Dostali dwa gongi, ale obyło się bez krzyku

12.08.2016
Dwa gole stracone w ostatnim kwadransie pierwszej połowy, do tego niestrzelony karny. Taka sytuacja zdecydowanie może podciąć skrzydła i sprawić, że w szatni będzie gorąco. W Zabrzu tak nie było - i przyniosło to efekt.
Łukasz Sobala/Press Focus
Gol Kaspera Hamalainena, trafienie Nemanji Nikolicia i niewykorzystany rzut karny przez Romana Gergela - to wszystko odbyło się w zaledwie pięć minut, tuż przed końcem pierwszej połowy. - Górnicy jesteśmy z wami! - zaśpiewali schodzącym piłkarzom kibice, którzy nie tracili wiary. Zawodnicy też jej nie stracili, bo po przerwie zagrali z jeszcze większą ambicją, która była kluczem do odniesienia zwycięstwa i awansu do kolejnej rundy. Co takiego wydarzyło się w szatni Górnika, że zabrzanie w kwadrans zdołali odrobić dwubramkową stratę?

Nie było ostrej wymiany zdań, czy podniesionego głosu trenera. Było... spokojnie. - W takich sytuacjach nie ma co się bardziej denerwować. Krzyki nic by nie dały. Powiedzieliśmy sobie, że musimy wyjść na drugą połowę i walczyć na 100 procent. Nie mieliśmy nic do stracenia. Trzeba było strzelać bramki, nie było innego wyjścia - przyznał ten, który jako pierwszy ruszył do strzelania - Bartosz Kopacz.

Słowa autora dwóch bramek potwierdza Dawid Plizga, który zanotował asystę przy pierwszym trafieniu Kopacza. - Było bardzo spokojnie. Nic się nie działo, powiedzieliśmy sobie, że podstawą, by coś zdziałać, jest niestracenie bramki. Fajnie, że udało się bardzo szybko zdobyć gola, to dodało nam skrzydeł. Siłą rozpędu strzeliliśmy kolejnego, bardzo pięknego. Później wszyscy widzieli co się działo - Legia opadła z sił, my dalej byliśmy zmotywowani i skończyło się bardzo szczęśliwie dla nas - opisał.

Czy jednak Górnik po przerwie był całkiem innym zespołem niż przed nią? - Gdybyśmy wycięli z pierwszej połowy bramki dla Legii, to nie uważam, że byliśmy słabsi od Legii. Gole to zasługa bardzo wysokich indywidualnych umiejętności Hamalainena i Nikolicia. Gra była porównywalna. Oczywiście goście wykorzystali dwie sytuacje i przez ten pryzmat przyznajemy, że tak, była lepsza - skomentował trener Marcin Brosz.

- Fizycznie wytrzymaliśmy tempo na równi z Legią. Nie było takich momentów, że rywal nas zdominował. Był fragment, gdzie przeważał, ale to my wychodziliśmy z szybkimi kontrami Erika Grendela, Szymona Skrzypczaka czy Igora Angulo, który miał chyba najlepszą sytuację. Były jednak też dwa takie momenty, gdzie Lega wyszła zdecydowanie do przodu, ale dobra postawa linii obrony i Grzesia Kasprzika spowodowały, że wygraliśmy - podsumował decydujące fragmenty gry Brosz.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również