FELIETON: Nie oczyszczaj się spadkiem, bo będziesz jak GieKSA
31.03.2014
<div align="justify">Wielu traktuje spadek jako oczyszczenie, ale według mnie w Polsce jest niewiele przykładów na potwierdzenie tej tezy. Jeśli po spadku, choćby o jedną ligę, wycofa się krowa dojna, bo przecież nie inwestor (inwestycja zakłada, że kiedyś się wyłożone pieniądze zwrócą, krowa dojna zakłada, że daje mleko do dziurawego garnka), to klub leci na łeb na szyję i ląduje na kartofliska.pl. Jeśli krowa dojna się nie wycofa, to zwykle udaje się wrócić, ale, że o oczyszczenie nie łatwo, pokazuje przykład Cracovii. Taka niby odświeżona, oczyszczona, lecz jak właściciel nie rozumie futbolu, to nie będzie go rozumiał także po spadku. Zobaczycie, że po odejściu Stawowego Cracovia za rok będzie dramatycznie walczyć o utrzymanie, czyli koniec końców nic się nie oczyści. Faktyczne oczyszczenie po mocnym tąpnięciu widzę tylko w Szczecinie, gdzie na szczątkach brazylijskiego Ptaka powstał chyba solidny klub na niezłych fundamentach.
A takie spektakularne powroty, z samego dna? Udało się Lechii Gdańsk, Piastowi Gliwice, może jeszcze komuś. Ale pamiętam też o Odrze Wodzisław, której cierpliwości w odbudowywaniu marki starczyło na rok, by później zaprzedać się Startowi Bogdanowice i z nim wspólnie leżeć na dnie III ligi. Albo o Szczakowiance Jaworzno, która dobrze żarła i zdycha bez pieniędzy w III lidze. Albo o Szombierkach Bytom, które odbudowywały się imponująco, by już po awansie do III ligi ogłosić, że kasy właściwie nie ma i dalej maszerować nie ma za co. Zagłębie Sosnowiec i Górnik Łęczna nie wyleciały tak nisko, ale też się niezbyt podniosły. Sosnowiec od lat siedzi w II lidze, tam gdzie go zdegradowano, Łęczna po degradacji ruszyła o jedną ligę w górę i od lat nie może wyjść z I ligi. Odra Opole długo walczyła, by w ogóle wejść do II ligi, nie mówiąc już o powtórnym awansie na zaplecze ekstraklasy. A żeby nie ograniczać się tylko do polskiego podwórka, Glasgow Rangers po degradacji do IV ligi awansowało już wprawdzie do II, ale dalej żyje wystawnie, ponad stan i to kwestia czasu, gdy znów upadnie przygnieciony starymi grzechami.
Z ekonomicznego punktu widzenia lepiej się czasem przy długach wycofać, żeby nie generować coraz większych długów, jak zrobił Radzionków, ale generalnie lepiej trzymać się rękami i nogami, zapierać zębami i chwytać brzytwy, byle tylko nie spaść z ligi. Uszlachetniającej funkcji spadku nie stwierdzono.
Może mi się nie podobać ten układ właścicielski z drugim, może mnie irytować prezes czy trener, ale broń herrgocie od spadku. Przykład GieKSy najlepiej to pokazuje. Nie spadaj z ligi, bo skończysz, jak GkS.
GieKSa wyglądała na klub, który spadek akurat uzdrowił. Dziadostwo, które było na początku wieku udało się wyplenić i to wielki sukces. Po spadku do IV ligi klub zanotował błyskawiczne dwa awanse i wydawało się, że spektakularnie powróci już za moment. Tymczasem w I lidze nieprzerwanie gra, dłużej niż jakikolwiek inny klub.
Nie zarzucam ludziom w klubie, że napompowali balonik i zachłysnęli się trzecim miejscem po rundzie jesiennej, bo raczej rzeczywiście tonowali nastroje. Nakręciło się całe środowisko GieKSy. Nie chcę krytykować trenera Kazimierza Moskala, ale szybko zrobiono z niego w Katowicach zbawcę, wzięto awans za niemal pewnik, a przecież mówimy o trenerze, który w gruncie rzeczy niczego nigdy nie wygrał. Z Wisłą nie dostał szansy, lecz już w Niecieczy nie osiągnął przecież celu. Co z tego, że było blisko.
To jednak tylko dygresja, bo nie chcę szukać winnych. Uważam, że w ogóle nie ma co szukać winnych. Winnych szuka się po sezonie. Poprzednie lata pokazały, że gra o ekstraklasę przypomina montypythonowski bieg przełajowy dla ludzi o najsłabszych pęcherzach. Jeden biegnie, ale musi skręcić w krzaki, drugi wybiega na trasę, ale znów musi skręcić w krzaki i tak dalej. Co GKS tymi czterema meczami przegrał, żeby nagle szukać winnych? Co stracił? Co zaprzepaścił? W Katowicach było już w ostatnich latach tyle tąpnięć, że właśnie teraz trzeba zachować spokój.
Powiedziałem, że władze GieKSy nie napaliły się na awans, ale szybko okazało się, że to tylko przykrywka. Prezes Wojciech Cygan nie wytrzymał. Zapowiedział sankcje, kary, zagroził rozwiązaniem kontraktów i zasugerował, że być może 30-letni zawodnicy nie są już w stanie rywalizować o najwyższe cele. Czyli publicznie strzelił sobie w stopę. Chciałbym wierzyć, że to celowa gra mediami, mająca na celu wyzwolić w zawodnikach złość, ale nie spodziewam się zagrywek a'la Mourinho w naszej I lidze.
