"Gdy ktoś chciał podwyżkę, musiał zagrać z prezesem w ping-ponga"
01.10.2010
- To były jednak zupełnie inne czasy. Utrzymywaliśmy klub w ekstraklasie. Pieniędzy nie było. Pensje otrzymywaliśmy raz na kwartał. Tylko przez pierwsze trzy lata było dobrze, gdy prezesem był Stanisław Płoskoń. Jego firmy świetnie prosperowały i naprawdę nie mogliśmy narzekać. Generalnie wesoło było, gdy ktoś chciał podwyżkę wynagrodzeń, to prezes potrafił z nim zagrać o to na przykład w ping-ponga. Potem, gdy jego interesy nie szły już tak dobrze, nie inwestował w klub tyle, ile wcześniej. Ale w szatni wcale nie popsuło to atmosfery, bo przecież wszyscy jechali na tym samym wózku - wspomina Probierz.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów