GKS Tychy będzie walczył o awans do końca. Nie tylko na boisku...

07.06.2011
- Dwóch punktów, które odebrano nam w Chojnicach nie mamy zamiaru podarować. Nie otrzymaliśmy z PZPN-u dokumentu, świadczącego o tym, że protest został odrzucony - mówi Maciej Mizia.
Dyrektor tyskiego II-ligowca zapowiada walkę o awans do samego końca. Nie tylko na boisku, gdzie GKS ma punkt straty do miejsca dającego promocję na kolejkę przed końcem, ale też w instancjach PZPN-u. - To, że nasz protest został odrzucony usłyszeliśmy jedynie "na gębę". Nie zgadzamy się z takim załatwieniem tej bardzo ważnej dla nas sprawy. Jeżeli będziemy mieli w rękach odpowiedni dokument, to skorzystamy z możliwości odwołania. Dwa punkty zostały nam zabrane przez błędną decyzję sędziego, który nie uznał prawidłowo zdobytej przez Huberta Jaromina bramki. W naszej sytuacji, na finiszu rozgrywek, mogą się one przecież okazać bezcenne - mówi Mizia.

- Skoro w tym sezonie dwukrotnie wygraliśmy z najlepszą drużyną ligi, to mimo problemów kadrowych i wszystkich innych, mamy prawo czuć się mocnym zespołem - wyjaśnia obrońca Mariusz Masternak. - Z takim nastawieniem pojedziemy na niedzielny mecz do Zielonej Góry. Chcemy pokonać Lechię. Niestety, nasze zwycięstwo może nie wystarczyć do awansu, bo jeżeli Zawisza Bydgoszcz wygra ostatnie spotkanie z Czarnymi Żagań, to jej nie dogonimy - mówi doświadczony defensor.

Nadzieję u II-ligowca wywołuje jednak wspomnienie rywalizacji o awans na zaplecze ekstraklasy sprzed 19 lat. Wtedy to tyszanie byli w podobnej sytuacji jak teraz, a jednak w ostatnim spotkaniu wygrali 6-1 z Odrą Opolę, a mający nad nimi punkt przewagi Ruch Radzionków przegrał 0-1 z Rymerem Niedobczyce i GKS mógł świętować awans.
źródło: Sport/SportSlaski.pl

Przeczytaj również