Fani Górnika znowu nie widzieli meczu. Interweniować ma Zbigniew Boniek

17.03.2013
Jak się okazuje, nawet nowoczesne stadiony nie gwarantują komfortowego uczestnictwa w imprezie sportowej. Przekonali się o tym - po raz kolejny - kibice Górnika, którzy nie widzieli meczu z Legią.
Na wyjazd zapisało się ponad 1300 osób. W Warszawie, podróżująca pociągiem, grupa zjawiła się przed 18:00. I tutaj zaczęły się problemy... - Spod dworca na stadion miały nas zabrać podstawione autokary. Niestety już na początku okazało się, że autokarów jest zbyt mało jak na taką liczbę osób. Ci, którzy się załadowali do autobusów, dojechali na stadion. Reszta zgromadzonych kibiców została otoczona szczelnym kordonem i czekała na przyjazd autobusów - relacjonuje jeden z fanów Górnika.

Gdy już kolejna grupa kibiców została przetransportowana z dworca na obiekt, okazało się, że poprzednia jeszcze nie zdołała wejść na sektor gości. Mimo że już wcześniej było wiadomo, iż ze Śląska przyjedzie spora grupa sympatyków "Trójkolorowych", otwarto jedynie dwie bramy. To, w połączeniu z bardzo drobiazgowym sprawdzaniem, sprawiło, że tuż przed meczem na trybunach było około 300 osób.

- W pewnym momencie nerwy niewytrzymały. Zmarznięci kibice zaczęli najpierw domagać się sprawniejszego wpuszczania, a potem tłum zaczął napierać na bramkę wejściową. Na reakcję ochrony nie trzeba było długo czekać. Wezwali policjantów, a ci zaczęli pacyfikację za pomocą strumieni gazu - opisuje sympatyk zabrzańskiej drużyny. - Nie zważali na to, że w tłumie były dzieci - dodaje.

Ci, którzy już byli na sektorze, uznali, że taka zabawa ich nie interesuje i opuścili trybuny warszawskiego stadionu. Po czasie kibice zostali - również w bardzo powolnym tempie - wpuszczani do autobusów, które przewiozły ich na dworzec. A dokładniej - przed dworzec, bo fanom na przyjazd pociągu kazano czekać przed budynkiem.

- Nie tak miał wyglądać ten wyjazd. Miało być lepiej - nie było. Pozostaje sobie zadać pytanie, jakim cudem na nowoczesnym stadionie, jakim jest Pepsi Arena, nie można sobie poradzić z wpuszczeniem grupy kibiców gości, którzy przyjechali w regulaminowym czasie przed meczem? Komu zależało, aby doprowadzić do takiej sytuacji, że aż policja musiała interweniować? Czy wreszcie dlaczego policja nie traktuje kibiców jak zwykłych obywateli, tylko jak stłoczone bydło? Dlaczego utrudnia się dziennikarzom pracę, którzy chcieli wysłuchać na miejscu opinii na temat zajścia pod bramami stadionu? - pytają kibice.

Jak tłumaczy się organizator? - Liczba bramek nie decyduje o szybkości wpuszczania na sektor - kluczowa jest procedura kontrolna, więc gdyby zabrzańscy fani pojawili się bez opóźnień, z pewnością wszyscy zdążyliby wejść przed pierwszym gwizdkiem. Zgodnie z ustaleniami z Górnikiem, nasza ochrona była gotowa na przyjęcie kibiców z Zabrza już o godz. 18:00  - komentuje Bogdan Kuzio, dyrektor biura zarządu Legii. "Trójkolorowi" pojawili się na obiekcie około 19:00. Przypomnijmy, że mecz rozpoczął się o 20:45.

Co ciekawe, kibice Górnika chcieli przyjechać do Warszawy wcześniej - zgody nie wyraziła jednak policja.

Stowarzyszenie kibiców Górnika już podjęło działania, by sprawa nie została zamieciona pod dywan. O całym zdarzeniu wie już Polski Związek Piłki Nożnej - interwencję zapowiedział prezes Zbigniew Boniek. Sympatycy "Trójkolorowych" wystąpią także do Legii o zwrot poniesionych kosztów.

Piłkarze Górnika w tym sezonie praktycznie nie mogą liczyć na wsparcie kibiców w meczach wyjazdowych. "Torcida" nie mogła pojawić się na derbach z Piastem Gliwice, przygody były także z wyjazdem na Jagiellonię Białystok (opisywaliśmy sprawę tutaj). Zabrzańskiego dopingu nie było słychać także w Łodzi, Krakowie i Chorzowie. W Bielsku-Białej pojawiła się wyłącznie delegacja stowarzyszenia...
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również