możliwość skierowania sprawy do PZPN-u rozważa również Kamiński. - Muszę dokładnie przeanalizować całą tę sytuację od strony prawnej, by przekonać się, czy mam podstawy, aby wnioskować o rozwiązanie umowy z Polonią. Klub po prostu uniemożliwia mi wykonywanie zawodu - zaznacza młody obrońca.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów