"Górale" mieli problemy z dojazdem. "Jest wiele do zrobienia"

06.04.2011
- Nasz dojazd na stadion przy Bułgarskiej wyglądał, jak kabaret na dobrym poziomie - mówił przed meczem z Lechem Poznań Robert Kasperczyk, trener Podbeskidzia Bielsko-Biała. Co było powodem?
Gospodarze myśleli, że bielszczanie się przestraszyli i nie przyjechali, bo ci pojawili się na stadionie w Poznaniu później niż planowali. A wszystko przez brak odpowiedniej infrastruktury... - Stadion już teraz stał się wizytówką nie tylko stolicy Wielkopolski, ale też Polski. Jednak wokół niego jest jeszcze sporo do zrobienia. Wszystko jest rozkopane, nieoznakowane, mieliśmy problemy ze zwężeniami i utknęliśmy w korkach. Myślę, że do Euro zdążą to poprawić - opowiadał Sławomir Cienciała, kapitan bielszczan.

Podbeskidzie pokazało poznaniakom, że nie tylko się nie przestraszyło, ale wyszło na boisko bez najmniejszych kompleksów. - Jest jakaś taka wewnętrzna radość i duma z tego, że przyjeżdżamy na stadion aktualnego mistrza Polski i wywozimy z tego terenu wynik, który jak na razie nas premiuje. Ale z hurraoptymizmem bym się wstrzymał - przestrzega prawy obrońca.

Co warte uwagi, Podbeskidzie nie wystąpiło w Poznaniu w najsilniejszym składzie, bowiem trener oszczędził kilku zawodników na niedzielny arcyważny wyjazdowy mecz z ŁKS-em Łódź. W Bielsku-Białej pozostali m.in. Maciej Rogalski i Robert Demjan. - I to jest właśnie piękne. Trener zawsze podkreśla, że nie gra tylko 11 zawodników, liczy się też to, jakich mamy zmienników. Wstawienie tej "świeżej krwi" na Lechu absolutnie nie obniżyło poziomu, więc dobór składu to ze strony Roberta Kasperczyka świetna sprawa - chwalił Sławomir Cienciała.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również