Każdą ligę świata wygrywa się spokojem, konsekwencją i chłodnym myśleniem. Ba, może nawet w ogóle życie się w ten sposób wygrywa. Apeluję do GieKSy – SPOKOJNIE. Trochę lodu na gorące głowy. Każdy będzie miał jeszcze w tym sezonie cztery kryzysy. Łącznie z drużynami, które awansują.
<em>Michał Trela
Autor jest dziennikarzem „Przeglądu Sportowego“.
Więcej jego tekstów znajdziesz na <a href="http://michaltrela.blog.pl">michaltrela.blog.pl</a></em>
</div>
A takie spektakularne powroty, z samego dna? Udało się Lechii Gdańsk, Piastowi Gliwice, może jeszcze komuś. Ale pamiętam też o Odrze Wodzisław, której cierpliwości w odbudowywaniu marki starczyło na rok, by później zaprzedać się Startowi Bogdanowice i z nim wspólnie leżeć na dnie III ligi. Albo o Szczakowiance Jaworzno, która dobrze żarła i zdycha bez pieniędzy w III lidze. Albo o Szombierkach Bytom, które odbudowywały się imponująco, by już po awansie do III ligi ogłosić, że kasy właściwie nie ma i dalej maszerować nie ma za co. Zagłębie Sosnowiec i Górnik Łęczna nie wyleciały tak nisko, ale też się niezbyt podniosły. Sosnowiec od lat siedzi w II lidze, tam gdzie go zdegradowano, Łęczna po degradacji ruszyła o jedną ligę w górę i od lat nie może wyjść z I ligi. Odra Opole długo walczyła, by w ogóle wejść do II ligi, nie mówiąc już o powtórnym awansie na zaplecze ekstraklasy. A żeby nie ograniczać się tylko do polskiego podwórka, Glasgow Rangers po degradacji do IV ligi awansowało już wprawdzie do II, ale dalej żyje wystawnie, ponad stan i to kwestia czasu, gdy znów upadnie przygnieciony starymi grzechami.
Z ekonomicznego punktu widzenia lepiej się czasem przy długach wycofać, żeby nie generować coraz większych długów, jak zrobił Radzionków, ale generalnie lepiej trzymać się rękami i nogami, zapierać zębami i chwytać brzytwy, byle tylko nie spaść z ligi. Uszlachetniającej funkcji spadku nie stwierdzono.
Może mi się nie podobać ten układ właścicielski z drugim, może mnie irytować prezes czy trener, ale broń herrgocie od spadku. Przykład GieKSy najlepiej to pokazuje. Nie spadaj z ligi, bo skończysz, jak GkS.
GieKSa wyglądała na klub, który spadek akurat uzdrowił. Dziadostwo, które było na początku wieku udało się wyplenić i to wielki sukces. Po spadku do IV ligi klub zanotował błyskawiczne dwa awanse i wydawało się, że spektakularnie powróci już za moment. Tymczasem w I lidze nieprzerwanie gra, dłużej niż jakikolwiek inny klub.
Nie zarzucam ludziom w klubie, że napompowali balonik i zachłysnęli się trzecim miejscem po rundzie jesiennej, bo raczej rzeczywiście tonowali nastroje. Nakręciło się całe środowisko GieKSy. Nie chcę krytykować trenera Kazimierza Moskala, ale szybko zrobiono z niego w Katowicach zbawcę, wzięto awans za niemal pewnik, a przecież mówimy o trenerze, który w gruncie rzeczy niczego nigdy nie wygrał. Z Wisłą nie dostał szansy, lecz już w Niecieczy nie osiągnął przecież celu. Co z tego, że było blisko.
To jednak tylko dygresja, bo nie chcę szukać winnych. Uważam, że w ogóle nie ma co szukać winnych. Winnych szuka się po sezonie. Poprzednie lata pokazały, że gra o ekstraklasę przypomina montypythonowski bieg przełajowy dla ludzi o najsłabszych pęcherzach. Jeden biegnie, ale musi skręcić w krzaki, drugi wybiega na trasę, ale znów musi skręcić w krzaki i tak dalej. Co GKS tymi czterema meczami przegrał, żeby nagle szukać winnych? Co stracił? Co zaprzepaścił? W Katowicach było już w ostatnich latach tyle tąpnięć, że właśnie teraz trzeba zachować spokój.
Powiedziałem, że władze GieKSy nie napaliły się na awans, ale szybko okazało się, że to tylko przykrywka. Prezes Wojciech Cygan nie wytrzymał. Zapowiedział sankcje, kary, zagroził rozwiązaniem kontraktów i zasugerował, że być może 30-letni zawodnicy nie są już w stanie rywalizować o najwyższe cele. Czyli publicznie strzelił sobie w stopę. Chciałbym wierzyć, że to celowa gra mediami, mająca na celu wyzwolić w zawodnikach złość, ale nie spodziewam się zagrywek a'la Mourinho w naszej I lidze.
Każdą ligę świata wygrywa się spokojem, konsekwencją i chłodnym myśleniem. Ba, może nawet w ogóle życie się w ten sposób wygrywa. Apeluję do GieKSy – SPOKOJNIE. Trochę lodu na gorące głowy. Każdy będzie miał jeszcze w tym sezonie cztery kryzysy. Łącznie z drużynami, które awansują.
<em>Michał Trela
Autor jest dziennikarzem „Przeglądu Sportowego“.
Więcej jego tekstów znajdziesz na <a href="http://michaltrela.blog.pl">michaltrela.blog.pl</a></em>
</div>
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku