"Dziś, gdy oglądam Górnik i Ruch, to tęsknię za tamtymi czasami"
25.10.2011
Przejście Wandzika z Chorzowa do Zabrza wywołało sporo zamieszania. Piłkarz nie mógł grać przez pół roku. Wreszcie został uprawniony do gry w Górniku. Potem zagrał w pamiętnym meczu w 1989 roku.
- Jestem prostym chłopakiem ze Śląska, który nigdy się w żadną politykę nie bawił. Nie mogłem grać, więc zacisnąłem zęby i trenowałem. Ale wie pan, ja nie chcę już dłużej o tym rozmawiać. Zostawmy ten temat, bo to już historia. Nikomu to grzebanie nie jest potrzebne. Zresztą jak zacznę za dużo gadać, to jeszcze jakieś złe słowo się wymknie, a o Ruchu i Górniku chcę mówić tylko dobre rzeczy. Jak jeszcze nie grałem w piłkę, to byłem strasznie dumny z tego, że na Górnym Śląsku mamy takie drużyny. Wówczas Chorzów i Zabrze trzęsły ligą. Dziś, gdy oglądam mecze moich byłych drużyn, to tęsknię za tamtymi czasami - przyznaje.
A wie, co mówi, bo zobaczył wszystkie mecze Górnika i Ruchu w tym sezonie. - Dziwne? Jak byłem małym chłopakiem, to z paczką kolegów jeździliśmy na przemian do Chorzowa i do Zabrza. Szanowaliśmy jednych i drugich. Skakaliśmy w górę ze szczęścia, kiedy "Niebiescy" zdobywali mistrzowskie tytuły. Byliśmy strasznie przybici, kiedy Górnik spadał z ekstraklasy. Dla nas oba kluby to była świętość. I zawsze stawialiśmy między nimi znak równości. Nigdy nie było tak, że jedną drużynę kochaliśmy bardziej, a inną mniej. Każdą koszulkę całowaliśmy równie namiętnie - zapewnia.
Dziś nadal ma styczność ze śląską gwarą. - W Grecji mieszka Krzysio Warzycha, jest też Mirek Bąk. Jak się spotykamy, to prawie zawsze pada hasło: kaj idymy na klachy. Ale ja mogę panu powiedzieć, co tylko pan zechce. Prawdę mam mówić? No to powiem, że jo żech nigdy nie był paplaty - dodaje w rozmowie z dziennikarzem "Przeglądu Sportowego".
- Jestem prostym chłopakiem ze Śląska, który nigdy się w żadną politykę nie bawił. Nie mogłem grać, więc zacisnąłem zęby i trenowałem. Ale wie pan, ja nie chcę już dłużej o tym rozmawiać. Zostawmy ten temat, bo to już historia. Nikomu to grzebanie nie jest potrzebne. Zresztą jak zacznę za dużo gadać, to jeszcze jakieś złe słowo się wymknie, a o Ruchu i Górniku chcę mówić tylko dobre rzeczy. Jak jeszcze nie grałem w piłkę, to byłem strasznie dumny z tego, że na Górnym Śląsku mamy takie drużyny. Wówczas Chorzów i Zabrze trzęsły ligą. Dziś, gdy oglądam mecze moich byłych drużyn, to tęsknię za tamtymi czasami - przyznaje.
A wie, co mówi, bo zobaczył wszystkie mecze Górnika i Ruchu w tym sezonie. - Dziwne? Jak byłem małym chłopakiem, to z paczką kolegów jeździliśmy na przemian do Chorzowa i do Zabrza. Szanowaliśmy jednych i drugich. Skakaliśmy w górę ze szczęścia, kiedy "Niebiescy" zdobywali mistrzowskie tytuły. Byliśmy strasznie przybici, kiedy Górnik spadał z ekstraklasy. Dla nas oba kluby to była świętość. I zawsze stawialiśmy między nimi znak równości. Nigdy nie było tak, że jedną drużynę kochaliśmy bardziej, a inną mniej. Każdą koszulkę całowaliśmy równie namiętnie - zapewnia.
Dziś nadal ma styczność ze śląską gwarą. - W Grecji mieszka Krzysio Warzycha, jest też Mirek Bąk. Jak się spotykamy, to prawie zawsze pada hasło: kaj idymy na klachy. Ale ja mogę panu powiedzieć, co tylko pan zechce. Prawdę mam mówić? No to powiem, że jo żech nigdy nie był paplaty - dodaje w rozmowie z dziennikarzem "Przeglądu Sportowego".
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów