"Fajnie by było, gdyby do I ligi awansowały dwa nasze zespoły" (wywiad)

07.03.2013
- Jest ciekawy moment, bo w porównaniu z wcześniejszymi latami po raz pierwszy tak naprawdę nie ogołociliśmy się z "perełek" - mówi u progu rundy wiosennej trener Rozwoju Katowice, Mirosław Smyła.
Za II-ligowymi piłkarzami bardzo długi okres przygotowawczy. Z jakim nastawieniem rundę wiosenną zaczynają zawodnicy i trener Rozwoju Katowice?

Mirosław Smyła, szkoleniowiec Rozwoju: - Zawsze z pozytywnym nastawieniem (śmiech). A tak na poważnie... Jest ciekawy moment, bo w porównaniu z wcześniejszymi latami mojej pracy w klubie i budowania formy sportowej tego zespołu, po raz pierwszy tak naprawdę nie ogołociliśmy się z "perełek", które stanowiły o jakości gry. Zawsze ktoś ważny odchodził, teraz ta kadra jest stabilna. Mam nadzieję, że to będzie nasz atut. Zupełnie inaczej wyglądały jednak sparingi. Latem graliśmy z zespołami ekstraklasowymi i pokonywaliśmy je. W lidze bywało już jednak różnie. W zimowym okresie przygotowawczym wyniki sparingów nie były za dobre, bo postawiliśmy na mocniejszy trening i lepsze przygotowanie siłowe i wydolnościowe drużyny. Kosztem wyników w meczach towarzyskich - które poprawiają atmosferę w drużynie i dodają pewności siebie - zdecydowaliśmy się, by troszkę inaczej przygotować do sezonu. Wierzymy, że przyniesie to spodziewane efekty w meczach mistrzowskich.

Udało się zrealizować wszystko, co pan sobie założył?

- Założony plan wykonaliśmy w stu procentach, bardzo sumiennie pracowaliśmy w zimie. Jestem więc pełen nadziei i wiary. Teraz czekam na efekty.

Pana drużyna zajmuje dziewiąte miejsce w lidze. Awans wam nie grozi, spadek praktycznie też. Nie boi się pan, że niektórzy piłkarze mogą czasem nie dawać z siebie wszystkiego? Pozycja Rozwoju jest dość komfortowa.

- Gdyby tak się zdarzyło, to moja praca nie ma sensu. Zawodnik musi się rozwijać i cały czas robić postępy. Proszę zauważyć, że średnia wieku drużyny cały czas maleje. Tak jest i po tych transferach, a raczej ruchach kadrowych, bo dołączyła do nas głównie młodzież. Wyjątkiem jest tutaj Gabriel Nowak, który przyszedł do nas w ramach współpracy z Górnikiem Zabrze. Będziemy chcieli skorzystać z jego atutów i doświadczenia. Nie wyobrażam sobie, że będziemy podchodzili rozprężeni do meczów. Każdy piłkarz musi na co dzień potwierdzać, że jest przydatny drużynie. Jestem przekonany, że pierwsze cztery mecze - wszystkie rozegrane na swoim stadionie - wskażą nam cel, o który będziemy walczyć w dalszej części sezonu. Mam nadzieję, że nie będzie to tylko walka o utrzymanie, ale o wyższe miejsca.

Stadion przy Zgody nie był jesienią twierdzą nie do zdobycia...

- Różnie bywało z meczami u siebie. Liczę, że na wiosnę to się zmieni, bo nad tym też pracowaliśmy.

Jeden z czytelników portalu SportSlaski.pl zamieścił niedawno komentarz pod artykułem o Rozwoju dotyczący występów Gabriela Nowaka. Stwierdził, że będzie on musiał dużo grać, nawet jak nie będzie za wiele dawał zespołowi, bo zapewne Górnik zażyczył sobie, aby często przybywał na murawie. Zapytam więc wprost: czy ktoś z Roosevelta zastrzegł, że ten piłkarz musi występować określoną liczbę minut?

- W piłce młodzieżowej pracuję 18 lat, z seniorami 14 na różnych poziomach i nikt mi takiego czegoś nie zaproponował. A nawet gdyby, to nigdy w życiu bym się na to nie zgodził!


Łukasz Laskowski/Pressfocus

W katowickiej szatni nie ma już Rafała Lisa, postaci znaczącej w ostatnich latach. Wykreował się nowy lider, który będzie w stanie poderwać zespół w trudnych chwilach?

- Nadeszło nowe, powiało świeżością. Zmieniła się rada drużyny. Kapitanem został jednak Damian Gacki, który został wybrany jednogłośnie. Rafał oddał opaskę kapitana w godne ręce, ale trudno będzie go zastąpić na boisku i poza nim. To postać szczególna i zawsze jest mile widziany w klubie, jest dobrym duchem drużyny. Często pojawia się w klubie, rozmawiamy, bo w dalszym ciągu żyje drużyną. Teraz ma jednak inne obowiązki, a ostatnie pół roku było właśnie takim etapem przejściowym, w którym ukazały się osoby, które potrafią wziąć na siebie większą odpowiedzialność.

Na początku tygodnia dochodziły do nas informacje, że wszyscy napastnicy, których ma pan w kadrze, są kontuzjowani. Jak sytuacja - w ich i innych przypadkach - wygląda na dwa dni przed pierwszym meczem?

- To jest zmora. Zwłaszcza u nas, gdzie nie mamy możliwości trenowania w zimie na boiskach trawiastych, bo klubów nie stać na wyjazdy za granicę. Nasze sztuczne boiska często nie są tej najlepszej generacji, a to wszystko ma wpływ na więzadła, stawy skokowe itd. W przypadku tych graczy to nie są poważne urazy, ale właśnie przeciążenia, mikrourazy spowodowane treningiem w trudnych warunkach. Chłopcy w te chwili powoli wracają. Do siebie doszedł już Tadeusz Tyc, pod znakiem zapytania stoi jedynie występ Sebastiana Gielzy. Ja się cieszę, że na pełnych obrotach trenuje już Adam Żak, który ma za sobą koszmarną kontuzję. Wierzę, że szybko będzie wzmocnieniem, bo to jest bardzo ambitny człowiek i będzie kolejnym kandydatem do grania na szpicy. Całkowicie zdrowy wrócił Wojciech Król.

Odejdźmy może na chwilę od spraw stricte sportowych. Mianowicie, z rozgrywek musiał wycofać się Lech Rypin, kibice uratowali II ligę dla Gryfa Wejherowo. Kluby mają kłopoty finansowe, a ze Śląska muszą jeździć np. nad morze. Przydałaby się ponowna reorganizacja tych rozgrywek?

- Rzeczywiście, mamy kryzys i trudniej o sponsorów. II liga, ale także I, jest bardzo wymagająca finansowo. Nad morze jest kawał drogi, to są wszystko koszty. Często zdarza się tak, że mecze są rano, więc potrzebny jest nocleg, a więc są to kolejne wydatki i te zespoły finansowo krwawią. Czy potrzeba reorganizacji? Nie jestem fachowcem w tej dziedzinie, aby mówić, że na pewno jest potrzebna. Myślę, że trzeba spojrzeć na II-ligową piłkę nie do końca profesjonalnie, wspierać kluby, iść na rękę poprzez dobieranie obszarów, albo podzielić drużyny na cztery grupy. Jakimś rozwiązaniem może też być pomysł stworzenia tylko jednej grupy, gdzie znaleźliby się najlepsi, także pod względem finansowym. Rozwiązań może być dużo, ale ważne żeby te mecze były rozgrywane i występowali w nich szczególnie zawodnicy młodzi, przed którymi jest przyszłość.

Energetyk ROW Rybnik nie jest najbogatszy w II lidze, ale przewodzi tabeli. Uważa pan, że zespół Ryszarda Wieczorka wywalczy awans?

- Bardzo trudno przewidzieć i jednoznacznie powiedzieć. Wiadomo, że jeżeli chodzi o fundusze, to Bytovia i Chojniczanka prezentują się najlepiej. Powiem panu szczerze, że ja bardzo kibicuje Rakowowi Częstochowa. Ten zespół ma możliwości, jest konsekwentnie budowany przez Jerzego Brzęczka. Wiadomo, w jakiej sytuacji był ten klub, ale powoli wszystko idzie tam ku lepszemu, są oddani działacze. Także trzymam kciuki za częstochowian i za ROW również, bo to przecież drużyna ze Śląska. Fajnie by było, gdyby do I ligi awansowały dwa nasze zespoły.

Niedawno przebywał pan na stażu w Wolfsburgu. Jakie wrażenia? Co chciałby pan przenieść na nasze "podwórko"?

- Niemcy to są konkretni ludzie i tak też zarządzają tam pieniędzmi w sporcie. Podoba mi się program systemu szkolenia. Wszystko jest perfekcyjnie poukładane, każdy wie co ma robić. Co ważne, ten program jest, ale też się go na bieżąco modyfikuje. Niemcy zainwestowali, bo w ostatnich latach nie mieli wielkich gwiazd. W Polsce też powinno się iść w tę stronę, aby opracowań system szkolenia, zaczynając od tych najmłodszych.

Rozmawiał Michał Knura.

Mecze naszych zespołów w 18. kolejce II ligi zachodniej:
Energetyk ROW Rybnik - MKS Kluczbork - piątek, 18:00
Rozwój Katowice - KS Polkowice - sobota, 15:00
Chojniczanka Chojnice - Zagłębie Sosnowiec - sobota, 15:00
Raków Częstochowa - Chrobry Głogów - niedziela, 13:30


autor: Michał Knura

Przeczytaj również