FELIETON: Górnik idzie na mistrza!
17.02.2014
Oczywiście wszyscy marzą o piętnastej gwiazdce i oczywiście Górnik jest takim klubem, że docelowo powinien walczyć o mistrzostwo Polski. O ile kibice mają prawo marzyć, to osoby zarządzające klubem powinny stawiać realistyczne cele, uwzględniając wszystkie czynniki i okoliczności. A Górnik Zabrze jako klub jest w takiej sytuacji, że zdecydowanie bezpieczniej byłoby mówić te formułki o dwóch równych skokach czy myśleniu o najbliższym meczu.
Wydawałoby się, że nikomu w Zabrzu nie trzeba tego będzie powtarzać. Po pełnej wygórowanych ambicji zimie 2013, po koszmarnej wiośnie, ludzie się powinni nauczyć, że jeśli naprawdę nie jest się faworytem, to lepiej być czarnym koniem niż faworyta zgrywać. Na prezentacji Górnika Zabrze padło jednak z ust najważniejszej osoby w klubie (prezydent miasta) sakramentalne: - Idziemy na mistrza!
Jak za GieKSą ciągnie się i będzie ciągnąć jeszcze długo „Ekstraklasa albo śmierć“, tak za Górnikiem będzie się ciągnąć „idziemy na mistrza!“. Jestem zły na siebie, że nie doczepiłem się tego bardziej na świeżo, bo teraz wygląda, że przemawia przeze mnie wspomnienie spotkania z Zagłębiem Lubin.
Nie, przemawiają przeze mnie długi. Przemawiają przeze mnie zakazy transferowe. Problemy licencyjne. Ciągnąca się budowa trzech trybun stadionu. Ograniczenia płacowe. Przemawia przeze mnie testowanie Dawida Jarki. Sprowadzanie w glorii zbawcy Roberta Jeża. Wypłacanie pieniędzy Szymonowi Drewniakowi. Przemawia przeze mnie wspomnienie tego, który siedzi na ławce rezerwowych Górnika. Przemawia przeze mnie postawione na głowie zarządzanie tego klubu. Przemawia przeze mnie wspomnienie tego, że zawodnicy w okresie przygotowawczym chodzili uśmiechnięci jak rzadko, bo dawno nie mieli tak lekkiego obozu.
Spotkanie z Zagłębiem niewiele znaczy. Chociaż wszyscy od lat trąbią o nieprzeciętnym talencie Mateusza Kuchty, by później stawiać na Norberta Witkowskiego, o którego mocno przeciętnym talencie też od lat wiadomo. Ale to jeden mecz. Jeśli Górnik „idzie na mistrza“, to jedna porażka tego nie zmieni.
Górnik jest w takim miejscu tabeli i gra w tak kompletnie dziwnej lidze, że może oczywiście jakimś cudem ją wygrać. Największą siłą każdej drużyny w lidze jest słabość rywali. Podbeskidzie zagrało w piątek beznadziejny mecz z Widzewem, ale daję mu duże szanse na utrzymanie, bo ta liga jest słaba. Ruchu z Jagiellonią nie dało się oglądać, lecz daję mu szansę na miejsce w czołówce, bo widać, jacy są rywale. To samo tyczy się oczywiście Górnika.
Hasło: „Idziemy na mistrza!“, sugeruje jednak, że coś się zrobiło, by tego mistrza zdobyć. „Spłaciliśmy długi, wybudowaliśmy stadion, znaleźliśmy sponsora strategicznego, zrobiliśmy świetne transfery, mamy rewelacyjnego trenera i zajmujemy drugie miejsce w tabeli. Idziemy na mistrza!“. To byłby logiczny wywód. W Zabrzu „idziemy na mistrza!“ jest wyrwane z kontekstu. Jest porywaniem się z motyką na słońce i z szabelką na czołgi.
Jak się kibica poinformuje, że „są ciężkie czasy, ale żeby je przetrwać robimy to, to i tamto“, to jest szansa, że wykaże się cierpliwością, zaciśnie zęby i wykaże zrozumienie nawet dla Norberta Witkowskiego. Jeśli mu się na wstępie powie, że idzie się na mistrza, a potem dostaje się 0-3 od Zagłębia Lubin, to można wywołać tylko wściekłość.
Górnik rywalizuje z Legią, klubem oddalonym od niego o lata świetlne. Powiecie, że pieniądze nie grają. A ja powiem, że to, co na boisku, jest zwierciadłem tego, co w klubie. Można oszukać rzeczywistość raz, drugi i trzeci, ale w końcu wyjdzie, gdzie jest chaos, a gdzie jakiś pomysł. „Pieniądze nie grają“ może sobie pomyśleć kibic czy piłkarz. Działacz musi pomyśleć, co zrobić, żeby mieć więcej pieniędzy od tamtych. Na końcu chodzi o to, by to hasło nie było twoim jedynym argumentem w walce o mistrzostwo.
Gdy Górnik mówił o utrzymaniu, to pałętał się koło trzeciego miejsca. Gdy mówił o mistrzostwie, to spadał z ligi. Uczciwe byłoby powiedzenie: „Idziemy na miejsca 5-8!“. „Idziemy na mistrza“ to wsadzenie na minę tego nieszczęsnego Wieczorka, który i bez tego siedzi w Zabrzu na minie.
