Górnik - Dolcan 1-2. Zabrzanie grali tylko przez pierwsze 20 minut
24.10.2009
Kibice zgromadzeni przy Roosevelta już od samego początku mogli odczuwać zadowolenie. Górnik szybko rzucił się na rywala i już po kilku minutach mogło by po meczu. Najpierw po dwójkowej akcji Szczota z Gorawskim, ten pierwszy dośrodkował wprost na głowę Jarki, który z pięciu metrów przeniósł piłką nad poprzeczką. Jednak już minutę później gospodarze dopięli swego. Przybylski obsłużył prostopadłym podaniem Szczota, a ten ograł obrońcę Dolcanu i pewnym strzałem w krótki róg dał prowadzenie zabrzanom.
Niewiele brakowało, a chwilę później Misztal musiałby wyciągać piłkę z siatki po raz kolejny. Jarka otrzymał doskonałe podanie i mając przed sobą tylko bramkarza gości nie zdołał go pokonać. - Gdyby podał do niepilnowanego Gorawskiego, to ten spokojnie trafiłby do pustej bramki. Wówczas przeciwnik już by się nie podniósł - irytował się Ryszard Komornicki, szkoleniowiec Górnika. Goście ograniczali się tylko do strzałów z daleka, a te były albo zbyt słabe, albo przelatywały w bezpiecznej odległości od bramki gospodarzy. - Ponownie źle zaczęliśmy spotkanie. Całkowicie oddaliśmy inicjatywę. W przerwie dokonaliśmy kilku korekt i spokojnie wytłumaczyłem zawodnikom na czym polegały ich błędy - z zadowoleniem podkreślał Marcin Sasal, trener Dolcanu.
Efekt? Piorunujący! W drugiej połowie na murawie rządzili już tylko goście. Zaczęło się dość niewinnie. Arbiter podyktował rzut wolny w odległości około 25 metrów od bramki Górnika. Do piłki podszedł Korkuć i ta po chwili zatrzepotała w siatce obok zdezorientowanego Nowaka. - To był rykoszet. Piłka odbiła się od jednego z zawodników w murze i kompletnie mnie zmyliła - tłumaczył Sebastian Nowak, bramkarz gospodarzy.
Nie minęło kilka minut, a w Zabrzu zapanowała jeszcze większa konsternacja. Pazdan tak niefortunnie wybijał futbolówkę, że ta po odbiciu od zawodnika gości trafiła do niepilnowanego Tataja. Napastnik gości będąc w sytuacji sam na sam z golkiperem zabrzan nie pomylił się i dał swojej drużynie prowadzenie. - Szybko wyszedłem z bramki, ale rywal okazał się sprytniejszy i przelobował mnie - rozkładał bezradnie ręce Nowak. Po chwili Dolcan mógł dobić Górnika. Lech minął już bramkarza, ale z ostrego kąta trafił tylko w poprzeczkę.
Gospodarze próbowali odrobić straty, ale przypominało to raczej waleniem głową w mur. - Bramki przeciwnika podcięły nam skrzydła. Do końca meczu nie pozostało już wiele i stąd staraliśmy się grać długą piłką. Nie stworzyliśmy sobie już jednak dobrych okazji do wyrównania - zakończył Robert Szczot, autor honorowego trafienia dla zabrzan.
Konferencja prasowa
Marcin Sasal (trener Dolcanu): Gdyby Górnik wykorzystał okazje z początku spotkania, to przekreśliłby nasze szanse na dobry rezultat. Cieszy mnie skuteczność, bo okazji było niewiele. Dobrze graliśmy krótkimi podaniami. W końcówce cofnęliśmy się i stąd Górnik uzyskał lekką przewagę. Długo czekaliśmy na wyjazdowe zwycięstwo, a że stało się to jeszcze w takim miejscu jak Zabrze, to radość jest podwójna.
