Górnik - KSZO 3-1. Zawodnicy zabrzan "z innej bajki"?

03.08.2009
Długo zabrzanie wrzucali trzeci bieg, ale kiedy wreszcie to zrobili, KSZO nie miało zbyt wiele do powiedzenia. Ryszard Komornicki powrócił na ławkę Górnika, a jego zawodnicy pewnie wygrali.
Przez pierwsze 20 minut kibice, którzy w komplecie wypełnili trybuny na obiekcie przy Roosevelta, przecierali oczy, bowiem to beniaminek I ligi dyktował warunki. Miejscowi grali natomiast jak sparaliżowani. - Chcieliśmy zaatakować od samego początku, ale bardzo źle się przesuwaliśmy. Straciliśmy bramkę i zrobiło się trochę nerwowo - przyznał kapitan Górnika, Grzegorz Bonin.

Na listę strzelców wpisał się Robaszek i dopiero od tego momentu "Trójkolorowi" zaczęli się rozkręcać. Z minuty na minutę ich przewaga rosła, ale brakowało skuteczności. Najpierw strzałem głową nieznacznie pomylił się Jarka, a następnie sytuację sam na sam zmarnował Szczot. Chwilę później do wyrównania doprowadził ten pierwszy, celną "główką" z bliskiej odległości. - Cieszę się, że strzeliłem gola w najtrudniejszym momencie. Wtedy dopiero dostaliśmy wiatru w żagle. KSZO nie było już nas w stanie zatrzymać - komentował napastnik miejscowych.  Zabrzanie faktycznie poszli za ciosem i prowadzenie objęli po ładnym lobie Bonina nad bramkarzem. - Wychodziliśmy we trzech na golkipera, ale od razu wiedziałem, że będę strzelał. Przy podaniu zawsze jest ryzyko, że zostanie odgwizdany spalony. Szacunek dla nas, że po kiepskim początku podnieśliśmy się - cieszył się skrzydłowy.

Druga połowa to już zdecydowana dominacja Górnika. Zabrzanie marnowali jednak jedną wyborną okazję za drugą. Rezultat podwyższył wreszcie Szczot, pakując piłkę do siatki z najbliższej odległości. - On do tej ligi pasuje jak kwiatek do kożucha. To piłkarz z innej bajki i było to dziś widać - komplementował gracza gospodarzy trener KSZO, Robert Kasperczyk.

"Trójkolorowi" mieli jeszcze okazje do podwyższenia rezultatu, ale gole już nie padły. - Mecz miał dwa oblicza. Do strzelenia pierwszego gola i po nim. Mamy szczęście, że nie wyjeżdżamy do Ostrowca z bagażem sześciu, czy siedmiu goli - podsumował Michał Wróbel, rezerwowy golkiper gości, który przed laty bronił barw Górnika.

Pod szatniami

Dawid Jarka (napastnik Górnika): Jestem na siebie bardzo zły, bo muszę wykorzystywać takie sytuacje, jakie miałem dziś. W kolejnych meczach mogą one decydować o punktach. Choć patrząc na to z drugiej strony, może dobrze, że się dzisiaj nie wystrzelałem. Liczę, że będę trafiał regularnie.

Waldemar Sotnicki (bramkarz KSZO): Przespaliśmy końcówkę pierwszej połowy. Szkoda, bo mogliśmy dowieźć prowadzenie do przerwy. W drugich 45 minutach musieliśmy odrabiać, ale Górnik zagrał znacznie lepiej. Trzeci gol nas już dobił. Uważam, że na tym stadionie będzie bardzo trudno sięgać wszystkim zespołom po punkty.

Sebastian Nowak (bramkarz Górnika): Jeśli chodzi o sytuację, w której straciliśmy bramkę, to na pewno będziemy ją analizować. Nie możemy dopuścić, by powtórzyła się ona w przyszłości.

Hubert Robaszek (pomocnik KSZO): Zakładaliśmy, że swój styl będziemy prezentować nie przez pół godziny, a cały mecz. Górnik przewyższał nas dzisiaj przede wszystkim kulturą gry. Przy takiej publiczności aż chce się wychodzić na boisko. Nawet na wyjeździe.

Robert Szczot
(pomocnik Górnika): Nie zgodzę się, że pierwsza połowa w naszym wykonaniu była słaba. Mimo, że straciliśmy gola, stwarzaliśmy sobie sytuacje bramkowe. KSZO chociaż jest tylko beniaminkiem, pokazało, że ma w swoich szeregach bardzo dobrych zawodników.

Konferencja prasowa

Robert Kasperczyk (trener KSZO): Szczot i Madejski to zawodnicy z innej bajki i pasują do tej ligi jak "kwiatek do kożucha". Pokazali, że drzemią w nich ogromne możliwości. Górnik po przerwie grał dokładnie tak, jak my zakładaliśmy w szatni.

Ryszard Komornicki (trener Górnika): Towarzyszyło nam dziś olbrzymie napięcie, co było widać w początkowych fragmentach spotkania. Byliśmy zaskoczeni grą KSZO, z którym baliśmy się rywalizować w pojedynkach jeden na jeden. Stracona bramka podziałała na nas mobilizująco. Z kolei nasze drugie trafienie wprowadziło spokój w grze.
autor: Sebastian Skierski, Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również