Górnik - GKS Katowice 2-1. "Mecz przyjaźni" dla zabrzan

12.07.2014
Mimo że do przerwy to GKS Katowice prowadził przy Roosevelta, to jednak Górnik Zabrze zwyciężył po golach Oleksandra Szeweluchina i Rafała Kosznika. Dla GieKSy trafienie zaliczył Piotr Ceglarz.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Do ustawienia z trójką obrońców kibice Górnika zdążyli się już przyzwyczaić, więc większym zaskoczeniem dla zgromadzonej publiczności mógł być występ kapitana Adama Dancha w pomocy. W ataku grał Mateusz Zachara, który miał ostatnio drobne problemy zdrowotne. Zabrakło za to kontuzjowanego Bartosza Iwana. Z kolei w kadrze meczowej GieKSy nie było Przemysława Pitrego.

W pierwszej połowie optyczną przewagę mieli zabrzanie, jednak z ich ataków kompletnie nic nie wynikało. Najlepszą sytuacją Górnika była akcja, po której... nie było uderzenia na bramkę. Z prawej strony przedzierał się Zachara, który dośrodkował w pole karne, gdzie był Rafał Kurzawa, ten jednak nie trafił w piłkę. Kilka minut później, Aleksander Januszkiewicz wywalczył dla katowiczan rzut rożny, po którym Piotr Ceglarz wykorzystał gapiostwo obrońców i wpakował piłkę do siatki. Było to jedyne zagrożenie przed przerwą pod bramką Pavelsa Steinborsa.

Drugą część gry wybornie rozpoczęli zabrzanie. Kilka minut po wznowieniu spotkania, gola po centrze z rzutu rożnego mógł zdobyć Danch, który jednak w porę nie opanował piłkę i musiał odegrać do Oleksandra Szeweluchina. Obrońca uderzeniem - nieco szczęśliwym - głową doprowadził do wyrównania. Nie minęło nawet 10 minut, gdy zabrzanie wyszli na prowadzenie. Po ładnym zagraniu Łukasza Madeja, efektowną podcinką nad bramkarzem popisał się Rafał Kosznik.

GieKSa miała dobrą okazję do wyrównania, ale uderzenie głową Kamila Cholerzyńskiego świetnie obronił Steinbors. W odpowiedzi Maciej Mańka, po zagraniu Madeja, trafił w słupek.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również