Energetyk ROW jedną nogą w II lidze… Futbol bywa niesprawiedliwy…

18.04.2014
Wczoraj rybniczanie przegrali z GKS-em Katowice 0-4. Wynik okrutny i nie oddaje tego, co działo się na boisku. Bo ani GieKSa nie była tak świetna, ani ROW tak słaby. Wręcz przeciwnie – przy wyniku 1-0 to gospodarze bliżsi byli wyrównania, niż goście kolejnych goli. Ale po raz kolejny nic z tego nie wyszło.
Widziałam w tym sezonie sporo meczów rybnickiej drużyny i tylko jeden z nich zagrali naprawdę źle: na inaugurację ligowych rozgrywek w tym roku ze Stomilem Olsztyn. Wtedy praktycznie nie wyszli na boisko. W innych spotkaniach, przede wszystkim jesienią, pokazywali przyzwoity futbol. Nie zdobywali tylko punktów. To znaczy zdobywali – tylko o wiele za mało.

Popularne, często powtarzane piłkarskie powiedzenie (którego osobiście nie znoszę) mówi, że „jeśli nie można meczu wygrać, to trzeba zremisować”. W Rybniku raczej za nim nie przepadają. 13 remisów w 25 meczach! Rybniczanie przegrali w tym sezonie 9 spotkań, a zdobyli tylko 22 punkty. Dla porównania: Olimpia Grudziądz ma na koncie 11 porażek, a zajmuje piąte miejsce…

W 10 z tych 13 zremisowanych meczów ROW prowadził, pięć razy tracąc zwycięstwo w ostatnich dziesięciu minutach. Generalnie rybniczanie mają problem z końcówkami spotkań. Sami wyliczyli, że stracili w ten sposób siedemnaście punktów. Gdyby dodać je do ich dorobku, na pewno nie martwiliby się o utrzymanie.

Jak to możliwe, że zespół, który nie przegrał z żadną drużyną z pierwszej czwórki, jest na dnie tabeli? Że do ostatniego bezpiecznego miejsca traci pięć punktów? Że z każdą kolejką, z każdym rozegranym meczem jest bliżej drugiej ligi?

Teoretycznie Rybnik ma wszystko, by na zapleczu ekstraklasy utrzymać się bez problemów: niezły skład, ładny stadion i kibiców. Czegoś jednak w tej układance musi brakować, skoro rybniczanie plączą się między Kolejarzem a Okocimskim.

Jesienią przy Gliwickiej, jak mantrę powtarzano, że ten pech musi się kiedyś skończyć, że nie można w kółko remisować, zwłaszcza tych prawie wygranych meczów. To musi być frustrujące dla drużyny, gdy czuje, że była/jest dużo lepsza od rywala, a trzech punktów nie zdobywa.

W tej rundzie zespół z Rybnika ma zupełnie inne problemy. Po dwóch roszadach na ławce trenerskiej taktyka i styl gry gdzieś się rozmyły – dziś oglądając mecz Energetyka zastanawiam się, co próbują w ten sposób osiągnąć? Sławek Szary ma biegać na boku obrony? Marek Krotofil, kapitalnie czujący się przy linii bocznej, ustawiony w środku pomocy? Dziwne eksperymenty, które niczego dobrego drużynie z Gliwickiej nie przyniosły.

A w ogóle dziwne to wszystko. W zimie z Rybnika odszedł tylko jeden zawodnik z podstawowego składu: Rafał Kurzawa, którego wypożyczenie skrócili działacze Górnika. Jeden! Oczywiście jest kilku nowych piłkarzy, ale należy ich rozpatrywać jedynie w kategorii wzmocnień. Więc dlaczego rybniczanie nie są w stanie wyplątać się z dolnych rejonów tabeli?

W poprzedniej kolejce Energetyk wygrał pierwsze spotkanie od sześciu miesięcy – pewnie 3-0 pokonując Okocimskiego Brzesko. Przypomniał o sobie Idrissa Cisse, jesienią podstawowy napastnik, wiosną wchodzący raczej z ławki. Nie jestem fanką jego talentu. Wważam, że nie jest dostatecznie wyszkolony, ale z pewnością potrafi znaleźć się pod bramką przeciwnika. Rybniczanie zdobyli trzy punkty, radość trwała jednak krótko – GieKSa, choć nie prezentuje ostatnio olśniewającej formy, udzieliła Energetykowi srogiej lekcji.

Żeby się utrzymać, Energetyk musi zacząć strzelać bramki. Jesienią rybniczanie tylko kilka meczów zakończyli bez zdobyczy bramkowej, po zimowej przerwie zdobyli ich zaledwie sześć (z czego połowę we wspomnianym pojedynku z Okocimskim). Sławek Szary powiedział wczoraj, że brakuje im jakości. Racja – zwłaszcza pod bramką przeciwnika. Dwoi się i troi wypożyczony z Górnika Szymon Sobczak (najlepszy w Rybniku wiosną), ale wciąż brakuje wsparcia jego kolegów.

Najbliższe kolejki to już ostatnia szansa dla rybniczan na powrót do gry. W środę na Gliwicką przyjedzie Miedź Legnica, a w kolejnych tygodniach Energetyk zagra ze wszystkimi drużynami z „czuba” tabeli. Dziewięć meczów do końca, 27 punktów do zdobycia – już niedługo wszyscy w Rybniku będą bardzo skrupulatnie je liczyć.

Paradoksalnie – w pierwszej lidze jest kilka drużyn grających w piłkę gorzej, niż Energetyk. I niektóre wcale nie walczą o utrzymanie. Futbol bywa niesprawiedliwy…




źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również