Ekstraklasa albo śmierć? "To nie są słowa na wyrost"
08.04.2013
Postawa GKS-u Tychy w rundzie wiosennej szybko przyniosła swoje owoce. Seryjnie zdobywane na boiskach I ligi punkty wybiły nasz zespół do ścisłej czołówki ligowej tabeli i dziś tyszanie zaliczani są do grona pretendentów do walki o awans do T-Mobile Ekstraklasy. - Po każdej porażce powtarzamy sobie hasło "ekstraklasa albo śmierć". Chcemy się tym podbudować i jeszcze bardziej umotywować. Awans nie siedzi w naszych głowach - przekonuje Piotr Rocki, lider tyskiej ekipy.
Jak się jednak okazuje, prawdopodobnie jedynie przepustka do najwyższej klasy rozgrywkowej może uratować GKS. Dlaczego? - Z końcem sezonu kilkunastu chłopakom kończą się kontrakty. Umowa wygasa też trenerowi Mandryszowi, a przecież on to wszystko poskładał, budując drużynę praktycznie od zera. Nie da się ukryć, że wielu zawodników dostanie oferty z innych klubów i może być ciężko ich zatrzymać - dodaje "Rocky".
Charyzmatyczny pomocnik przyznaje, że obecna sytuacja nie jest dla drużyny łatwa. - Przeżywałem to samo w Ruchu Radzionków. Tworzyła się paka, a potem przychodziło okienko transferowe i drużyna się sypała. W dzisiejszym futbolu tak się nie da funkcjonować. Trzeba stworzyć trzon zespołu, a potem tylko go wzmacniać. Osłabiając się co pół roku nigdy w piłce nie osiągniesz stabilizacji, a tylko ona prowadzi do sukcesu - przekonuje 37-latek.
W szatni tyskiej jedenastki tematy przyszłości wielu zawodników na razie się nie przewijają. - Myślimy o tym co jeszcze przed nami w tym sezonie. Dopiero teraz czekają nas mecze, które pokażą naszą wartość. Dużą siłą tej drużyny jest atmosfera w szatni. Ten duch drużyny jest cały czas żywy i cały czas nas nakręca. Póki co nikt jeszcze nie krąży myślami o tym co czeka nas latem, ale na pewno w podświadomości gdzieś to siedzi - przyznaje Rocki.
Weteran ligowych boisk jest pewny, że GKS Tychy w niedalekiej przyszłości może o miejsce w elicie powalczyć. - W mieście jest pomysł na budowę silnego klubu. Buduje nam się nowy stadion i to pokazuje, że Tychy poważnie myślą nie tylko o hokeju, ale też o piłce nożnej. My chcemy do końca tego sezonu nazbierać tych punktów ile się tylko da, a potem zobaczymy na co w rzeczywistości było nas w tym sezonie stać - puentuje gracz ekipy z ulicy Edukacji.
Jak się jednak okazuje, prawdopodobnie jedynie przepustka do najwyższej klasy rozgrywkowej może uratować GKS. Dlaczego? - Z końcem sezonu kilkunastu chłopakom kończą się kontrakty. Umowa wygasa też trenerowi Mandryszowi, a przecież on to wszystko poskładał, budując drużynę praktycznie od zera. Nie da się ukryć, że wielu zawodników dostanie oferty z innych klubów i może być ciężko ich zatrzymać - dodaje "Rocky".
Charyzmatyczny pomocnik przyznaje, że obecna sytuacja nie jest dla drużyny łatwa. - Przeżywałem to samo w Ruchu Radzionków. Tworzyła się paka, a potem przychodziło okienko transferowe i drużyna się sypała. W dzisiejszym futbolu tak się nie da funkcjonować. Trzeba stworzyć trzon zespołu, a potem tylko go wzmacniać. Osłabiając się co pół roku nigdy w piłce nie osiągniesz stabilizacji, a tylko ona prowadzi do sukcesu - przekonuje 37-latek.
W szatni tyskiej jedenastki tematy przyszłości wielu zawodników na razie się nie przewijają. - Myślimy o tym co jeszcze przed nami w tym sezonie. Dopiero teraz czekają nas mecze, które pokażą naszą wartość. Dużą siłą tej drużyny jest atmosfera w szatni. Ten duch drużyny jest cały czas żywy i cały czas nas nakręca. Póki co nikt jeszcze nie krąży myślami o tym co czeka nas latem, ale na pewno w podświadomości gdzieś to siedzi - przyznaje Rocki.
Weteran ligowych boisk jest pewny, że GKS Tychy w niedalekiej przyszłości może o miejsce w elicie powalczyć. - W mieście jest pomysł na budowę silnego klubu. Buduje nam się nowy stadion i to pokazuje, że Tychy poważnie myślą nie tylko o hokeju, ale też o piłce nożnej. My chcemy do końca tego sezonu nazbierać tych punktów ile się tylko da, a potem zobaczymy na co w rzeczywistości było nas w tym sezonie stać - puentuje gracz ekipy z ulicy Edukacji.
Polecane
I liga