Dziadek, ojciec, wujo... Czy Piotr Rocki doczeka się następców?
25.12.2012
Państwo Roccy pozwolili odwiedzić swój dom dziennikarzom "Sportu". Wprawdzie nie udało im się zagrać na przydomowym boisku (- A miał być basen... - wzdycha żona piłkarza), ale porozmawiano sporo o rodzinie. Synowie "Rocky'ego" już na wcześniejszych etapach kariery ojca nie próżnowali i zbierali autografy piłkarzy ekstraklasy. - Nie pamiętam już, od kogo wziąłem pierwszy autograf. Podejrzewam, że to był któryś z kolegów taty w okresie jego gry w Odrze Wodzisław. Od tamtej pory stało się to moją pasją. Gromadzę podpisy zawodników i ich fotki - mówi Kevin. Jego ojciec zbiera natomiast meczowe koszulki. - Najcenniejszą mam od Robby'ego Fowlera - zdradza.
Zanim obaj chłopcy pojawili się na świecie, ich tata już miał swoich podopiecznych. - Darek Dźwigała czy Jacek Lesiak przychodzili na treningi ze swymi pociechami. Ganiały wtedy za nami z okrzykiem "wujo". Do dziś więc zostałem wujem dla Janka Dźwigały - uśmiecha się gracz GKS-u Tychy.
Obaj synowie szybko zaczęli jednak piłkarską edukację. Najpierw trenowali w Odrze Wodzisław, potem w Dyskobolii. - W Grodzisku dzieliliśmy willę z Adrianem Sikorą. Kevin lubił schodzić do niego na śniadanie, bo u "Sikiego" zawsze leżały na stole jakieś batoniki czy cukierki - wspomina Ewa Rocka.
Teraz obaj grają w MKS-ie Zaborze Zabrze. I mówią, że nie jest łatwo mieć ojca piłkarza. - Ech, dostaje nam się czasem od taty, kiedy brzydko sfaulujemy czy skiksujemy - potwierdzają. - Nie jest łatwo się czasem opanować. Na przydomowym boisku raczej jednak edukuję niż krytykuję. Ze zbyt wielkim luzem, moim zdaniem, podchodzą do stałych fragmentów gry - mówi specjalista od tego elementu. Denis i Kevin próbują natomiast tacie założyć siatkę. - Mnie? Od wielu lat nikt mi jej nie założył, choć i w lidze wielu próbowało - śmieje się piłkarz.
Rocki jest więc mężem, ojcem, "wujem", ale także... "dziadkiem". - Już wcześniej 19-letni Kuba Bąk w żartach mówił mu, że mógłby być jego ojcem. Kiedy on sam niedawno został tatą, do Piotrka natychmiast przylgnęło określenie "dziadek" - kończy Ewa Rocka.
Zanim obaj chłopcy pojawili się na świecie, ich tata już miał swoich podopiecznych. - Darek Dźwigała czy Jacek Lesiak przychodzili na treningi ze swymi pociechami. Ganiały wtedy za nami z okrzykiem "wujo". Do dziś więc zostałem wujem dla Janka Dźwigały - uśmiecha się gracz GKS-u Tychy.
Obaj synowie szybko zaczęli jednak piłkarską edukację. Najpierw trenowali w Odrze Wodzisław, potem w Dyskobolii. - W Grodzisku dzieliliśmy willę z Adrianem Sikorą. Kevin lubił schodzić do niego na śniadanie, bo u "Sikiego" zawsze leżały na stole jakieś batoniki czy cukierki - wspomina Ewa Rocka.
Teraz obaj grają w MKS-ie Zaborze Zabrze. I mówią, że nie jest łatwo mieć ojca piłkarza. - Ech, dostaje nam się czasem od taty, kiedy brzydko sfaulujemy czy skiksujemy - potwierdzają. - Nie jest łatwo się czasem opanować. Na przydomowym boisku raczej jednak edukuję niż krytykuję. Ze zbyt wielkim luzem, moim zdaniem, podchodzą do stałych fragmentów gry - mówi specjalista od tego elementu. Denis i Kevin próbują natomiast tacie założyć siatkę. - Mnie? Od wielu lat nikt mi jej nie założył, choć i w lidze wielu próbowało - śmieje się piłkarz.
Rocki jest więc mężem, ojcem, "wujem", ale także... "dziadkiem". - Już wcześniej 19-letni Kuba Bąk w żartach mówił mu, że mógłby być jego ojcem. Kiedy on sam niedawno został tatą, do Piotrka natychmiast przylgnęło określenie "dziadek" - kończy Ewa Rocka.
Polecane
I liga