Michał Trela (Autor jest dziennikarzem „Przeglądu Sportowego“. Więcej jego tekstów znajdziesz na michaltrela.blog.pl).
Wydawałoby się, że nikomu w Zabrzu nie trzeba tego będzie powtarzać. Po pełnej wygórowanych ambicji zimie 2013, po koszmarnej wiośnie, ludzie się powinni nauczyć, że jeśli naprawdę nie jest się faworytem, to lepiej być czarnym koniem niż faworyta zgrywać. Na prezentacji Górnika Zabrze padło jednak z ust najważniejszej osoby w klubie (prezydent miasta) sakramentalne: - Idziemy na mistrza!
Jak za GieKSą ciągnie się i będzie ciągnąć jeszcze długo „Ekstraklasa albo śmierć“, tak za Górnikiem będzie się ciągnąć „idziemy na mistrza!“. Jestem zły na siebie, że nie doczepiłem się tego bardziej na świeżo, bo teraz wygląda, że przemawia przeze mnie wspomnienie spotkania z Zagłębiem Lubin.
Nie, przemawiają przeze mnie długi. Przemawiają przeze mnie zakazy transferowe. Problemy licencyjne. Ciągnąca się budowa trzech trybun stadionu. Ograniczenia płacowe. Przemawia przeze mnie testowanie Dawida Jarki. Sprowadzanie w glorii zbawcy Roberta Jeża. Wypłacanie pieniędzy Szymonowi Drewniakowi. Przemawia przeze mnie wspomnienie tego, który siedzi na ławce rezerwowych Górnika. Przemawia przeze mnie postawione na głowie zarządzanie tego klubu. Przemawia przeze mnie wspomnienie tego, że zawodnicy w okresie przygotowawczym chodzili uśmiechnięci jak rzadko, bo dawno nie mieli tak lekkiego obozu.
Spotkanie z Zagłębiem niewiele znaczy. Chociaż wszyscy od lat trąbią o nieprzeciętnym talencie Mateusza Kuchty, by później stawiać na Norberta Witkowskiego, o którego mocno przeciętnym talencie też od lat wiadomo. Ale to jeden mecz. Jeśli Górnik „idzie na mistrza“, to jedna porażka tego nie zmieni.
Górnik jest w takim miejscu tabeli i gra w tak kompletnie dziwnej lidze, że może oczywiście jakimś cudem ją wygrać. Największą siłą każdej drużyny w lidze jest słabość rywali. Podbeskidzie zagrało w piątek beznadziejny mecz z Widzewem, ale daję mu duże szanse na utrzymanie, bo ta liga jest słaba. Ruchu z Jagiellonią nie dało się oglądać, lecz daję mu szansę na miejsce w czołówce, bo widać, jacy są rywale. To samo tyczy się oczywiście Górnika.
Hasło: „Idziemy na mistrza!“, sugeruje jednak, że coś się zrobiło, by tego mistrza zdobyć. „Spłaciliśmy długi, wybudowaliśmy stadion, znaleźliśmy sponsora strategicznego, zrobiliśmy świetne transfery, mamy rewelacyjnego trenera i zajmujemy drugie miejsce w tabeli. Idziemy na mistrza!“. To byłby logiczny wywód. W Zabrzu „idziemy na mistrza!“ jest wyrwane z kontekstu. Jest porywaniem się z motyką na słońce i z szabelką na czołgi.
Jak się kibica poinformuje, że „są ciężkie czasy, ale żeby je przetrwać robimy to, to i tamto“, to jest szansa, że wykaże się cierpliwością, zaciśnie zęby i wykaże zrozumienie nawet dla Norberta Witkowskiego. Jeśli mu się na wstępie powie, że idzie się na mistrza, a potem dostaje się 0-3 od Zagłębia Lubin, to można wywołać tylko wściekłość.
Górnik rywalizuje z Legią, klubem oddalonym od niego o lata świetlne. Powiecie, że pieniądze nie grają. A ja powiem, że to, co na boisku, jest zwierciadłem tego, co w klubie. Można oszukać rzeczywistość raz, drugi i trzeci, ale w końcu wyjdzie, gdzie jest chaos, a gdzie jakiś pomysł. „Pieniądze nie grają“ może sobie pomyśleć kibic czy piłkarz. Działacz musi pomyśleć, co zrobić, żeby mieć więcej pieniędzy od tamtych. Na końcu chodzi o to, by to hasło nie było twoim jedynym argumentem w walce o mistrzostwo.
Gdy Górnik mówił o utrzymaniu, to pałętał się koło trzeciego miejsca. Gdy mówił o mistrzostwie, to spadał z ligi. Uczciwe byłoby powiedzenie: „Idziemy na miejsca 5-8!“. „Idziemy na mistrza“ to wsadzenie na minę tego nieszczęsnego Wieczorka, który i bez tego siedzi w Zabrzu na minie.
Michał Trela (Autor jest dziennikarzem „Przeglądu Sportowego“. Więcej jego tekstów znajdziesz na michaltrela.blog.pl).
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów