Gdzie rozpoczął przygodę z piłką Włodzimierz Lubański? Na "kulawiku"

29.12.2011
- Ten, kto kopie piłkę przez pięć godzin dziennie, będzie lepszy technicznie od tego, którego mamusia przywozi na godzinny trening - mówi Włodzimierz Lubański, który opowiada o początkach swojej kariery.
- Ja kopałem bez opamiętania. Mieszkaliśmy w familoku w Sośnicy, na ulicy Sztygarskiej. Obok, między tymi górniczymi budynkami, mieliśmy placyk do gry, który nazywaliśmy "kulawikiem". Trawę dawno wydeptaliśmy, słupki bramek były z drewna, obok przepływał strumyk. Spędzałem tam kilka godzin dziennie przez siedem dni w tygodniu. Alternatywą nie był telewizor ani komputer - wspomina Lubański.

- Opracowałem własne ćwiczenia polegające na odbijaniu piłki o ścianę. Najpierw jedną nogą, potem drugą, głową, z przyjęciem, bez przyjęcia, nie ruszając się z miejsca i biegając wzdłuż ściany. Najpierw wolniej, potem coraz szybciej. Zaczynałem od trzech odbić bez skuchy, a po paru miesiącach mogłem to robić, ile razy chciałem i niemal z zamkniętymi oczami - podkreśla obecny działacz Polonii Warszawa.

Dzięki temu Lubański w wieku 16 lat już grał nie tylko w pierwszym zespole, ale i reprezentacji Polski. Legendarny napastnik Górnika miał okazję występować razem z  Ernestem Pohlem, obecnym patronem stadionu w Zabrzu.

- Był ode mnie starszy o 15 lat, darzył mnie sympatią, bo widział, że może coś ze mnie być. To ja bywałem zły i wstydziłem się przed nim, że zmarnowałem jakieś podanie. A on mówił: "Synek, to żeś zadupczył ta sytuacja, to nic. Ważne, żeś ją mioł. Prędzej czy później strzelisz". Takie słowa w ustach najlepszego piłkarza dodawały mi wiary. Jak się ma 16 lat, to ważne - mówi Lubański.
źródło: Rzeczpospolita

Przeczytaj również