"Fani Górnika byli głośniejsi"
01.03.2009
Wielkie Derby Śląska zgromadziły na trybunach około 40 tysięcy ludzi. Takiej widowni mogła wczoraj zazdrościć piłkarzom Ruchu i Górnika niejedna europejska drużyna. Równocześnie z pojedynkiem toczonym na murawie, na trybunach trwała walka na gardła. Walka nierówna, bo "Niebieskim" - jako gospodarzom meczu - przypadło w udziale 3 razy więcej biletów aniżeli gościom z Roosevelta. Zdaniem graczy Górnika, to jednak ich sympatycy okazali się głośniejsi.
- Nie chcę się podlizywać naszym fanom, ale zazwyczaj przekrzykiwali pozostałe sektory. Ich doping był po prostu fenomenalny. Grać dla takiej publiki to super sprawa - mówił Robert Szczot. Emocji nie krył również Przemysław Pitry. - Jestem w szoku. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem - podkreślał były snajper Lecha Poznań. To właśnie oprawy spotkań klubu z Wielkopolski uchodzą w kraju za wzór do naśladowania dla innych. - Sobota była jednak dniem, w którym Stadion Śląski przebił obiekt przy Bułgarskiej - przekonywał Pitry. Właśnie taki powrót na polskie boisko wymarzył sobie z kolei Damian Gorawski. - Derby to rytuał zarówno dla piłkarzy, jak i kibiców. Dla takich chwil warto żyć - podsumował skrzydłowy zabrzan.
Bez względu na to, którzy z fanów pokazali się z lepszej strony, dzięki zaangażowaniu jednych i drugich, Wielkie Derby Śląska zyskały jeszcze większą renomę. - Stolica przegrywa w przedbiegach - przyznał z uśmiechem Zdzisław Kręcina, były sekretarz PZPN-u. Trudno się z taką opinią nie zgodzić, bo choć pojedynku warszawskich drużyn - Polonii i Legii - nie mogli oglądać kibice gości, to i tak frekwencję na poziomie 4 tysięcy trzeba uznać za bardzo słabą. Tymczasem... - W naszym przypadku, w porównaniu z ubiegłym rokiem, oprawa przygotowana przez kibiców były znacznie lepsza - skwitował Wojciech Grzyb, kapitan Ruchu. Śląskie Derby skutecznie uciekają zatem innym tego typy wydarzeniom na krajowym podwórku.
- Nie chcę się podlizywać naszym fanom, ale zazwyczaj przekrzykiwali pozostałe sektory. Ich doping był po prostu fenomenalny. Grać dla takiej publiki to super sprawa - mówił Robert Szczot. Emocji nie krył również Przemysław Pitry. - Jestem w szoku. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem - podkreślał były snajper Lecha Poznań. To właśnie oprawy spotkań klubu z Wielkopolski uchodzą w kraju za wzór do naśladowania dla innych. - Sobota była jednak dniem, w którym Stadion Śląski przebił obiekt przy Bułgarskiej - przekonywał Pitry. Właśnie taki powrót na polskie boisko wymarzył sobie z kolei Damian Gorawski. - Derby to rytuał zarówno dla piłkarzy, jak i kibiców. Dla takich chwil warto żyć - podsumował skrzydłowy zabrzan.
Bez względu na to, którzy z fanów pokazali się z lepszej strony, dzięki zaangażowaniu jednych i drugich, Wielkie Derby Śląska zyskały jeszcze większą renomę. - Stolica przegrywa w przedbiegach - przyznał z uśmiechem Zdzisław Kręcina, były sekretarz PZPN-u. Trudno się z taką opinią nie zgodzić, bo choć pojedynku warszawskich drużyn - Polonii i Legii - nie mogli oglądać kibice gości, to i tak frekwencję na poziomie 4 tysięcy trzeba uznać za bardzo słabą. Tymczasem... - W naszym przypadku, w porównaniu z ubiegłym rokiem, oprawa przygotowana przez kibiców były znacznie lepsza - skwitował Wojciech Grzyb, kapitan Ruchu. Śląskie Derby skutecznie uciekają zatem innym tego typy wydarzeniom na krajowym podwórku.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów