Górnik - ŁKS 1-1. Strąk pięknym uderzeniem uratował punkt
10.10.2009
Górnik dwukrotnie miał szansę objąć prowadzenie. Najpierw strzał głową Pitrego instynktownie chwycił Wyparło, a później "Bodzia W." wyręczył Adamski, wybijając piłkę z linii bramkowej po próbie Bonina. Łodzianie nastawili się na grę z kontry, ale w odróżnieniu od swoich rywali, zachowywali więcej zimnej krwi pod bramką przeciwnika. Już w pierwszej akcji nieznacznie pomylił się Klepczarek. Nowak skapitulował pół godzinie później. Uderzył Mowlik, a Nowak tak niefortunnie odbił futbolówkę, że ta trafiła pod nogi dobrze ustawionego Świątka. - Przy straconym golu powinienem zachować się zdecydowanie lepiej i odbić piłkę do boku, jednak ta nabrała bardzo dziwnej rotacji. To był mój błąd - przyznał golkiper zabrzan.
Po przerwie szkoleniowiec miejscowych wprowadził w bój drugiego napastnika. Jednak Besta w meczowym protokole zapisał się jedynie dzięki żółtej kartce i po kwadransie - na skutek kontuzji - musiał opuścić murawę. Tymczasem schowani za podwójną gardą przyjezdni ograniczali się do groźnych kontrataków. Po jednym z nich, Mowlik mógł dobić zabrzan, ale mając przed sobą pustą bramkę, nie potrafił umieścić piłki w siatce. - Górnik przeważał, ale tylko do 30 metra. My z kolei bardzo dobrze kontrowaliśmy i tylko sami sobie jesteśmy winni, że nie podwyższyliśmy prowadzenia - z żalem stwierdził Tomasz Hajto, obrońca ŁKS-u.
Górnicy postawili wszystko na jedną kartę i przez ostatnie dziesięć minut nie schodzili z połowy łodzian. Opłaciło się! Niesieni okrzykiem z trybun - "gramy do końca" - miejscowi dostosowali się do apelu kibiców i za sprawą Strąka i jego strzału-marzenie, doprowadzili do wyrównania. - Mogę mieć pretensje sam do siebie, bo miałem dobrą okazję, by podwyższyć rezultat. Byliśmy przygotowani na to, co prezentował rywal. Wiedzieliśmy też, że jak dobrze ustawimy się w defensywie, to będą ryzykować długimi piłkami do napastników. Przynosiło nam to efekt. Szkoda, że jedynie do 89. minuty - rozkładał ręce Łukasz Gikiewicz, napastnik gości.
Konferencja prasowa
Grzegorz Wesołowski (trener ŁKS-u): Jechaliśmy do Zabrza po jakąkolwiek zdobycz punktową, ale sztuką jest, że tego spotkania nie wygraliśmy. Naliczyłem pięć klarownych sytuacji, po których powinny paść bramki. Kapitalny strzał Strąka sprawił, że ten mecz tylko zremisowaliśmy. Pozostaje duży niedosyt.
Ryszard Komornicki (trener Górnika): Remis można uznać za szczęśliwy, jeśli strzela się bramkę tuż przed końcem meczu. Wiedzieliśmy, że ŁKS będzie na własnej połowie czekał na kontry. Błędy, jakie zostały popełnione przy bramce, nie mogą nam się zdarzać.
Po przerwie szkoleniowiec miejscowych wprowadził w bój drugiego napastnika. Jednak Besta w meczowym protokole zapisał się jedynie dzięki żółtej kartce i po kwadransie - na skutek kontuzji - musiał opuścić murawę. Tymczasem schowani za podwójną gardą przyjezdni ograniczali się do groźnych kontrataków. Po jednym z nich, Mowlik mógł dobić zabrzan, ale mając przed sobą pustą bramkę, nie potrafił umieścić piłki w siatce. - Górnik przeważał, ale tylko do 30 metra. My z kolei bardzo dobrze kontrowaliśmy i tylko sami sobie jesteśmy winni, że nie podwyższyliśmy prowadzenia - z żalem stwierdził Tomasz Hajto, obrońca ŁKS-u.
Górnicy postawili wszystko na jedną kartę i przez ostatnie dziesięć minut nie schodzili z połowy łodzian. Opłaciło się! Niesieni okrzykiem z trybun - "gramy do końca" - miejscowi dostosowali się do apelu kibiców i za sprawą Strąka i jego strzału-marzenie, doprowadzili do wyrównania. - Mogę mieć pretensje sam do siebie, bo miałem dobrą okazję, by podwyższyć rezultat. Byliśmy przygotowani na to, co prezentował rywal. Wiedzieliśmy też, że jak dobrze ustawimy się w defensywie, to będą ryzykować długimi piłkami do napastników. Przynosiło nam to efekt. Szkoda, że jedynie do 89. minuty - rozkładał ręce Łukasz Gikiewicz, napastnik gości.
Konferencja prasowa
Grzegorz Wesołowski (trener ŁKS-u): Jechaliśmy do Zabrza po jakąkolwiek zdobycz punktową, ale sztuką jest, że tego spotkania nie wygraliśmy. Naliczyłem pięć klarownych sytuacji, po których powinny paść bramki. Kapitalny strzał Strąka sprawił, że ten mecz tylko zremisowaliśmy. Pozostaje duży niedosyt.
Ryszard Komornicki (trener Górnika): Remis można uznać za szczęśliwy, jeśli strzela się bramkę tuż przed końcem meczu. Wiedzieliśmy, że ŁKS będzie na własnej połowie czekał na kontry. Błędy, jakie zostały popełnione przy bramce, nie mogą nam się zdarzać.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów