Dyrektor GKS-u Tychy: U nas nikt nie krzyczy "Ekstraklasa albo śmierć"
GKS Tychy po czterech zwycięstwach z rzędu awansował na 5. miejsce w tabeli I ligi i do miejsca premiowanego awansem do Ekstraklasy tyszanie tracą tylko trzy punkty! Dyrektor GKS-u śmieje się, że chyba trzeba będzie zabronić piłkarzom wygrywać. - Mam wielki szacunek dla pracy sztabu trenerskiego i zawodników. W trudnych warunkach udało się stworzyć zespół, który nie przestaje zadziwiać - mówi, już poważnie, Henryk Drob.
Działacz klubu opowiada, że nawet po meczach, w których tyszanie tracili punkty, był spokojny o losy tyskiej drużyny. - Wiedziałem, że "zaskoczymy". Bo zespół nawet w tych meczach, w których nie punktował, to grał dobrze. Byliśmy blisko wygranej z Zawiszą Bydgoszcz. Nie powinniśmy przegrać z Flotą Świnoujście. To były symptomy tego co wydarzyło się w drugiej części rundy. U nas nie ma presji. Nikt nie pokrzykuje "Ekstraklasa, albo śmierć". To także pomaga - opowiada w rozmowie z portalem Slask.Sport.pl Drob.
Dyrektor GKS-u Tychy przyznaje, że bardzo cieszy się z dobrych wyników drużyny, ale z drugiej strony stara się realnie przyszłość na przyszłość klubu, która wcale nie przedstawia się tak różowo.
- Moim zdaniem mamy najniższy budżet w lidze. Mamy do wydania około 2,5 miliona złotych, ale proszę pamiętać, że część z tych pieniędzy musimy też przeznaczyć na wynajęcie stadionu w Jaworznie... Również w najbliższym okienku transferowym polityka klubu się nie zmieni. Nie stać na wykupywanie zawodników z ważnymi kontraktami. Dalej będziemy szukać piłkarzy z kartami na ręku, młodych, z niższych lig. Nasze możliwości są mocno ograniczone, że wspomnę sytuację sprzed kilku miesięcy - studzi nastroje Henryk Drob.