FELIETON: Łukasz Skorupski – zdrajca?

28.03.2014
Górnik Zabrze ma kłopoty. Na wielu płaszczyznach. Stadion wciąż w budowie, klub tonie w długach, drużyna kolekcjonuje mecze bez zwycięstwa, a teraz jeszcze komplikuje się sprawa otrzymania licencji na przyszły sezon (choć ta sprawa akurat co sezon jest coraz bardziej skomplikowana). W Zabrzu zawrzało – Skorupski chce pozbawić klub licencji!
Łukasz zawsze wzbudzał zainteresowanie. „Utalentowany, ale leniwy”. „Ma potencjał, ale za często wpada w kłopoty”. „Gdyby się bardziej przykładał, mógłby wiele osiągnąć”.

Kto wie, czy cokolwiek by osiągnął, gdyby nie Górnik. Tu go zauważyli, wysłali na naukę do Radzionkowa a potem dali szansę w pierwszej drużynie. Tu postawił na niego trener Nawałka (ale bądźmy uczciwi - drogę do zabrzańskiej bramki otworzył mu Adam Stachowiak, sam się z niej eliminując). Tu się wypromował i zapracował na wyjazd do Rzymu. Wiecznego miasta jeszcze nie podbił, ale każdego dnia przebiera się w szatni i trenuje z piłkarzami, których wcześniej oglądał w telewizji.

To, że często pakował się w tarapaty, nie jest dla nikogo tajemnicą. Taki typ - często działa, zanim pomyśli. Awantura w „Lornecie z Meduzą” odbiła się szerokim echem a i wcześniej nie był aniołkiem. Jednak żadna z tych historii nie zostawiła trwałej plamy na jego życiorysie. Miał bowiem szczęście- do ludzi, którzy go otaczali. Zawsze znalazł się ktoś, kto pomógł w potrzebie. Kibice za nim przepadali - „Skorup” był przecież jednym z nich.

Dziś przy Roosevelta Skorupski jest wrogiem numer jeden. W internecie aż huczy, a i w mediach od kilku dni ten temat należy do najgorętszych. Publicznie jego postępowanie prezes Waśkiewicz określił jako „niepoważne”, a kibice zakazali wstępu na stadion, dając wyraz swojemu oburzeniu za pomocą transparentu podczas meczu ze Śląskiem we Wrocławiu. Niedawny ulubieniec został oficjalnie został napiętnowany i okrzyknięty zdrajcą.

Skorupski jest zdrajcą, bo... domaga się od klubu spłaty całości zadłużenia (spora suma, której klub nie ma) i z takim wnioskiem wystąpił do PZPN-u. Skorupski jest zdrajcą tym bardziej, że inni piłkarze podpisują ugody i zgadzają się otrzymywać pieniądze w ratach, a on „żabol” ( który w Rzymie nie gra przecież za drobne i na chleb mu na pewno nie brakuje) chce pozbawić ukochany klub licencji, klub, który otworzył mu okno na świat.

W opublikowanym na profilu społecznościowym oświadczeniu przyznaje, że chce wreszcie odzyskać  pieniądze, na które czeka już od dawna, ale jednocześnie wcale nie chce zrobić krzywdy Górnikowi.  Że zwrócił się do PZPN-u, bo w Zabrzu ignorowano wysyłane przez niego wezwania do zapłaty. Nie on pierwszy i nie ostatni. Klub z Roosevelta od dawna ma kłopoty finansowe i tajemnicą poliszynela jest, że nie płaci na czas, a lista wierzycieli jest długa. Wcześniej też piłkarze uciekali się do tego rodzaju działań. Żadnego chyba nie potraktowano w ten sposób.

Dla kibiców z Zabrza Skorupski nie był zwykłym piłkarzem, spodziewano się więc po nim innego zachowania. Być może osądzili go zbyt surowo. Może nie miał złych intencji, albo nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji takiego postępowania. Może ktoś źle mu doradził. A może ma gdzieś, co sobie pomyślą kibice. Bo już żyje i pracuje gdzie indziej. I gra dla innych kibiców.

Prawda leży pewnie gdzieś pośrodku. Nic tu nie jest czarne i białe. Trudno winić piłkarza, że chce odzyskać pieniądze, które zarobił. Trudno winić kibiców, że podchodzą do sprawy emocjonalnie i strącają z piedestału dawnego idola. Może to taka lekcja: że piłkarz to zawód, a gra w klubie to praca. I że nie warto doszukiwać się w tym niczego więcej.

Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również