Dwa lata temu chodził na imprezy, teraz jest podporą Górnika

01.11.2012
Ostatnie miesiące są dla Adama Dancha bardzo udane. Górnik Zabrze jest rewelacją ekstraklasy, a on sam otrzymał powołanie do reprezentacji Polski. Jednak nie zawsze było tak dobrze...
- Miałem taki okres - dwa, trzy lata temu - że różnie mogła się potoczyć ta moja kariera. Mogłem nawet w ogóle przestać grać w piłkę. W klubie nie szło, ciężko było się załapać do składu. Zaczęliśmy trochę imprezować. Jeździliśmy razem ze "Skorupem" do "Pomarańczy". Ochroniarze, jak tylko nas widzieli, już wiedzieli, że coś się będzie działo. Nie było imprezy, żeby nas z lokalu nie wyrzucali - wspomina w rozmowie z portalem weszlo.com kapitan zabrzan. - Z nami nie było gadania. Jak tylko jakiś gość do nas przystartował, to my od razu swoim odpowiadaliśmy. Nie dawaliśmy sobie z Łukaszem w kaszę dmuchać. Różnie to było. Czasami jakaś sprzeczka, czasem awanturka - dodaje.

- To był dla mnie ciężki okres. W czasach Komornickiego, jak spadliśmy z Górnikiem do I ligi. Każdy w karierze ma jakieś wzloty i upadki, no i ja miałem właśnie wtedy taki dołek. Imprezowaliśmy. Siedziało się w domu, nie było co robić, to zaraz zadzwonił jakiś znajomy i szło się na dysia… Wszyscy na Śląsku wiedzieli, jak ruszyliśmy gdzieś ze "Skorupem". Forum w Internecie aż huczało - opowiada Danch.

- Czasem to nawet do Krakowa się jeździło na dyskoteki, busikiem za dziesięć złotych w jedną stronę. To nie jest wszystko takie proste. Wpadasz w dołek, wszyscy cisną cię w gazetach, w komentarzach piszą, jaki ch***** zawodnik. Czytasz o sobie takie rzeczy i naprawdę możesz lekko się załamać. Ja myślałem przez chwilę - co ma być, to będzie. Będę grał, czy nie - wszystko mi jedno. Jak nie będę, to pójdę do roboty i będę miał czyste papcie. Przynajmniej nikt nie będzie ze mną jechał - kontynuuje.

Danch przyznaje, że miał nawet myśli o zakończeniu poważnej przygody z piłką. - Trenerzy rzucali mnie po pozycjach. Czasem grałem na prawej obronie, jeszcze wcześniej na defensywnym pomocniku. Potem znowu ławka. A wiadomo, jak człowiek nie gra regularnie, to sobie od razu myśli, jaki jest beznadziejny. Czasem przychodziły takie myśli, żeby to wszystko rzucić i pójść do roboty. Zjechać na dół, na kopalnię i tyle - mówi.

Na szczęście, Danch ma już ten okres za sobą. Ożenił się, ma dziecko i o imprezach już nie myśli. - Akurat to był taki moment, że i ja, i "Skorup" rozstaliśmy się z dziewczynami. Prawie w tym samym czasie. W piłce nie szło, nic nie potoczyło się tak, jak miało, więc ruszyliśmy w miasto. Dobrze, że się ogarnęliśmy, bo mogło być różnie. Ja poznałem Klaudię. Łukasz wrócił do swojej dziewczyny i to chyba one nas tak przytrzymały. Dzięki Bogu. Dobrze, że wtedy się wyszaleliśmy, że to się stało wcześniej - kończy obrońca.
źródło: weszlo.com

Przeczytaj również