Ryszard Komornicki (trener Górnika): Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu dosyć dobra. Szybko strzeliliśmy bramkę i wszystko wskazywało na to, że padną kolejne. Przy pierwszej bramce dla Dolcanu, to chyba tylko sędzia widział przewinienie. Dziwi mnie to, że spotkanie sędziuje arbiter, który jest z tego samego regionu, co jeden z zespołów. Pretensje musimy mieć jednak przede wszystkim do siebie, bo zrobiliśmy za mało, by wygrać mecz.
Niewiele brakowało, a chwilę później Misztal musiałby wyciągać piłkę z siatki po raz kolejny. Jarka otrzymał doskonałe podanie i mając przed sobą tylko bramkarza gości nie zdołał go pokonać. - Gdyby podał do niepilnowanego Gorawskiego, to ten spokojnie trafiłby do pustej bramki. Wówczas przeciwnik już by się nie podniósł - irytował się Ryszard Komornicki, szkoleniowiec Górnika. Goście ograniczali się tylko do strzałów z daleka, a te były albo zbyt słabe, albo przelatywały w bezpiecznej odległości od bramki gospodarzy. - Ponownie źle zaczęliśmy spotkanie. Całkowicie oddaliśmy inicjatywę. W przerwie dokonaliśmy kilku korekt i spokojnie wytłumaczyłem zawodnikom na czym polegały ich błędy - z zadowoleniem podkreślał Marcin Sasal, trener Dolcanu.
Efekt? Piorunujący! W drugiej połowie na murawie rządzili już tylko goście. Zaczęło się dość niewinnie. Arbiter podyktował rzut wolny w odległości około 25 metrów od bramki Górnika. Do piłki podszedł Korkuć i ta po chwili zatrzepotała w siatce obok zdezorientowanego Nowaka. - To był rykoszet. Piłka odbiła się od jednego z zawodników w murze i kompletnie mnie zmyliła - tłumaczył Sebastian Nowak, bramkarz gospodarzy.
Nie minęło kilka minut, a w Zabrzu zapanowała jeszcze większa konsternacja. Pazdan tak niefortunnie wybijał futbolówkę, że ta po odbiciu od zawodnika gości trafiła do niepilnowanego Tataja. Napastnik gości będąc w sytuacji sam na sam z golkiperem zabrzan nie pomylił się i dał swojej drużynie prowadzenie. - Szybko wyszedłem z bramki, ale rywal okazał się sprytniejszy i przelobował mnie - rozkładał bezradnie ręce Nowak. Po chwili Dolcan mógł dobić Górnika. Lech minął już bramkarza, ale z ostrego kąta trafił tylko w poprzeczkę.
Gospodarze próbowali odrobić straty, ale przypominało to raczej waleniem głową w mur. - Bramki przeciwnika podcięły nam skrzydła. Do końca meczu nie pozostało już wiele i stąd staraliśmy się grać długą piłką. Nie stworzyliśmy sobie już jednak dobrych okazji do wyrównania - zakończył Robert Szczot, autor honorowego trafienia dla zabrzan.
Konferencja prasowa
Marcin Sasal (trener Dolcanu): Gdyby Górnik wykorzystał okazje z początku spotkania, to przekreśliłby nasze szanse na dobry rezultat. Cieszy mnie skuteczność, bo okazji było niewiele. Dobrze graliśmy krótkimi podaniami. W końcówce cofnęliśmy się i stąd Górnik uzyskał lekką przewagę. Długo czekaliśmy na wyjazdowe zwycięstwo, a że stało się to jeszcze w takim miejscu jak Zabrze, to radość jest podwójna.
Ryszard Komornicki (trener Górnika): Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu dosyć dobra. Szybko strzeliliśmy bramkę i wszystko wskazywało na to, że padną kolejne. Przy pierwszej bramce dla Dolcanu, to chyba tylko sędzia widział przewinienie. Dziwi mnie to, że spotkanie sędziuje arbiter, który jest z tego samego regionu, co jeden z zespołów. Pretensje musimy mieć jednak przede wszystkim do siebie, bo zrobiliśmy za mało, by wygrać mecz.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów