Dziwna dolegliwość gliwickiego Piasta i katowickiej GieKSy
21.04.2009
Beniaminek z Gliwic z Lechem zaczął grać... dopiero od 46 minuty. Stwarzał sobie sytuacje bramkowe i był równorzędnym rywalem dla poznaniaków. Na ich grę przed przerwą lepiej spuścić kurtynę milczenia. Tak jak na drugą odsłonę spotkania z Legią. W ostatniej kolejce bowiem od początku pojedynku nie odstępowali warszawianom motorycznie i kondycyjnie. Dziwić może, dlaczego po przerwie było inaczej.
- W pierwszym ze wspomnianychstarć przespaliśmy pierwszą część. Z kolei z Legią szaleńcze tempo od początku gry spowodowało, że "siedliśmy" po przerwie - przyznaje Jarosław Kaszowski, kapitan Piasta.
Wtóruje mu kolega z zespołu Maciej Michniewicz, także doszukując się logiki w poczynaniach gliwiczan. - Z Lechem wyszliśmy bardzo skoncentrowani i oszczędzaliśmy siły. Zaatakowaliśmy dopiero po przerwie. Tym razem przyjęliśmy taktykę, że od pierwszego gwizdka gramy agresywnie. Niestety, przełożyło się to na brak sił w trakcie drugiej odsłony. Szybkie tempo kosztowało nas wiele zdrowia. Stąd nasza słaba postawa - uważa popularny "Michnia".
GKS Katowice cierpi na równie specyficzną chorobę. Recepty szukają w szeregach katowiczan wszyscy, nie znalazł jej na razie nikt. - Cały czas mierzymy w to, by zagrać dwie równe połówki - mówi Łukasz Wijas. Patrząc na ostatnie mecze, GieKSa wcale do tego celu się nie przybliża. Wręcz przeciwnie. O ile w pierwszej odsłonie sobotniego starcia z Koroną piłkarze Adama Nawałki prezentowali się przyzwoicie, o tyle po zmianie stron zupełnie zawiedli. - Pozwoliliśmy rywalom przejąć absolutną kontrolę nad wydarzeniami - nie kryje Krzysztof Kaliciak.
Usprawiedliwienia na ową przypadłość starał się znaleźć trener "Piastunek", Dariusz Fornalak, który przyznał na naszych łamach, że duży wpływ na zbytnią nerwowość w grze odgrywa pozycja w tabeli. Przypomnijmy, że zarówno Piast jak i GKS plasują się na odległych miejscach w swoich ligach i do końca sezonu nie będą pewne utrzymania.
- W pierwszym ze wspomnianychstarć przespaliśmy pierwszą część. Z kolei z Legią szaleńcze tempo od początku gry spowodowało, że "siedliśmy" po przerwie - przyznaje Jarosław Kaszowski, kapitan Piasta.
Wtóruje mu kolega z zespołu Maciej Michniewicz, także doszukując się logiki w poczynaniach gliwiczan. - Z Lechem wyszliśmy bardzo skoncentrowani i oszczędzaliśmy siły. Zaatakowaliśmy dopiero po przerwie. Tym razem przyjęliśmy taktykę, że od pierwszego gwizdka gramy agresywnie. Niestety, przełożyło się to na brak sił w trakcie drugiej odsłony. Szybkie tempo kosztowało nas wiele zdrowia. Stąd nasza słaba postawa - uważa popularny "Michnia".
GKS Katowice cierpi na równie specyficzną chorobę. Recepty szukają w szeregach katowiczan wszyscy, nie znalazł jej na razie nikt. - Cały czas mierzymy w to, by zagrać dwie równe połówki - mówi Łukasz Wijas. Patrząc na ostatnie mecze, GieKSa wcale do tego celu się nie przybliża. Wręcz przeciwnie. O ile w pierwszej odsłonie sobotniego starcia z Koroną piłkarze Adama Nawałki prezentowali się przyzwoicie, o tyle po zmianie stron zupełnie zawiedli. - Pozwoliliśmy rywalom przejąć absolutną kontrolę nad wydarzeniami - nie kryje Krzysztof Kaliciak.
Usprawiedliwienia na ową przypadłość starał się znaleźć trener "Piastunek", Dariusz Fornalak, który przyznał na naszych łamach, że duży wpływ na zbytnią nerwowość w grze odgrywa pozycja w tabeli. Przypomnijmy, że zarówno Piast jak i GKS plasują się na odległych miejscach w swoich ligach i do końca sezonu nie będą pewne utrzymania.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów