Drugie powołanie do wojska dla Oleksandra Szeweluchina
22.08.2014
Pierwsze wezwanie przyszło w marcu, gdy Rosjanie przejmowali Krym. Wtedy jego sytuację wyjaśniała matka zawodnika. Teraz sytuacja była na tyle poważna, że obrońca Górnika sam stawić się w wojskowej komendzie w Obuchowie pod Kijowem. Musiał przedstawić dokumenty potwierdzające, że mieszka z rodziną w Polsce.
- W Kijowie życie na pozór toczy się normalnie. Ludzie pracują, wykonują swoje obowiązku, ale czuć nerwowość. Wszyscy czekają na to, co się wydarzy. Zresztą przecież 300, 400 kilometrów dalej toczą się walki i giną ludzie - mówi Szeweluchin, który przez wojenne działania stracił przyjaciela.
- W walkach na wschodzi zginął mój przyjaciel z dzieciństwa Jurij. Jako dzieci wiele czasu spędzaliśmy razem. Ostatnio dostał powołanie do wojska. Miesiąc walczył i wrócił do domu. Po dwóch tygodniach znowu pojechał na front. Niestety, został poważnie ranny i nie przeżył. Teraz powołanie do wojska dostał mąż siostry. Mają dwoje dzieci. Bardzo się o niego boimy - opowiada Szeweluchin.
- W Kijowie życie na pozór toczy się normalnie. Ludzie pracują, wykonują swoje obowiązku, ale czuć nerwowość. Wszyscy czekają na to, co się wydarzy. Zresztą przecież 300, 400 kilometrów dalej toczą się walki i giną ludzie - mówi Szeweluchin, który przez wojenne działania stracił przyjaciela.
- W walkach na wschodzi zginął mój przyjaciel z dzieciństwa Jurij. Jako dzieci wiele czasu spędzaliśmy razem. Ostatnio dostał powołanie do wojska. Miesiąc walczył i wrócił do domu. Po dwóch tygodniach znowu pojechał na front. Niestety, został poważnie ranny i nie przeżył. Teraz powołanie do wojska dostał mąż siostry. Mają dwoje dzieci. Bardzo się o niego boimy - opowiada Szeweluchin.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów