GKS Tychy - Radzionków 0-2. Nie zabrakło akcji "palce lizać"
08.05.2010
Pierwsza dotyczyła sytuacji z 68. minuty, gdy Ruch prowadził 1-0, a jego bramkarz - Seweryn Kiełpin, faulował w polu karnym Krzysztofa Bizackiego. Sędzia oczywiście wskazał na "wapno", ale z kieszonki wyciągnął tylko żółtą kartkę. - Sędzia miał prawo gwizdnąć, ale czy to była czerwona kartka? Nie podciąłem Bizackiego tak mocno, jak to mogło wyglądać. On szukał kontaktu ze mną - bronił się Kiełpin.
Bramkarz "Cidrów" chwilę później odetchnął z ulgą, bo Damian Furczyk - rozgrywający generalnie bardzo dobre zawody - trafił tylko w poprzeczkę. - To był momenty przełomowy. Nie chcę polemizować, czy była żółta, czy czerwona kartka. Trzeba było po prostu strzelić "jedenastkę". Gdyby się udało, dodałoby to nam wiary, że możemy uzyskać korzystny wynik. Szczególnie, że na początku drugiej połowy byliśmy zespołem lepszym - ocenił Mirosław Smyła, trener GKS-u.
Słusznie, bo jego zawodnicy w tej części spotkania stworzyli kilka groźnych sytuacji. - Mieliśmy trochę perypetii. Jacek Wiśniewski musiał opuścić boisko, podejrzewamy u niego nawet złamanie żeber. Męczyliśmy się bez niego w tyłach - tłumaczył trener Rafał Górak. Na kłopoty? Ten, który najczęściej ratował "Cidry" wiosną. Dawid Jarka po raz trzeci w tym sezonie trafił do siatki, wchodząc z ławki rezerwowych.
Dlaczego tyszanie nie upilnowali go w polu karnym? - Jeden z naszych zawodników leżał na murawie. Stanęliśmy, bo większość z nas spodziewała się, że goście wybiją piłkę na aut. Mimo wszystko, mieli prawo nie przerywać gry - wskazał Mariusz Masternak.
I tak, z absolutnie nudnego w pierwszej połowie meczu, w drugiej zrobiło się widowisko. - Kompletnie nie wyszła nam pierwsza część gry - nie krył Maciej Manelski, którego gol osłodził nieco kibicom "męczarnie" w pierwszych 45 minutach. Ruch zagrał akcję "palce lizać"! Adam Kompała podawał do Martina Matusza, Słowak jednak zamarkował uderzenie i piłkę jak "na tacy" otrzymał Manelski. - Ogromnie ważne trzy punkty - odetchnął z ulgą Górak, którego Ruch od kilku lat nie mógł sobie poradzić z tyskim zespołem.
Bramkarz "Cidrów" chwilę później odetchnął z ulgą, bo Damian Furczyk - rozgrywający generalnie bardzo dobre zawody - trafił tylko w poprzeczkę. - To był momenty przełomowy. Nie chcę polemizować, czy była żółta, czy czerwona kartka. Trzeba było po prostu strzelić "jedenastkę". Gdyby się udało, dodałoby to nam wiary, że możemy uzyskać korzystny wynik. Szczególnie, że na początku drugiej połowy byliśmy zespołem lepszym - ocenił Mirosław Smyła, trener GKS-u.
Słusznie, bo jego zawodnicy w tej części spotkania stworzyli kilka groźnych sytuacji. - Mieliśmy trochę perypetii. Jacek Wiśniewski musiał opuścić boisko, podejrzewamy u niego nawet złamanie żeber. Męczyliśmy się bez niego w tyłach - tłumaczył trener Rafał Górak. Na kłopoty? Ten, który najczęściej ratował "Cidry" wiosną. Dawid Jarka po raz trzeci w tym sezonie trafił do siatki, wchodząc z ławki rezerwowych.
Dlaczego tyszanie nie upilnowali go w polu karnym? - Jeden z naszych zawodników leżał na murawie. Stanęliśmy, bo większość z nas spodziewała się, że goście wybiją piłkę na aut. Mimo wszystko, mieli prawo nie przerywać gry - wskazał Mariusz Masternak.
I tak, z absolutnie nudnego w pierwszej połowie meczu, w drugiej zrobiło się widowisko. - Kompletnie nie wyszła nam pierwsza część gry - nie krył Maciej Manelski, którego gol osłodził nieco kibicom "męczarnie" w pierwszych 45 minutach. Ruch zagrał akcję "palce lizać"! Adam Kompała podawał do Martina Matusza, Słowak jednak zamarkował uderzenie i piłkę jak "na tacy" otrzymał Manelski. - Ogromnie ważne trzy punkty - odetchnął z ulgą Górak, którego Ruch od kilku lat nie mógł sobie poradzić z tyskim zespołem.
Polecane
II liga