FELIETON: Wierność w obliczu problemów… wszystkie kluby potrzebują Danchów
18.02.2015
Dla nas, kibiców, to trudne. Wszyscy chcemy bowiem, by zawodnicy przywdziewający barwy naszych ukochanych klubów nie tylko je szanowali, ale chcieli za nie umierać. By nie oglądali się wyłącznie na kontrakty, zarobki, możliwość brylowania w sportowym świecie i kolekcjonowania sukcesów. By byli dla nas inspiracją i powodem do dumy. Jak Adam Danch dla kibiców Górnika.
W Zabrzu powiało wczoraj optymizmem, pojawiło się światełko w tunelu. Miasto znów wyciągnęło rękę do klubu, wsparło w trudnej misji ratowania tonącego okrętu - poręczyło obligacje, które są już chyba ostatnią szansą dla Górnika na pozostanie na piłkarskiej mapie Polski. Ostatnią okazją, by zejść z diabelskiego młyna długów ciągnących w stronę dna. Możliwością ratunku, ale jeszcze nie ratunkiem, bo aby tak się stało, obligacje muszą jeszcze przynieść do klubu pieniądze.
W chwili, gdy w Zabrzu ważą się losy drużyny, gdy ekstraklasowy byt i jakikolwiek byt w ogóle jest zagrożony, co robi kapitan Adam Danch? Przedłuża kontrakt do 2018 roku! Daje wyraźny sygnał, że wciąż wierzy w Górnika, że jest z klubem i kibicami na dobre i na złe.
Danch jest bożyszczem zabrzańskich kibiców. Pochodzi z Rudy Śląskiej, a więc z jednego z trudniejszych kibicowsko miast naszego regionu, gdzie mieszają się wpływy Górnika i Ruchu. Piłkarsko szkolił się w Gwarku, a już od 8 lat gra w Zabrzu. Od dawna z kapitańską opaską, która to rola pasuje jemu, jak nikomu innemu w tym zespole. Dziś chyba nikt nie wyobraża sobie bez niego drużyny Górnika. Rozegrał w niej ponad 200 meczów (wszyscy pewnie pamiętają to jubileuszowe spotkanie z Wisłą i dwa gole Adama).
Nie zawsze był aniołkiem, ma swoje za uszami, ale wydoroślał i szaleństwa młodości zostawił za sobą. Teraz to mąż i ojciec. Jego żona, Klaudia, też deklaruje przywiązanie do klubu i można ją spotkać przy Roosevelta na każdym meczu.
Muszę uczciwie przyznać, że lubię Adama. Należy do tych zawodników, którzy nie używają przed kamerą okrągłych zdań, tylko mówią, co myślą. Prosto, ale szczerze. Bez ozdobników, bez banałów, bez gadania o niczym - po prostu konkret. Taki jest też na boisku - może nie wirtuoz futbolu, ale solidny i zaangażowany, walczący od pierwszej do ostatniej minuty.
To właśnie takich piłkarzy kochają kibice i dla takich przychodzą na mecze. Nie tylko dla Messich czy Ronaldo czarujących dryblingami, ale dla zawodników będących solą klubu, z którymi mogą się identyfikować. Bo to właśnie Danch jest taki jak oni - śląski synek, który kocha Górnika.
W trudnych czasach kluby jeszcze bardziej potrzebują Danchów. Piłkarzy, dla których boisko będzie czymś więcej niż miejscem pracy, a klub kimś więcej niż pracodawcą. Piłkarzy NAPRAWDĘ przywiązanych do klubu…
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
W Zabrzu powiało wczoraj optymizmem, pojawiło się światełko w tunelu. Miasto znów wyciągnęło rękę do klubu, wsparło w trudnej misji ratowania tonącego okrętu - poręczyło obligacje, które są już chyba ostatnią szansą dla Górnika na pozostanie na piłkarskiej mapie Polski. Ostatnią okazją, by zejść z diabelskiego młyna długów ciągnących w stronę dna. Możliwością ratunku, ale jeszcze nie ratunkiem, bo aby tak się stało, obligacje muszą jeszcze przynieść do klubu pieniądze.
W chwili, gdy w Zabrzu ważą się losy drużyny, gdy ekstraklasowy byt i jakikolwiek byt w ogóle jest zagrożony, co robi kapitan Adam Danch? Przedłuża kontrakt do 2018 roku! Daje wyraźny sygnał, że wciąż wierzy w Górnika, że jest z klubem i kibicami na dobre i na złe.
Danch jest bożyszczem zabrzańskich kibiców. Pochodzi z Rudy Śląskiej, a więc z jednego z trudniejszych kibicowsko miast naszego regionu, gdzie mieszają się wpływy Górnika i Ruchu. Piłkarsko szkolił się w Gwarku, a już od 8 lat gra w Zabrzu. Od dawna z kapitańską opaską, która to rola pasuje jemu, jak nikomu innemu w tym zespole. Dziś chyba nikt nie wyobraża sobie bez niego drużyny Górnika. Rozegrał w niej ponad 200 meczów (wszyscy pewnie pamiętają to jubileuszowe spotkanie z Wisłą i dwa gole Adama).
Nie zawsze był aniołkiem, ma swoje za uszami, ale wydoroślał i szaleństwa młodości zostawił za sobą. Teraz to mąż i ojciec. Jego żona, Klaudia, też deklaruje przywiązanie do klubu i można ją spotkać przy Roosevelta na każdym meczu.
Muszę uczciwie przyznać, że lubię Adama. Należy do tych zawodników, którzy nie używają przed kamerą okrągłych zdań, tylko mówią, co myślą. Prosto, ale szczerze. Bez ozdobników, bez banałów, bez gadania o niczym - po prostu konkret. Taki jest też na boisku - może nie wirtuoz futbolu, ale solidny i zaangażowany, walczący od pierwszej do ostatniej minuty.
To właśnie takich piłkarzy kochają kibice i dla takich przychodzą na mecze. Nie tylko dla Messich czy Ronaldo czarujących dryblingami, ale dla zawodników będących solą klubu, z którymi mogą się identyfikować. Bo to właśnie Danch jest taki jak oni - śląski synek, który kocha Górnika.
W trudnych czasach kluby jeszcze bardziej potrzebują Danchów. Piłkarzy, dla których boisko będzie czymś więcej niż miejscem pracy, a klub kimś więcej niż pracodawcą. Piłkarzy NAPRAWDĘ przywiązanych do klubu…
Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów